185 obserwujących
1972 notki
3270k odsłon
3685 odsłon

Historia motoryzacji w naszym bloku ( 1 )

Wykop Skomentuj57

image

Czytelników zainteresowanych motoryzacją z góry przepraszam. To nie będzie notka dotycząca motoryzacji w naszym bloku, bo to już było. Notka będzie o motoryzacji w naszym bloku przy ul. Ł...ckiej 4A.

Sam nie wiem czy nasz blok był awangardą postępu, czy może ariergardą, czy byliśmy maruderami, czy forpocztą. Byliśmy osiedlem w osiedlu. Trzy bloki. Dwa z okresu późnego Gomułki z piecami i jeden blok zakładowy dla pracowników kombinatu budowlanego, z własną kotłownią, z okresu wczesnego Gierka, tam mieszkała elita. Dość powiedzieć, że pod blokiem parkował Ford Escort i Opel Ascona kupiony w Reichu za 200 DM, z odtworzonymi przez właściciela progami i dolnym pasem we wszystkich drzwiach. Wszystko z pomocą blachy miedzianej, kwasu, cyny, kolby lutowniczej i lutlampy do grzania kolby. Polak potrafił kiedy chciał mieć własne auto. Tym blokiem zajmować się nie będziemy ponieważ dla zilustrowania problemu motoryzacji w PRL nie jest reprezentatywny. Blokiem przy Ł...ckiej 4B też nie będziemy się zajmować, bo oni nie mieli aut i mieć nie zamierzali. Tam można było zrobić co najwyżej dwa doktoraty z polityki penitencjarnej PRL - u w latach 1944 - 89. W naszym bloku ledwie jedną magisterkę z socjologii. Byliśmy trochę porządniejsi i mieliśmy ambicję. Nie dać się komunie, walczyć o własne cztery kółka. Nasz blok był przekrojem socjalnym PRL : pierwsza klatka - inteligencja, nasza klatka - proletariusze. Jak wspomniałem, nie wiem czy byliśmy awangardą czy siłami wstecznymi. Do naszego sub - osiedla jechało się z miasta dwoma równoprawnymi drogami. Jeśli ulicą Bieruta i Fornalskiej to byliśmy awangardą, bo najpierw nasze osiedle, a potem główne osiedle z wielkiej płyty i ogrzewaniem z sieci miejskiej. Tam mieszkała prawdziwa elita, nimi też zajmować się nie będziemy.

image

Porównując ówczesne relacje do czasów dziesiejszych to oni byli jak mieszkańcy osiedla Wilanów, a my jak mieszkańcy kamienicy róg Ząbkowskiej / Brzeskiej. Jadąc do nas ulicą Prymasa Wyszyńskiego to byliśmy kompletnie zacofanym ciemnogrodem, mieszkaliśmy na szarym końcu osiedla. Patologia. Do bloku przy Ł...ckiej 4A trafiłem zupełnym przypadkiem, z eksmisji. Byłem jak wydziedziczony z majątku, decyzją PKWN, dziedzic. Ponieważ wcześniej mieszkałem w bloku z wielkiej płyty, miałem lentex, meblościankę, kaloryfery, gaz i balkon, a przez pierwsze trzy lata nawet pianino. Windą chwalić się nie będę bo z powodu 20 stopnia zasilania była pułapką dla lokatorów. No nie dziedzic Pruski ? Mój znajomy, koncertmistrz miejscowej filharmonii wyjechał na wakacyjny wypad do Wiednia wraz ze swoimi skrzypcami i tam w tych kawiarenkach nad schönen blauen Donau zaczął zdatnie wygrywać rozmaite kawałki.

image

Kiedy jednak przyszło do płacenia to zwątpił w jakąkolwiek wartość muzyki. A na muzyce znał się nie najgorzej był bowiem absolwentem AM uznawanej za jedną z najlepszych w kraju. Nie powiem co to za akademia, dla ułatwienia mogę jedynie powiedzieć, że włodarz tego miasta zbiera pieniądze na WOŚP w kamizelce kuloodpornej. Dlaczego nie używa hełmu z kevlaru, nie wiem. Może jest lekkomyślny. 

Okazało się, że za dwa miesiące Johanna Straussa - syna, mógł sobie kupić używane Audi 80 ( B1 ) To był prawdziwy szok. Aby kupić taki używany samochód w Polsce, musiałby w miejscowej filharmonii męczyć Pendereckiego minimum 5 lat, nic nie jedząc. Skrzypek zasadniczo nie pracuje ciężko, nadgarstki - jak się to mówi - jeść nie proszą, ale wypadałoby dwa, trzy razy dziennie coś przegryźć, nawet skrzypkowi. Postanowił dalej męczyć Johanna Straussa - syna, a ja wziąłem jego mieszkanie w opiekę, żeby nikomu nie przyszło do głowy zająć pustostanu. Lokal był w zasobach wydziału kultury, jednak prawnym właścicielem był wydział lokalowy miejscowego ratusza. Potem był stan wojenny i mój dobroczyńca nie wrócił, a żona z synem przezornie wyjechała do Austrii via Jugosławia, tuż przed stanem wojennym. 

image

Problemów z asymilacją nie było, bo austriackie nuty są takie same jak polskie, nie było żadnej różnicy. Nawet nuty na pianino są identyczne, więc i żona - pianistka również dość szybko znalazła sobie zajęcie. A ja szczęśliwie przez pięć lat wyprowadziłem dzieci z niemowlęctwa i wprowadziłem w komforcie w wiek dziecięcy.

image

Wtedy wydarzyła się eksmisja, bo mnie zachciało się stałego meldunku, a znajomy prawnik powiedział mi o respektowaniu przez PRL tzw. prawa zasiedzenia. Od tego czasu bardziej wierzę muzykom niż prawnikom. Trafiłem na Ł...cką 4A, na piece, Junkersa i kartę opałową 1200 kg. Junkers jak sama nazwa wskazuje był mocno wybuchowy. Czasem kiedy spadało ciśnienie w sieci ten " płomyk dyżurny " słabł, a kiedy się już wzmocnił, to ze ściany wypadało kolanko, a starsi ludzie w bloku myśleli, że znowu jest 1939 i Luftwaffe operuje w powietrzu. A to był tylko Junkers w łazience i kilogram sadzy w wannie, bedący skutkiem przypadkowej eksplozji.

Wykop Skomentuj57
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka