echo24 echo24
141
BLOG

Czy Maciej Berek przełamie w TK niemoc utytułowanych miękiszonów z tytułami profesora

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 10
Zachowawcze postawy środowiska akademickiego

Kiedy po pisowskim zamachu na Trybunał Konstytucyjny, w maju 2016 roku siedziałem w Auli Collegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego na seminarium „Jaki Trybunał? ”, - nie przypuszczałem, że po dziesięciu latach będę mógł powrócić do tamtego widowiska z pytaniem znacznie bardziej przyziemnym, ale za to ważniejszym:

czy wreszcie znajdzie się ktoś, kto zamiast rozprawiać o Trybunale Konstytucyjnym, po prostu spróbuje go naprawić?

Wtedy bowiem, wśród zdobiących ściany Auli portretów królów, biskupów i profesorów, odbywał się rytuał akademickiej ostrożności. Byłem świadkiem krasomówczych popisów panów profesorów. Mówiono dostojnie, powoływano się na europejskie autorytety, przywoływano kolejne szkoły konstytucjonalizmu, a problem, który zwykłego obywatela interesował najbardziej, czyli „co konkretnie zrobić?”, rozpływał się gdzieś pomiędzy profesorską togą a łacińską sentencją.

Pamiętam tę atmosferę do dziś. Majestat. Powaga. Namaszczenie.

Jakbym miał jednym zdaniem określić atmosferę panującą wtedy w Auli Jagiellońskiej powiem, że przypominała jakieś nabożeństwo. Wszyscy napuszeni jeszcze bardziej niż Ci spoglądający na nich z portretów wiszących na ścianach. Tylko zapachu kadzidła brakowało. A wszystko tonęło we wzajemnych ukłonach oraz wypowiadanych półszeptem grzecznościach i komplementach.   

Zaś w trakcie debaty ani grama tego, co w polityce i prawie bywa czasem najbardziej potrzebne: odwagi. Ani jednego zdania, jak wyjść z pata związanego z działalnością Trybunału Konstytucyjnego, który utracił legitymizację. Słowem - mówić tak, żeby się broń Boże komuś nie narazić. 

Od tamtego czasu minęła dekada, zmieniły się rządy, zmienili się politycy, zmieniły się szyldy, a Trybunał Konstytucyjny nadal pozostaje jednym z najbardziej zapętlonych węzłów polskiego życia publicznego.

I oto pojawia się Maciej Berek.

W tej historii interesuje mnie jednak nie tyle sam Berek, ile rola, w której został obsadzony. Bo przypomina mi ona trochę klasycznego Gary’ego Coopera z westernu: samotnego szeryfa, który w samo południe wychodzi na pustą ulicę, podczas gdy wszyscy pozostali znikają za firankami.

Tyle tylko, że nasz polski Gary Cooper nie będzie miał rewolweru.

Będzie miał ustawę.

A zamiast rewolwerowców z Dzikiego Zachodu czekają na niego prawnicy, konstytucjonaliści, sędziowie, politycy i – co najgorsze – cała armia ludzi doskonale wiedzących, dlaczego czegoś zrobić się nie da.

I tutaj właśnie dochodzimy do sedna.

Bo kiedy obserwowałem przed laty profesorskie dysputy w Collegium Maius, przyszła mi do głowy dość heretycka myśl: Polsce nie brakuje prawników. Polsce brakuje prawników gotowych wziąć odpowiedzialność za skutki własnych poglądów.

Oczywiście nie mam na myśli wszystkich.

Ale jeśli przez dziesięciolecia produkujemy całe zastępy konstytucjonalistów, doktorów, profesorów i profesorów belwederskich, kiedy przychodzi moment próby, zaczyna się akademickie:

to zależy…”,

należałoby rozważyć…”,

w świetle doktryny…”,

z punktu widzenia orzecznictwa europejskiego…”,

to wybaczą Państwo, ale zwykłemu obywatelowi podskakuje tętno i krew go zalewa.

Bo konstytucja nie jest przecież eksponatem muzealnym.

Państwo również nie.

A Trybunał Konstytucyjny nie jest kaplicą, w której najważniejsze jest, żeby wszyscy mówili półgłosem.

Dlatego jestem ciekaw Macieja Berka.

Nie dlatego, że oczekuję kolejnego mesjasza polskiego konstytucjonalizmu.

Wręcz przeciwnie.

Chciałbym zobaczyć człowieka, który wreszcie wyjdzie z zachowawczego akademickiego chóru i powie: sprawa jest trudna, ale trzeba ją rozwiązać.

I wtedy dopiero przekonamy się, czy Donald Tusk, w którego postać wcielił się Maciej Berek, okaże się rzeczywiście naszym polskim Garym Cooperem.

Bo Gary Cooper w westernie miał jedną zasadniczą przewagę nad naszymi rodzimymi bohaterami:

nie organizował seminarium przed wyjściem na pojedynek.

A jeśli Berek odważy się zrobić to, czego przez lata nie potrafili zrobić liczni utytułowani luminarze – może się okazać, że w Polsce jednak istnieje coś takiego jak odwaga państwowa.

Jeśli zaś przed pierwszym strzałem zacznie się konferencja, potem panel ekspertów, następnie konsultacje, a na końcu wszyscy zgodnie stwierdzą, że sytuacja jest „niezwykle złożona”…

…to pozostanie nam tylko westchnąć:

Dobry Boże, znowu wygrali miękiszoni .

A wtedy nawet Gary Cooper nie pomoże.

Bo w Polsce nie potrzeba już kolejnego człowieka, który pięknie opowie, dlaczego nie można.

Potrzeba kogoś, kto powie:

Można. I właśnie dlatego to zrobię.”

I dopiero wtedy zobaczymy, czy Maciej Berek jest Garym Cooperem polskiej polityki, czy tylko kolejnym aktorem w tym samym, od lat granym przedstawieniu.

Cała nadzieja w tym, że skoro Donald Tusk zagrał szeryfem Berkiem to być może ma plan, o jakim nam się nie śniło? Jeśli dobrze pamiętam Komisja wyborcza wciąż nie potwierdziła oficjalnie wyniku wyborów prezydenckich. A Tusk jest zbyt doświadczonym rutyniarzem, żeby grał w ciemno. Robi się arcyciekawie!

Krzysztof Pasierbiewicz

emerytowany nauczyciel akademicki, niezależny bloger 

Zobacz galerię zdjęć:

echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka