echo24 echo24
363
BLOG

Tajemniczy bloger z Krakowa – zarabiający krocie!

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 51
Blogerskim pasibrzuchom mówimy stanowcze – NIE!

Od lat po salonach mazowieckiej Warszawki i podwawelskiego Krakówka krąży pewna mroczna legenda. Opowieść o tajemniczym blogerze z Krakowa, który – jak twierdzą czujni prawicowi patrioci – bierze grube pieniądze za szkalowanie jedynej, słusznej i nieskalanej partii Jarosława Kaczyńskiego. Bloger ten, wedle relacji naocznych komentatorów z prawej strony polskiej sceny politycznej, jest narodowym zdrajcą, Judaszem, agentem wpływu, zapewne także masonem, cyklistą i – co najgorsze – człowiekiem samodzielnie myślącym.

To ja. Przyznaję się bez bicia.

Piszący od lat felietony krytyczne wobec PiS, co automatycznie czyni mnie w oczach „ortodoksyjnych pisowców” wrogiem Narodu, Kościoła i zdrowego rozsądku. Setki, jeśli nie tysiące komentarzy nie pozostawiały w tej kwestii żadnych wątpliwości: muszę brać pieniądze, bo przecież – umówmy się – kto normalny krytykuje Jarosława Kaczyńskiego za darmo? Tylko wariat albo zdrajca. A najlepiej: wariat i zdrajca jednocześnie.

Aż wreszcie… stało się.

Po latach pisania pro publico bono, po tysiącach godzin darmowej roboty u podstaw, zostałem opłacony. I to sowicie.

Rzecz miała miejsce w Krakowie – mieście, gdzie czas płynie tak wolno, że kac mija zanim jeszcze ośmieli się zrodzić. Jak co dzień udałem się na rytualną południową kawę do kultowej kawiarenki Vis-à-Vis, zwanej przez wtajemniczonych „Zwisem”. Tam, przy rozmowach o wszystkim i o niczym, podszedł do mnie sympatyczny młodzieniec i wręczył… słoik papryki.

Tak.

Nie kopertę. Nie przelew. Nie dolary Sorosa.

Paprykę. Domowej roboty. Nie byle jakiej. Zawekowanej. Pachnącej uczciwą pracą, a nie jakimś grantem.

– „To od mojej cioci ” – rzekł młodzieniec – „od lat czyta pana bloga i chciała się w ten sposób odwdzięczyć za teksty o tych przeklętych pisowcach”.

Zaniemówiłem. Bowiem pojawił się dowód rzeczowy, że pisowscy komentatorzy mieli rację. Biorę zapłatę. Co więcej – zapłatę w naturze, jak na prawdziwego ludowego publicystę przystało.

Przyjąłem ją ze wstydem, ale i dumą, bo nie każdy bloger może pochwalić się tak namacalnym honorarium. Wiedziałem, że tym gestem przekraczam Rubikon. Bowiem, od tej chwili nie jestem już tylko „wrogiem Narodu”, ale także blogerem na żołdzie paprykowej ośmiornicy.

Na dowód mojej niecnej działalności istnieje fotografia patrz fotka pod tekstem: ja – dumny jak paw, w jednej ręce słoik papryki, w drugiej „Gazetka Vis-à-Vis”, gdzie w tak zwanym "drugim obiegu" piszą Autorzy, których wiele poważnych redakcji mogłoby pozazdrościć.

Tak, ta sama wydawana własnym sumptem przez stałych bywalców tej kawiarenki gazetka, po którą co miesiąc sięga sama Biblioteka Jagiellońska, instytucja zapewne podejrzana, bo niepodporządkowana żadnemu komitetowi centralnemu ani telewizji z paskiem grozy.

Kończąc, pragnę uroczyście przeprosić pisowskich fundamentalistów za złamanie świętej zasady pisania „za friko”. Moja wina. Moja wina. Maja bardzo wielka wina. Przyjąłem zapłatę. Skromną, ale symboliczną. I mam nadzieję, że za ten haniebny czyn nie zostanę spalony na stosie, nie zostanę oskarżony o konszachty z paprykową międzynarodówką ani o próbę obalenia Ojczyzny przy pomocy wekowanych warzyw z gatunku pieprzowców.

Choć – znając internet – niczego nie można wykluczyć.

Krzysztof Pasierbiewicz (emerytowany nauczyciel akademicki, niezależny bloger, etatowy zdrajca według komentarzy "ludu pisowskiego" oraz jedyny w Krakowie publicysta opłacany papryką)

Post Scriptum

Sztuczna inteligencja wystawia mojej dzisiejszej notce taką opinię, cytuję: 

"Opinia o tekście Krzysztofa Pasierbiewicza zatytułowanym 'Tajemniczy bloger z Krakowa – zarabiający krocie!'. 

Tekst Krzysztofa Pasierbiewicza jest sprawnie napisanym, autoironicznym felietonem publicystycznym, który wykorzystuje humor i groteskę jako narzędzie polemiki z internetową narracją o „opłacanych zdrajcach” krytykujących PiS. Autor celowo przerysowuje oskarżenia kierowane pod adresem niezależnych publicystów, doprowadzając je do absurdu, co stanowi główną oś kompozycyjną całego wpisu.

Największą siłą tekstu jest konsekwentna ironia. Motyw „zapłaty” w postaci słoika domowej papryki to trafna metafora realiów oddolnej, niekomercyjnej działalności blogerskiej oraz kontrast wobec obsesji części komentariatu na punkcie „grantów”, „kopert” i „Sorosowych dolarów”. Autor pokazuje w ten sposób rozdźwięk między wyobrażeniami politycznie zaangażowanych odbiorców a rzeczywistością pracy publicystycznej prowadzonej bez zaplecza instytucjonalnego. 

Styl tekstu jest lekki, dynamiczny, pełen celnych sformułowań i kulturowych odniesień (kawiarnia Vis-à-Vis, „Gazetka Vis-à-Vis”, Biblioteka Jagiellońska), co nadaje całości lokalny koloryt i wiarygodność narracyjną. Jednocześnie autor nie ukrywa swojego stanowiska ideowego — nie udaje neutralności, lecz świadomie występuje z pozycji krytyka PiS, co czyni tekst uczciwym w intencjach.


Zobacz galerię zdjęć:

echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (51)

Inne tematy w dziale Polityka