305 obserwujących
1148 notek
3578k odsłon
1676 odsłon

O polityce bez złudzeń, a nawet cynicznie

Wykop Skomentuj33

Polityka jest wieczna jak trawa. Ta fraza okropnie zabrzmi dla różnych pięknoduchów i wyznawców społecznych utopii, ale taka jest prawda. Dopóki istnieją istoty obdarzone świadomą i wolną wolą, zawsze znajdzie się ktoś pragnący zmienić świat czy choćby najbliższe otoczenie lub po prostu załatwić interes. I niekoniecznie siłą. Wtedy właśnie zaczyna się polityka, jeśli nie mamy do czynienia z psychopatami. Alternatywą dla polityki jest bezhołowie i wojna. Bo to nieprawda, że wojna jest kontynuacją polityki. Wojna to masowy mord, polityka jest co najwyżej masowym złudzeniem. No, dobra, może też być masowym oszustwem.

Wynika z powyższego, z tej nieśmiertelności polityki, że nie ma dobrych wieści dla rycerzy obywatelskości w stylu Pawła Kukiza - partie polityczne nigdy nie wyginą. Może będą się nazywały inaczej, na innych zasadach działały, ale zawsze będą istniały jako grupy ludzi, których łączy wspólny interes, idea czy po prostu pragnienie zmiany. Bo grupa jest silniejsza niż prosta suma rozproszonych głosów.

Jeśli jakiś delikwent pragnący zmiany wykaże się determinacją, zostaje przywódcą partii. Polityczni przywódcy bowiem niekoniecznie bywają najzdolniejsi czy najlepsi, przeważnie są to ludzie najbardziej zdeterminowani w dążeniu do władzy. Z kolei krytyka partii wodzowskich jest tylko częściowo uzasadniona. Każdy, kto przyjrzał się z bliska i wysłuchał postulatów tzw. partyjnych dołów jakiegokolwiek ugrupowania, ten w skrytości ducha dziękował Bogu, że w partii jest ktoś wyżej, kto jest w stanie ten demokratyczny wykwit bredni zdławić. Fakt, że politykom nie można pozwolić na wszystko, ale dopiero mielibyśmy się z pyszna, gdyby pozwolić rozbujać się woli ludu.

Jednak również nieprawdą jest, że do polityki trafia tylko egoistyczny i cyniczny element. Odsetek idiotów i złodziei wśród polityków nie odbiega od średniej krajowej. Lekarze popełniają głupstwa i biorą w łapę, prawnicy są równie pazerni, ale nie szachrują publicznie, więc jako środowiskom więcej  uchodzi im płazem. O biznesie nawet nie wspomnę.

Natomiast z powodu wyjątkowego upublicznienia sceny politycznej rozpoznajemy na niej nieporównanie więcej paskudnych figur. Często nawet komicznych, do zrywania boków. Gdyby przykładowo równie transparentna była kasta sędziowska, to zaręczam, że pękalibyśmy ze śmiechu. Chociaż często byłby to śmiech przez łzy. Natura walki o pieniądz i władzę powoduje selekcję, zarówno do polityki, czy do biznesu trafia więcej ludzi bezwzględnych niż gdzie indziej. Jednak zestawiając poczynania np. sędziów i polityków, możliwość odwołania przez wyborcę jawi się jako bezcenna. To jest podstawowa i główna korzyść z demokracji w polityce.

Politycy mają pewien wpływ na rzeczywistość. Ba, jednostki niejednokrotnie kształtowały historię. Jednak politycy dzisiaj nie wpływają aż tak, jak wyobrażają sobie wyborcy. Generalnie politykom chodzi o władzę, chociaż elektorat uparcie i nagminnie przypisuje im merytoryczne intencje, mniej lub bardziej wredne albo zbożne. Taki Jarosław Kaczyński pomawiany był, że użyje władzy, aby mścić się na politycznych wrogach. Już dawno mógłby tego dokonać i to ze śpiewem na ustach, bo ma wymarzoną sytuację w sensie zakresu władzy. Jednak nikt z jego adwersarzy nie jęczy w lochu, więc teraz ci sami ludzie twierdzą, że mu chęć zemsty odeszła, bo nie chciał stracić poparcia. Taki to mściciel, co nad zemstę przedkłada słupki sondaży.

I tu jest pies pogrzebany – polityk może pragnąć wiele, ale przeważnie bywa bezradny wobec okoliczności, otoczenia, inercji państwa czy oporu elektoratu, które są przemożne. Sprawczość polityków jest w dużej mierze mitem, który oni chętnie sobie przypisują. Donald Tusk podnosząc wiek emerytalny kreował się na proroka, który patrzy na pół wieku w głąb przyszłości. Po trzech latach jego wizje obróciły się w proch i nawet jego własna partia musi o nich zapomnieć, jeśli chce wrócić do władzy.

Ale też trzeba stwierdzić stanowczo, że w żadnym ustroju władza bynajmniej nie należy do ludu zwanego elektoratem. Najlepiej tę współzależność klasy politycznej i elektoratu oddaje parafraza znanego skądinąd powiedzenia: im się zdaje, że nas wybierają, a my udajemy, że mamy wpływ na rzeczywistość.

Wybory

Wyborcy bowiem wbrew własnemu mniemaniu mają równie nikły wpływ na bieżącą politykę. Jakoś tak się z reguły dzieje, że ludzie idą za głupszym hasłem chętniej niż za zdroworozsądkowym. Którą opcję wybierze w tej sytuacji polityk, no którą? Pytanie retoryczne. Jeśli ktoś narzeka na miałkość polityków, to proszę pamiętać, że oni grają tak, jak wyborca pozwala. A wyborca kieruje się emocjami, które zaszczepią mu media. Zaś media to przecież także biznes.

Wykop Skomentuj33
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka