echo24 echo24
762
BLOG

Zew krwi

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 33

Do podstawówki chodziłem w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy Polska była pogrążona w ponurych otmętach komuny. Ze szkolnych lekcji prawie już nic nie pamiętam, ale wryło mi się w pamięć, jak w ramach inwigilacji młodych polskich mózgów obowiązkowo musieliśmy chodzić ze szkołą, co tydzień do krakowskiego kina „Sztuka” na tak zwane „poranki”. Jak dziś pamiętam bilet kosztował 1 zł i 35 groszy.

Wyświetlano nam głównie filmy o Włodzimierzu Leninie, Józefie Stalinie, Feliksie Dzierżyńskim i bohaterach Związku Radzieckiego, którzy się kulom nie kłaniali, z których mało, co zapamiętałem, ale jeden z tych filmów wrył mi się w pamięć. Była o to opowieść o Soso Dżugaszwili znanym szerzej, jako zimnokrwisty ludobójca Józef Stalin. Mały Soso miał szkolnego przyjaciela, który w niczym nie mógł mu dorównać, gdyż Soso był oczywiście najpiękniejszy, najmądrzejszy i najszlachetniejszy.

I do śmierci nie zapomnę sceny, jak ów szkolny kolega w tonie przypominającym zawodzenie spikerek północno koreańskich wielbiących swego przywódcę Kim Dzong Una wychwalał niebiańskie zalety Soso Dżugaszwili. Nie wiem, czemu, ale wciąż mam przed oczami charakterystycznie promienną twarz tego chłopca.

Drugi raz podobnie świetlane oblicze zobaczyłem po wielu latach na filmie „Kabaret” – vide:

https://www.youtube.com/watch?v=29Mg6Gfh9Co

Aż tu dziś rano jeszcze raz było mi dane zobaczyć wypisz wymaluj identycznie uszczęśliwione oblicze człowieka podobnie jak niegdyś Stalin i Hitler z optymizmem patrzącego w przyszłość.

To niejaki Andrzej Celiński opowiadał w studio TVN24 o sobotnim „MARSZU KOMITETU OBRONY DEMOKRACJI”.

Przyrzekam, że nie ściemniam – zresztą każdy może sprawdzić w materiałach archiwalnych.

Otóż ów natchniony komuch upojony niespodziewaną frekwencją sobotniej manifestacji lewaków sfrustrowanych po utracie władzy z uduchowioną miną perorował, jak to przed owym marszem zadzwoniła do niego mieszkająca samotnie jego dziewięćdziesiąt trzechletnia mama i błagała go, by ją zabrał za na ten pochód tłumacząc, że nie może jej tam nie być. Jak, choć ją przekonywał, że ma przecież swoje lata i tej eskapady nie wytrzyma mamusia się uparła i postawiła na swoim. Jak uskrzydlona mateczka przeszła cały dystans nie bacząc na przenikliwy wicher.

A jak po godzinie zadzwonił, żeby sprawdzić czy mama żyje (tak dosłownie się wyraził) mateńka mu powiedziała, że już dawno tak szczęśliwą nie była, że chce jej się żyć od nowa, śpiewać, tańczyć i po raz pierwszy od wielu miesięcy oddycha pełną piersią czując się młodą dziewczyną znów mieszkającą w swoim własnym domu.

Podkręcony lewacką adrenaliną ekspresyjny głosiciel komuszej ewangelii spocił się na twarzy, a na myśl o odzyskaniu utraconej władzy po brodzie pociekła mu ślina.

Zaś mnie przypomniały się pisane między innymi dla Soso Dżugaszwili wiekopomne słowa Wisławy Szymborskiej:

Partia,

należeć do niej,

z nią działać, z nią marzyć,

z nią w planach nieulękłych, z nią w trosce bezsennej,

wierz mi, to najpiękniejsze,

co może się zdarzyć...

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki)

 

echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (33)

Inne tematy w dziale Polityka