Tadeusz Hatalski
Kapitan statków morskich, aktualnie na lądzie.
62 obserwujących
487 notek
794k odsłony
  1059   9

Uchodźcy, problem humanitarny czy wojna cywilizacji?

W 1993r. Samuel Huntington, amerykański politolog, opublikował artykuł „Zderzenie cywilizacji”. W największym skrócie, artykuł był o tym, że koniec zimnej wojny, nie jest końcem konfliktów na świecie. Oraz o tym, że nadal dochodzić będzie do konfrontacji pomiędzy poszczególnymi państwami. To co się zmieni to jedynie przyczyna konfliktów. W okresie zimnej wojny były to spory ideologiczne, teraz na pierwsze miejsce powrócą spory religijno-kulturowe. Niewątpliwie artykuł Huntingtona był odpowiedzią na książkę ‘Koniec historii’ Francisa Fukuyamy, innego amerykańskiego politologa, opublikowaną rok wcześniej. Fukuyama dowodził coś innego. Z racji tego, ze liberalna demokracja jest najlepszą formą ustrojową, następuje wyczerpanie się nowych projektów ustrojowych. W efekcie czeka nas koniec historii (w rozumieniu - koniec konfliktów).

A teraz z poziomu abstrakcji dyskusji politologów i filozofów, przejdźmy do poziomu realiów życia codziennego. Ostatnie lata dobitnie pokazują, kto z przytoczonych powyżej myślicieli, miał rację. Bogata Europa ma problem z naporem imigrantów z biednego południa. Jeżeli chodzi o nas to przez jakiś czas wydawało się, że ten problem (konflikt) nas nie dotyczy. Owszem, był krótki czas, że z powodu spolegliwości przywódcy Platformy (będącej wówczas u władzy), forsowana była u nas koncepcja ‘Herzlich willkomen’. Na szczęście Platforma przegrała wybory i platformerskie wydanie ‘Herzlich willkomen’ nie zostało w Polsce zrealizowane. Zresztą sama idea  ‘Herzlich willkomen’ odeszła również szybko do lamusa historii, także w kraju w którym powstała.

Ale problem do nas powrócił. I to zupełnie z niespodziewanej strony. Od kilku miesięcy na naszej granicy z Białorusią koczują tysiące migrantów z Iraku, Syrii czy też Afganistanu. Na granicy z Białorusią mamy problem humanitarny, wołają politycy opozycji i związane z opozycją media i celebryci. Za sprawą popularnej blogerki, również na naszym Salonie, przetoczyła się w tej sprawie dyskusja. Wtrącę swoje trzy grosze do tej dyskusji. Otóż, aby rozwiązać jakikolwiek problem, naprzód należy go zdefiniować. A nie formułować go w sposób fałszywy, nieadekwatny do rzeczywistości. Na granicy z Białorusią, faktycznie – oprócz problemu cywilizacyjnego i kulturowego, jest problem humanitarny. Tyle, że problem ten został wykreowany przez Łukaszenkę celowo i świadomie jako sposób, aby rozbroić nas moralnie i mentalnie. I w efekcie, poprzez niekontrolowany napływ ludzi o innej kulturze i z innej cywilizacji,  doprowadzić do destabilizacji sytuacji politycznej u nas, a docelowo być może i w całej Europie.

To jest istotą problemu a nie to - jak to ujęła blogerka - że jesteśmy durni, bo nie chcemy wpuścić uchodźców. Otóż wszystkie humanitarne argumenty to fałszywa nuta. Na przykładzie z historii postaram się pokazać w czym rzecz. W 1109r. książę Bolesław Krzywousty bronił Głogowa (Henryk V najechał Polskę). W czasie tej wojny zawarty został rozejm, w wyniku którego Niemcom zostali wydani polscy zakładnicy. Jednak Henryk zerwał rozejm i zaatakował Głogów wieżami oblężniczymi, do których  przywiązani byli zakładnicy. Były to dzieci obrońców Głogowa.

I trzeba to jednoznacznie wyartykułować. Ludzie na granicy nie są uchodźcami. Ci ludzie są zakładnikami jak tamte dzieci przywiązane do wież oblężniczych. I stoimy przed podobnym dylematem, jaki miał wtedy książę Bolesław. Poddać się albo się bronić. Wtedy dzieci zginęły, ale Głogów się obronił. I mam nadzieję, że nikt nie ma wątpliwości, kto był rzeczywistym sprawcą śmierci tamtych dzieci (mimo tego, że zginęły od strzał polskich obrońców).

I jeszcze jeden przykład z historii. Migranci koczujący na polsko-białoruskiej granicy chcą do Niemiec. Nasi zachodni sąsiedzi to dzisiaj bogaty kraj. Ale nie zawsze tak było. Dwa tysiące lat temu, starożytny Rzym (zarówno miasto jak i cesarstwo), w porównaniu z otaczającym go ówczesnym światem, był oazą dobrobytu. Budowle, drogi, akwedukty, łaźnie, igrzyska sportowe świadczą wymownie o panującym w cesarstwie wysokim poziomie życia. Jednak w V wieku, pod naporem plemion germańskich, zwabionych bogactwem cesarstwa (germańskie plemiona żyły w nędzy w porównaniu do poziomu na jakim byli Rzymianie), Rzym upadł. A z  Rzymem na wiele wieków upadły w Europie dobrobyt, kultura i cywilizacja.

Jeżeli przyłożyć współczesną miarę do tamtych czasów, to koczownicze plemiona germańskie (które zniszczyły cywilizację Rzymu) były odpowiednikiem współczesnych migrantów. Z kolei przyczyną (jedną z wielu) upadku Rzymu, był - ze strony Rzymian – brak woli walki we własnej obronie. Czy ten brak woli wynikał z dylematów humanitarnych tego nie wiemy. Ale jest całkiem prawdopodobne, że ‘celebryci’ starożytnego Rzymu, którzy nie rozumieli co się dzieje i co ich czeka, ten argument też podnosili.

Rozważając dzisiaj te dylematy, które powstają przy współczesnych konfliktach, warto pamiętać o tym co zniszczyło starożytny Rzym. I co obroniło Głogów. A w świetle przewidzianej przez Huntingtona, toczącej się wojny cywilizacji,  warto też, mieć na uwadze starą rzymską maksymę - historia magistra vitae est.

Lubię to! Skomentuj71 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka