191 obserwujących
2727 notek
5928k odsłon
  2392   0

Magia namiętności – odcinek (2)

Ewa i Krzysztof
Ewa i Krzysztof

Przysięga

Pobiegli na dek spacerowy posiedzieć na ławce, ich ławce. Zapomnieli o śniadaniu. W czasie, gdy wszyscy zajadali wymyślne frykasy wyczarowywane przez mistrzów kuchni okrętowej, oni, przytuleni, wystawiali twarze do jeszcze ciepłego październikowego słońca. Chłodna bryza smagała ich po policzkach. Bajkowy transatlantyk pruł fale lekko wzburzonego oceanu.

– Krzysiu! Mój malutki! – szepnęła pieszczotliwie, tuląc się jak małe dziecko. – Tylko nie malutki – odparł naburmuszony. Zdążył już zauważyć, że na obcasach Ewa była od niego wyższa o dobre pół głowy. – No dobrze już, dobrze, jak będziesz grzeczny, będę chodzić boso – przekomarzała się, chichocząc.

Kiedy tak siedzieli szczęśliwi, raptem wyznała łamiącym się głosem: – Wiesz, byłam dotąd z paroma mężczyznami, lecz nie miałam pojęcia, że może mi być z kimś tak cudownie. To jest niesamowite, Krzysiu! Jak jestem przy tobie, czuję się tak szczęśliwa, że o wszystkim zapominam. Kochany mój! Tego się nie da wypowiedzieć! Kiedy byłam z robą zdawało mi się, że za chwilę umrę ze szczęścia. Chciało mi się jednocześnie śmiać, płakać, krzyczeć. To jest jakieś apokaliptyczne szaleństwo!

Oddychała głęboko, a gdy trochę ochłonęła, ścisnęła go za rękę mówiąc: – Ale im lepiej mi z tobą, Krzysiu, tym bardziej się boję. – Czego? – spytał zdziwiony. – Wiesz – zarumieniła się – Nie powiedziałam ci, że jestem mężatką. Popatrzyła na niego z przestrachem, ale nie reagował. – Andrzej, mój mąż, kocha mnie na zabój. Jest niezwykle szlachetnym człowiekiem, dobrze urodzonym i bardzo zamożnym. Świata za mną nie widzi. Oprócz mnie, o co jestem trochę zazdrosna, kocha jedynie swoją siostrę bliźniaczkę, która mieszka w Brukseli, bo ma tam świetnie prosperujące biuro architektoniczne.

Z każdym jej słowem czuł coraz dotkliwszy ból w okolicach dołka. O kurczę! Ale wielki świat!, myślał upokorzony. Z czym do gościa? Takie bogactwo, a ja, student bez grosza przy duszy. Zauważyła, że zmarkotniał i przytuliła go mocniej, jakby się obawiała, że ucieknie. Przez jakiś czas walczyła ze sobą, aż naraz, zaczęła dziko całować jego dłonie i patrząc mu w oczy przyrzekła: – Krzysiu! Mój kochany! Będę już zawsze z tobą! Zawsze i wszędzie! Na dobre i na złe! Pamiętaj! Nigdy cię nie opuszczę! Nigdy! Oszołomiony, wplótł palce w jej włosy i przyciągnął ją gwałtownie do siebie, aż pisnęła z bólu i przyrzekł: – Ja też będę z tobą i tylko z tobą! Nie dam ci zrobić krzywdy! Nie oddam cię nikomu! Za żadne skarby świata. Pamiętaj!!!

Znów świat zaczął wirować. Niebo się zapadło. Morze wystrzeliło w górę. Zdumiony, zdał sobie sprawę, że płacze ze szczęścia. Ona też płakała.

Brawura

Szóstego dnia baśniowego rejsu, kiedy już byli na środku oceanu, pogoda się załamała. Kapitan przestrzegł przed nadchodzącym sztormem.

– Chodźmy na chwilę na spacer! – kusił, mimo przestróg załogi. – Zobaczmy, co Neptun potrafi! – Ale kapitan zabronił – zganiła go wzrokiem. – To niebezpieczne! – Może i niebezpieczne, ale los takiej okazji więcej nie powtórzy – namawiał do złego. No chodź! – pociągnął ją za rękę.

Kiedy z trudem udało im się wypchnąć drzwi prowadzące na pokład, uderzył ich ryk rozszalałego oceanu. – Chodź! Trzymaj się mnie mocno! – nakazał, łapiąc się poręczy. Wicher smagał ich po twarzach. Ledwie trzymali się na nogach. – Chwyć się mocno burty! – wrzeszczał na całe gardło usiłując przekrzyczeć szalejący żywioł. – Co mówisz!? Nic nie słyszę!!! – odkrzyknęła przerażona. – Wracajmy już, Krzysiu! To się może źle skończyć! – Czekaj! Jeszcze tylko chwilę! Zobaczmy to z bliska!  - kusił.

Raptem zrobiło się ciemno, a niebo pokryły ciężkie, ołowiane chmury. Wiatr zamieniał się w orkan. – Czujesz to bujanie?! – wrzeszczał jej do ucha. – To niesamowite, te fale mają chyba ze dwadzieścia metrów! – Krzysiu! Ja się boję! – pochlipywała, trzymając go kurczowo za rękę. – Spójrz tylko, co się dzieje! Czy to nie piękne? Morze zdawało się piekłem. Fale, jak spiętrzone góry stawały dęba pod niebo, by po chwili opaść huczącą kaskadą w gotującą kipiel. Wszystko wokół wyło, zawodziło, jakby pobudziły się demony. Ogromny transatlantyk huśtał się na falach jak łupinka. Stali równie przestraszeni, co zauroczeni rozwścieczonym żywiołem. Aż nagle jakaś znarowiona fala przedarła się przez burtę i na szalonych kochanków spadła góra lodowatej wody. – Wiejemy!!! – rozkazał Krzysztof, widząc, że żarty się kończą. Zmagając się z wichrem, oślepieni bryzgami słonej wody, po omacku,  w ostatniej chwili uciekli z pokładu.

Gdy zatrzasnęli za sobą metalowe wrota, Ewa wykrzyknęła: – Niezły wariat z ciebie! Lecz za to cię kocham, Krzysiu! – Może jestem szalony – uśmiechnął się. – Ale teraz wiemy, co potrafi ocean.

Sztorm wzmagał się z godziny na godzinę, a statek zmienił się w gigantyczną huśtawkę. Większość pasażerów zaniemogła, zwalona z nóg morską chorobą. Ludzie przestali schodzić na posiłki, grupując się w osi statku, gdzie najmniej huśtało.

Lubię to! Skomentuj84 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale