Blog
Salonowcy
echo24
echo24 dr Krzysztof Pasierbiewicz
147 obserwujących 1503 notki 3060808 odsłon
echo24, 11 marca 2018 r.

Skromność zdobi młodzieńca!

885 39 1 A A A
Rok 1966. Studencki poligon wojskowy w Orzyszu. Nasz pluton artylerii. Autor notki stoi drugi z lewej.
Rok 1966. Studencki poligon wojskowy w Orzyszu. Nasz pluton artylerii. Autor notki stoi drugi z lewej.


Nie osądzaj nikogo,
dopóki nie staniesz przy jego kowadle

(Rick Riordan)

Przyznaję ze wstydem, że dzięki blogerce piszącej pod nickiem @Zosia Samosia dopiero dzisiaj się dowiedziałem, że istnieje coś takiego jak „Dzień Mężczyzny”, więc postanowiłem w ramach życzeń opowiedzieć wszystkim Panom, - i Paniom oczywiście również, pewną przysięgam prawdziwą opowieść z morałem.

Studia uchroniły mnie przed poborem do wojska, lecz przed armią nie uciekłem, bowiem raz w tygodniu mieliśmy na uczelni szkolenie wojskowe, gdzie terminowałem bez większych sukcesów w formacji artyleryjskiej, dochrapawszy się z trudem stopnia bombardiera. W trakcie tego szkolenia, co cztery semestry wywożono nas przymusowo na poligon wojskowy do prawdziwej jednostki, gdzie gang zakompleksionych kaprali traktował szkolonych studentów gorzej niż groźnych terrorystów w bazie Guanta namo.

W roku tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym szóstym ubiegłego wieku odbywaliśmy taki poligon w jednostce w Orzyszu, gdzie za murami koszar zamknięto na sześć tygodni kilkuset studentów z krakowskich uczelni. Od pierwszego dnia tej katorżniczej służby poddano nas brutalnej wojskowej obróbce pod okiem liniowego kaprala, jak do dziś pamiętam, nazwiskiem Strumidło. Ten toporny prawdziwek podbudowany władzą nad inteligencją nie zdając sobie sprawy, iż podjął się wyzwania do wykonania niemożliwego chciał za wszelką cenę zrobić ze studentów rasowych żołnierzy. W tym celu stosował obcą studenckiej naturze metodę żelaznej dyscypliny utrzymywanej nad wyraz szeroką gamą wszelkiej maści rozkazów, kar oraz restrykcji podług zasad regulaminu, który traktował jak Biblię. W tych nieludzkich warunkach, wpędzeni w depresję zakazem opuszczania koszar, odcięci od świata, byliśmy na skraju choroby murzyńskiej objawiającej się całodobowym bólem głowy i nieznośnie dokuczliwym pragnieniem obecności kobiet. Więc nie dziwota, iż celem przetrwania koszarowego owego horroru poczęliśmy wymyślać coraz bardziej głupawe, zabawy wojskowe.

Pewnego dnia w czasie przerwy między musztrą i szkoleniem politycznym urządziliśmy na koszarowym placu defilad konkurs na - wstyd się teraz przyznać - najbardziej okazałego fallusa w plutonie. Za miarę długości posłużył wojskowy taboret o regulaminowych wymiarach, do dzisiaj pamiętam trzydzieści na trzydzieści, na którym waleczni „żołnierze” układali swoje nastroszone fiuty, a dowódca plutonu bagnetem bojowym nacinał, co znaczniejsze rezultaty. Napięcie rosło do granic zenitu, a wokół areny dreptali nerwowo skupieni kadrowicze otoczeni tłumem żądnych igrzysk gapiów, w sile lekko licząc setki chłopa.

Gdy ktoś prowadził z wynikiem zdawało się nie do pobicia, dwudziestu centymetrów z niewielkim okładem, przez wrzawę dopingujących począł się przebijać piskliwie nieśmiały głos kanoniera Cięciwy, największej zakały plutonu, który uprzejmie prosił: - Panowie! Najmocniej przepraszam, że się wtrącam, ale chciałbym spytać czy mógłbym też wystartować? Jednakże, podnieceni żołnierze odganiali ambitnego aspiranta pokrzykując ze złością: - Cięciwa! To jest poważny konkurs! Z czym do gościa? Spadaj!!!

Ale Cięciwa uparcie domagał się prawa do startu, a że był dżentelmenem nienagannie wychowanym, grzecznie, acz nieustępliwie nalegał: - "Panowie! Nie chciałbym być natrętem, lecz wydaje mi się, iż nie bez podstaw sądzę, że powinienem jednak wystartować". Ktoś się w końcu zlitował i dla świętego spokoju pozwolono Cięciwie przystąpić do walki. Oj, do śmierci będę pamiętał, jak kanonier Cięciwa bez pośpiechu, jakby od niechcenia, z ujmującą skromnością wysupłał z przepastnych zakamarków spodni ogólno wojskowych i ułożył na taborecie swój męski atrybut, a ku osłupieniu zebranych żołnierzy wyniku nie dało się naciąć, gdyż zabrakło blatu. Do dziś mam w uszach przenikliwą ciszę wywołaną bezgranicznym zdumieniem kibicującego audytorium przechodzącą zwolna w pomruk fascynacji. Tego samego dnia po apelu wieczornym studencka kapituła awansowała kanoniera Cięciwę do rangi bombardiera, a bohater dnia został jednomyślnie ochrzczony ksywą „Pasztetówa” stając się przedmiotem podziwu i dumą plutonu, a także naszej Alamae Matris Akademii Górniczo Hutniczej w Krakowie.

Zaś jak fama niesie, inżynier Cięciwa nie podjął po studiach pracy w wyuczonym zawodzie, gdyż został jak dziś Lewandowski rozchwytywanym fordanserem w przeniesionej po wojnie do Krakowa legendarnej lwowskiej szkole tańca Mariana Wieczystego, gdzie zrobił zawrotną karierę dzięki zgodnej opinii kursantek, iż jak nikt inny potrafił prowadzić…

Pozdrawiam wszystkich Gości i Komentatorów ze skąpanego w słońcu cudownie wiosennego Krakowa,

Krzysztof Pasierbiewicz (bombardier artylerii przeciwpancernej)

Post Scriptum

Rany Boskie! Znowu moją notkę na SG salonu24 umieścili! Więc, aż się boję pomyśleć, co teraz zrobi wojujący bloger piszący pod nickiem @fatamorgan - bo już wczoraj w rzeczonej sprawie szalał - vide: https://www.salon24.pl/u/fatamorgan/850957,szanowna-administracjo-ratujcie-ego-swojego-blogera-echo24




Opublikowano: 11.03.2018 08:48. Ostatnia aktualizacja: 11.03.2018 10:39.
Autor: echo24
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik,

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Edward Zawadzki    "I za to trzeba Kurskiemu podziękować, a nie dworowac sobie z niego na...
  • @Pollux    "Ale Pani Janke lubi tych "z zespołem" to go promuje...może i coś...
  • @AldoMoro   "Kurski i jego ekipa to nie moja bajka, ale obarczanie ich odpowiedzialnością za...

Tematy w dziale Rozmaitości