Oprawa muzyczna: https://www.youtube.com/watch?v=u9Dg-g7t2l4 (ustawcie proszę dźwięk na full i wesję pełnoekranową)
A teraz do rzeczy.
Nie jestem politykiem. Nie jestem generałem. Nie jestem nawet ekspertem od geopolityki. Jestem tylko człowiekiem, który — jak miliony innych — patrzy w ekran telewizora i próbuje zrozumieć świat, który coraz szybciej wymyka się spod kontroli.
Od wczoraj w mojej głowie kołacze się niepokój. Informacje o działaniach militarnych, w które zaangażowani są Donald Trump i Binjamin Netanjahu, a których tłem jest Iran, budzą we mnie coś więcej niż zwykłe zainteresowanie wiadomościami. Budzą lęk.
Nie mnie oceniać racje strategiczne, wojskowe czy polityczne. Historia nieraz pokazała, że to, co jedni nazywają koniecznością, inni uznają za katastrofalny błąd. Ja widzę tylko jedno: świat, który przez lata — choć kruchy — miał jakiś porządek, zaczyna drżeć.
A gdy porządek świata zaczyna się chwiać, bardzo często za rogiem czai się coś znacznie gorszego.
Nie jestem ekonomistą, ale pamiętam lekcje historii. Wielkie kryzysy finansowe potrafią być zapalnikiem wydarzeń, których potem nikt nie umie zatrzymać. Przecież od takiego wstrząsu gospodarczego rozpoczęła się droga prowadząca do II Wojny Światowej. Dziś znów słyszymy o napięciach, zadłużeniu, pękających bańkach i rosnącej nerwowości rynków.
Może się mylę. Bardzo chciałbym się mylić.
Ale najbardziej przeraża mnie coś innego — ta dziwna cisza.
Cisza przed tym, co może wydarzyć się jutro.
Albo jeszcze tej nocy.
Jako bloger próbowałem to jakoś nazwać. Pisałem. Gniotłem kartki. Kasowałem zdania. Wciąż czegoś brakowało. Aż nagle wróciły do mnie słowa starej pieśni — The Sound of Silence.
I pomyślałem, że one dziś brzmią niepokojąco aktualnie.
„A lud klęcząc wznosił modły
Do bożka neonów, którego stworzył.
A znak błysnął z ostrzeżeniem
W słowach, które uformował.
I rzekł: ‘Słowa proroków są spisane
Na ścianach metra
I w kamienic holu’
I wyszeptane
W dźwięku ciszy…”
Może właśnie w takiej ciszy rodzą się największe burze.
Nie twierdzę, że jutro wybuchnie globalny konflikt. Nie twierdzę, że świat stoi nad przepaścią. Ale czuję — ale urodziłem się w roku 1944 więc z wiekiem nauczyłem się ufać takim przeczuciom — że w powietrzu gęstnieje coś niedobrego.
Obym się mylił.
Oby to była tylko kolejna fałszywa nuta w kakofonii współczesnego świata.
Ale dziś…
dziś naprawdę mam wrażenie, że coś złego wisi w powietrzu…
Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa)


Komentarze
Pokaż komentarze (10)