Dziś miałem zaszczyt uczestniczyć w Mszy Świętej o Siłę i Mądrość Pana Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczpospolitej dr Andrzeja Dudy w trudnym czasie dla Polski przez wstawiennictwo Św. Michała Archanioła, którą odprawili Ojcowie Paulini w Sanktuarium Męczeństwa Św. Stanisława na Skałce, drugim po Wawelu miejscu, gdzie bije serce Polski..
O odprawienie Mszy poprosiło krakowskie środowisko uczelniane skupione wokół Akademickiego Klubu Obywatelskiego (AKO) im. prof. Lecha Kaczyńskiego, a Ojcowie Paulini, jak zawsze w chwilach ważnych dla Polski nie zawiedli.
Ponieważ Msza została odprawiona w ramach coniedzielnego rutynowego nabożeństwa dla lokalnych Parafian, zająłem miejsce z dala od zaproszonych oficjalnych gości, bo chciałem być pomiędzy wiernymi, którzy idąc do kościoła nie wiedzieli, w jakiej intencji zostanie odprawione dzisiejsze nabożeństwo.
Chciałem posłuchać czy, a jeśli to, co powie ksiądz i także, a może przede wszystkim zobaczyć reakcję wiernych na słowa kapłana celebrującego to niezwyczajne nabożeństwo.
Koncelebranci Ojcowie Paulini przystąpili do Mszy w kilkunastoosobowym składzie. Było bardzo podniośle i uroczyście, ale skromnie i bez niepotrzebnego zadęcia.
Celebrujący kapłan zaczął od przedstawienia wiernym intencji odprawianej Mszy i w pierwszej chwili na twarzach wiernych dało się zauważyć ogromne zdziwienie, że nie powiem konsternację. Szczególnie, dlatego, że wierny Prezydentowi kapłan zaczął od tego, że przytoczył opinię zgrupowanego wokół AKO środowiska akademickiego, cytuję z pamięci, że w centrum programu pana Prezydenta zostały postawione: polski interes narodowy, poczucie dumy z bycia Polakiem oraz promocja wartości patriotycznych. Zaznaczył także zdecydowanie, że Ojcowie Paulini przyłączają się do tego stanowiska.
Ale z każdym słowem księdza zdziwienie malujące się na twarzach zebranych w kościele parafian poczęło się przeradzać w widoczny wyraz dumy z uczestnictwa w tej ważnej mszy odprawianej w trudnym dla Polski momencie. Dało się wyczuć, że poczuli więź z Panem Prezydentem. Że odczuli ulgę wyzbywszy się wątpliwości, które im bałamutne media ostatnimi dniami zaszczepiły.
A gdy ksiądz poprosił o modlitwę by dobry Bóg umocnił Prezydenta w służbie narodu siła głosu modlących się zdecydowanie wzrosła. Czuło się, że autorytet Kościoła jest nadal w narodzie ogromny i w razie zagrożenia Głowy Państwa wierni pójdą jak jeden mąż za głosem kapłanów.
I tylko, kiedy ksiądz poprosił o modlitwę także za tych, którzy przeszkadzają Prezydentowi w pełnieniu urzędu, prosząc Boga by pomógł im się opamiętać, jakiś stojący obok mnie jegomość spurpurowiał i ostentacyjnie wyszedł z kościoła.
Ale to był tylko jeden sporadyczny przypadek, a kościół był pełen ludzi.
Wychodziłem tedy z tej Mszy spokojniejszy niż wczoraj, kiedy przez Polskę przelewały się protesty Polaków zmanipulowanych przez starą władzę, gdyż utwierdziłem się w przekonaniu, że wierni polskiego Kościoła z pewnością nie zostawią w biedzie tego Prezydenta i jak będzie trzeba pójdą za nim w przysłowiowy ogień.
Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki)


Komentarze
Pokaż komentarze (24)