echo24 echo24
116
BLOG

„Faraon, przepraszam fanfaron. Rzecz o pomarańczowym błaźnie waszyngtońskim”

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 4
Amerykanie już nie chcą Trumpa!

Gdyby starożytni Egipcjanie mogli dziś zerknąć przez piaski czasu na Waszyngton, zapewne z uznaniem pokiwaliby głowami. Oto bowiem nad Potomakiem pojawił się ktoś, kto najwyraźniej pomylił republikański urząd z boskim tronem. Faraon? Nie, wybaczcie – fanfaron.

Bo oto Donald Trump, władca nie piramid, lecz konferencji prasowych, postanowił przemówić do świata językiem godnym starożytnych despotów: „otwórzcie cieśninę albo was zniszczę ”, „dogadamy się – albo zrównam waszą infrastrukturę z piaskiem ”. Tak brzmi współczesna dyplomacja w wydaniu człowieka, który najwyraźniej uznał, że geopolityka to reality show, a wojna to kolejny sezon łowczy.

I właśnie dlatego – niczym lud Egiptu zmęczony kaprysami boskiego monarchy – zdesperowani Amerykanie wyszli na ulice. Milionami. A właściwie – ośmioma milionami. Pokazali, że nie chcą już Trumpa.

Nie był to jeden protest. To był krzyk protestu niosący się od miasta do miasta. Hasło „No Kings” („Nie chcemy królów”) niosło się od Minneapolis po Nowy Jork, od Paryża po Sydney. Bo ludzie zobaczyli coś niepokojącego: prezydenta, który mówi jak władca absolutny, działa jak wódz wojenny i coraz rzadziej brzmi jak przywódca uświęconej w Ameryce demokracji.

O co chodziło protestującym?

Nie o jedną sprawę – lecz o całą mozaikę gniewu.

Po pierwsze: wojna z Iranem. Konflikt, który już pochłonął tysiące ofiar i grozi eskalacją, a jednocześnie opiera się na retoryce „wygramy, bo tak mówię ”.

Po drugie: strach przed autorytaryzmem. Demonstranci wprost mówili: „Ameryka to nie królestwo ”.

Po trzecie: polityka wewnętrzna – od działań służb imigracyjnych po chaos budżetowy i kryzys paliwowy generujący napięcia społeczne.

W skrócie: ludzie wyszli na ulice, bo uznali, że ktoś zaczął przymierzać koronę, której konstytucja nigdy nie przewidywała.

Skąd „pomarańczowy błazen”?

Ach, to już nie tylko polityka – to język ulicy. Na transparentach: „Put down the crown, clown” („Odłóż koronę, klaunie”). W przemówieniach polityków: „orange clown” – „pomarańczowy błazen”.

Dlaczego właśnie tak? Bo w oczach krytyków mamy tu mieszankę trzech cech:

• kolor – aluzja do charakterystycznej opalenizny, która stała się politycznym memem,

• styl – przesadna, teatralna retoryka (syndrom zadartego podbródka), w której groźby mieszają się z przechwałkami,

• treść – decyzje o realnych konsekwencjach (wojna!), podejmowane w tonie, który wielu uznaje za nieodpowiedzialny.

Kiedy przywódca największego mocarstwa świata mówi o „zniszczeniu infrastruktury przeciwnika”, a jednocześnie zapewnia, że wszystko jest pod kontrolą i „zaraz będzie pokój”, powstaje dysonans. I właśnie w tej szczelinie rodzi się śmieszność – zabójcza dla każdego polityka .

Faraon czy fanfaron?

Faraon był bogiem – przynajmniej w oczach swoich poddanych. Fanfaron jest tylko człowiekiem, który marzy o boskości.

Problem polega na tym, że w XXI wieku, w epoce nuklearnej i globalnych rynków, fanfaronada na szczycie władzy nie jest już tylko śmieszna. Bywa niepomiernie groźna. Nie tylko dla Ameryki – lecz całego świata. Tak. Tak. To może się skończyć czymś w rodzaju globalnej Apokalipsy.

Bo gdy faraon się mylił – Nil nadal płynął. Zaś, gdy myli się współczesny „faraon z Waszyngtonu” mogą zapłonąć cieśniny, rynki i całe regiony świata.

Epilog

Amerykanie wyszli na ulice nie dlatego, że nie lubią stylu. Wyszli, bo zaczęli się bać obłąkańczych treści. A transparenty z napisem „orange clown” nie są już tylko obelgą. Są ze wszech miar zasadną diagnozą.

I dlatego właśnie brzmią tak niepokojąco.


Zobacz galerię zdjęć:

echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka