Najpierw posłuchajcie proszę tej piosenki:
https://www.youtube.com/watch?v=bzg9mICO74E
A teraz do rzeczy
Na europejskiej scenie politycznej bywało już wiele romansów – jedne z rozsądku, inne z wyrachowania, a jeszcze inne z czystej fascynacji silnym charakterem i jeszcze silniejszą narracją.
Lecz to, co złączyło Karola i Viktorem, miało w sobie coś z melodramatu śpiewanego o świcie przy flaszce radzieckiego szampana. Napakowany Karol wciąż pamiętający „dziewczyny z poszarpanymi nerwami i bardzo długimi nogami, co wracają nad ranem nie same…” – i Viktor, niegdyś prężny i szczupły, w którym bujały się wszystkie dziewczęta nad Dunajem.
Gdy spotkali się „raz i drugi ”, historia zaczęła pisać się sama – dwóch supermenów ściskających sobie dłonie tak, jakby chcieli przekonać świat, że:
„Czy te oczy mogą kłamać? Ależ skąd ”.
Problem wszakże w tym, że polityka bywa bardziej kapryśna niż uczucia z poezji Agnieszki Osieckiej. Bo oto przyszła wyborcza noc w Budapeszcie, a wraz z nią coś, co trudno nazwać inaczej niż "apokaliptycznym przebudzeniem". I nagle Viktor, który jeszcze wczoraj był symbolem siły, dziś stał się – no cóż – „mężczyzną po przejściach ”.
I tu zaczyna się dramat Karola: „Co teraz zrobić z tą miłością? ”.
Co począć, gdy nie da się: „jej w pamięci jej zatrzeć ” , a fotki z Orbánem krążą po świecie z prędkością kosmiczną? Czy: „milczeć przytomnie i patrzeć? ”. Czy może – jak to bywa w polityce – uznać, że „to był błąd ” i udać, iż wcale nie było tej miłości?
Dylemat Karola przypomina dziś słowa piosenki: „on zna te historie ”, wie, jak to się kończy, ale jednak coś go ciągnie do Viktora. Może sentyment? Może wspólnota poglądów? Bądź słabość do kremlowskich czastuszek?
Zaś polskie społeczeństwo patrzy. I nie jest to spojrzenie naiwne. To raczej spojrzenie pytające: czy naprawdę „te oczy nie mogą kłamać”? A może jednak potrafią – i to całkiem sprawnie?
Bo polityczna miłość ma to do siebie, że rzadko jest bezwarunkowa. Zaś, gdy „farsa zamienia się w dramat ”, uczucia ustępują miejsca kalkulacji. A kalkulacja podpowiada: dystansuj się i przemilcz ten blamaż.
Lecz jest jeszcze druga opcja.
Można – wbrew wszystkiemu – trwać. Wynająć metaforyczny „kąt gdzieś u ludzi” i „łapać, i łapać „trochę szczęścia ” w cieniu dawnych deklaracji. Udawać, że się nic nie stało, że to tylko chwilowy kryzys, że jeszcze „wino w lodówce się chłodzi ”.
Tylko czy wyborcy tę bajeczkę kupią??? „Chyba nie!”
Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa)
Post Scriptum
Polacy, a szczególnie orędownicy PiS, - jeszcze sobie nie uświadomili w pełni, jak ważne jest to, co się wydarzyło w niedzielę w Budapeszcie.
To było nie mega - lecz giga bankructwo prawicy nie tylko węgierskiej, lecz również polskiej (Nawrocki), europejskiej (Le Pen, Meloni et consortes) a także amerykańskiej (Vance). Bankructwo i monumentalna kompromitacja bolszewików światowej prawicy. To było wydarzenie, które przeniesie się ponad latami i dekadami.
Przy tym wydarzeniu takie afery jak na przykład "ośmiorniczki", które zgubiły Platformę Obywatelską bledną jak płótno.
Tak. Tak. To był przełom, jakiego by się nie powstydziła niejedna zwycięska rewolucja.
I nawet amerykański papież stanął w obronie demokracji - potępiając brunatnych, którzy od dłuższego czasu rozsiewali nienawiść wzniecając wojny w różnych częściach świata.
I choćby stawali na głowie, brunatni już tego trendu nie odwrócą.


Komentarze
Pokaż komentarze (29)