Tadeusz Hatalski
Kapitan statków morskich, aktualnie na lądzie.
57 obserwujących
480 notek
778k odsłon
  3041   9

Jarosław Kaczyński, czyli pragmatyk

image

Wszyscy znają ten obraz, tę scenę i tamtą sytuację. Sejm Rzeczypospolitej akceptuje drugi rozbiór Polski. Żaden z posłów nie krzyczy sławetnego [liberum] veto, żeby zerwać Sejm i nie dopuścić do przyjęcia sejmowej uchwały. Co było dotychczas nagminnie stosowane przy byle okazji (i w efekcie doprowadziło do tego, że Rzeczpospolita pozostała bez pieniędzy w państwowej kasie i armii zdolnej do obrony państwa). Jedynie Tadeusz Reytan rzuca się na progu sejmowej sali, aby powstrzymać posłów i rozdzierając koszulę woła dramatyczne słowa „Zabijcie mnie, zdepczcie, ale nie zabijajcie ojczyzny”.

W kontekście ostatniego wyroku TSUE w sprawie naszej Izby dyscyplinarnej SN, toczy się u nas ostra dyskusja w tej sprawie. Są środowiska polityczne, które głośno wołają, że jeżeli pójdziemy na ustępstwa wobec Unii, to ojczyna zginie. Popularny tutaj na S24, bloger ‘kemir’ w swoim tekście ‘Jarosław Kaczyński, czyli Doktor Jekyll i Mr. Hyde’ idzie nawet dalej: „Dla mnie … stojącego dotąd po tej samej stronie co Kaczyński, ostatnie jego wypowiedzi oznaczają coś, co nazwać można tylko jednym słowem: zdrada”.

Mocne słowa!  Ale zupełnie nieadekwatne do okoliczności w jakich znajdowała się I-sza RP w czasach Reytana w porównaniu do tych, które mamy dzisiaj. Te sytuacje są diametralnie różne. Po pierwsze, po przystąpieniu do Unii, nikt naszego państwa nie podzielił na trzy oddzielne kawałki. Tak jak to się działo, gdy protestował Reytan. Dzisiaj natomiast, będąc w Unii, państwo polskie istnieje nadal. Nadal mamy w Warszawie, nasz polski Sejm wybrany przez nas Polaków. Nadal mamy rząd, armię i wszystkie inne instytucje niepodległego i suwerennego państwa. A po drugie (i co równie ważne) będąc w Unii, mamy wpływ na to, co w Unii się dzieje. Przy podejmowaniu decyzji w najważniejszych sprawach, w Radzie UE obowiązuje jednomyślność. Jednym słowem, nic o nas bez nas. I tej broni atomowej (w postaci veta) zawsze możemy użyć.

Oczywiście na co dzień, nasz wpływ nie jest tak dominujący. Nie jest, bo polskie państwo nie jest jeszcze mocnym państwem w Europie. Toteż w sytuacji w jakiej się znajdujemy, jedynym racjonalnym celem, który obecnie stoi przed Polską, jest zwiększyć wpływ na bieg unijnych spraw. A cel ten można osiągnąć w jeden jedyny sposób – poprzez rozwój gospodarczy. Mimo nadmiaru biurokracji w UE, cztery kardynalne swobody gospodarcze (swobodny przepływ osób, kapitału, towarów i usług) nadal w Unii obowiązują. A przecież m.in. dzięki tym swobodom, państwa Europy zachodniej osiągnęły poziom rozwoju gospodarczego a ich obywatele standard życia, który obecnie mają. Osiągnęli to wspólnie. My, będąc wśród państw rozwiniętych gospodarczo, też mamy większą szansę rozwoju niż dążąc do tego samotnie. Korzystając z możliwości rozwoju, jakie daje przynależność do elitarnego klubu państw rozwiniętych gospodarczo, możemy stać się państwem mocnym. Zarówno gospodarczo jak i militarnie. I do tego Unia jest nam potrzebna. J. Kaczyński zdefiniował ten problem w sposób następujący - ‘nikt w Europie ze słabymi nie rozmawia poważnie'.

Z tego powodu bloger ‘kemir’ również stawia zarzut, że "prezes PiS zmyka ..., razem ze swoją doktryną”. Nie wiem, jak ‘kemirowi’ wyszło, że zmyka. Przecież naprzód trzeba być mocnym, żeby poważnie rozmawiali. A jak na razie zbyt mocni nie jesteśmy. Toteż, to co nam w obecnej sytuacji w rozmowach z Unią jest potrzebne, to pragmatyzm i elastyczność.

Blisko trzy tysiące lat temu Sun Tzu tak to ujął – ‘Nie wykonuj ruchu, jeśli nic na nim nie zyskasz, nie atakuj; jeśli nie wygrasz’. Co blogerowi ‘kemirowi’ a także innym z rozpaloną głową, daję pod rozwagę.




Lubię to! Skomentuj261 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka