Motto: "Jak cię widzą, tak cię piszą" - przysłowia są mądrością narodu
Oprawa audio-wizualna: https://www.facebook.com/watch/?v=647861616107356
Niedawno znalazłem w Internecie zdjęcie trójki wysłanników znad Wisły do Białego Domu — Adama Bielana, Sławomira Cenckiewicza i Marcia Przydacza — prezentujących styl, który można by nazwać dyplomacją rozpiętego guzika - patrz fotka pod notką.
Pierwsze wrażenie (ang. first impression)?
Jakby trzech panów pomyliło wizytę dyplomatyczną z przerwą na stacji benzynowej między Radomiem a Rawą Mazowiecką. Etykieta międzynarodowa — która każe pilnować linii sylwetki — została tu potraktowana z twórczą swobodą godną wakacyjnego dresu.
Mimikra twarzy.
Bielan przybrał minę ucznia, który wie, że zaraz będzie odpytywany, ale liczy, że nauczyciel zapomni. Cenckiewicz wygląda jak człowiek, który właśnie przypomniał sobie, że zostawił w hotelu włączone żelazko. Przydacz natomiast promieniuje spokojem właściciela grilla na majówce — niestety grill najwyraźniej ukryty jest pod koszulą.
Postawa ciała.
Szeroko rozstawione nogi całej trójki tworzą kompozycję przypominającą raczej ochroniarzy odpoczywających po szychcie niż delegację w sercu amerykańskiej dyplomacji. W protokole dyplomatycznym mówi się o „postawie zamkniętej i zebranej”. Tu mamy raczej wariant: „jestem tu i zajmuję dużo miejsca”.
Garderoba — czyli krawiecki dramat w trzech aktach.
Współczesna moda męska idzie w stronę dopasowanych marynarek z wyraźną talią. Tymczasem:
• marynarki — rozpięte jak namioty na festynie,
• krawaty — poprawne, lecz noszone z miną, jakby były karą,
• sylwetka — szczególnie u Przydacza — prowadzi nierówną walkę z guzikami od koszuli.
Kontrast otoczenia.
Najbardziej bezlitosny jest jednak dialog wizualny z resztą towarzystwa. Obok nich inni uczestnicy sceny prezentują klasyczną, „waszyngtońską” powściągliwość: sylwetki zwarte, marynarki zdyscyplinowane, nogi ustawione jak od linijki. Na tym tle polska trójka przypomina delegację, która przyjechała nie tyle negocjować, co sprawdzić, gdzie tu jest najbliższy bufet.
Słowem, na politycznych salonach trzeba umieć się nosić. Sęk wszakże w tym, że z tą umiejętnością trzeba się urodzić. Resztę — sami już sobie Państwo dopowiedzcie.
I tylko nie mówcie, że znów jątrzę!
Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa)


Komentarze
Pokaż komentarze (19)