186 obserwujących
2009 notek
3361k odsłon
2051 odsłon

Historia motoryzacji w naszym bloku ( 2 )

Wykop Skomentuj61

image

Roman Wąsik miał lat około 35 i chudą żonę. Był człowiekiem parteru, vis a vis wiecznie rozbitej szafki z bezpiecznikami, w której lokatorzy ze wszystkich pięter od zawsze poszukiwali fazy. Miał również dwie córki : młodszą podobną do matki, też chudą. Starszej córki nie wyparłby się przed żadnym sądem, bowiem nosiła takie same szkła jak pan Roman, tyle że w mniejszej oprawce. Roman Wąsik miał potężną wadę wzroku i nosił okulary typu " denka od butelek " z powodu tej wady miał grupę inwalidzką i pracował na zgrzewarce w spółdzielni inwalidów. Twarz jego nie budziła żadnych podejrzeń w tym sensie, że nikt nie podejrzewał go o jakieś roztrząsanie w myślach spraw skomplikowanych. Na spojrzenie wszyscy jednak zwracali uwagę bowiem oczy Romana Wąsika wydawały się cofnięte w stosunku do wału nadoczodołowego o jakieś 15 centymetrów, co twarzy nadawało bardzo marsowy wygląd. Twarz miał czerwoną i nie mieszczącą się za masywnymi oprawkami okularów. Choć nigdy nie słyszał o Martinie Lutherze Kingu to podobnie jak on, również miał marzenie. Tym marzeniem było posiadanie samochodu, którym z ustrojowego musu została Syrena 105L. O tym jednak - my lokatorzy - dowiedzieliśmy się nieco później. A było to w ciepłą jeszcze końcówkę września, w czas babiego lata, w czas rozmyślań o nadchodzącej jesieni i zimie. Czy aby węgla wystarczy ? Siedzieliśmy na ławce przed blokiem i ciągnęliśmy zapałki kto pójdzie do sklepu " Społem " Czas był jak wspomniałem nastrajający do filozoficznych rozważań. Na kogo wypadnie, na tego bęc ! Ja, Mietek - faza, czy Lutek - wywrotka ? Lutek - wywrotka nie mógł iść ze względów zdrowotnych. Lutek mieszkał w bloku 4B i uważał się za inteligenta, bowiem miał dwóch braci służących w LWP, jeden był majorem drugi kapitanem. Lutek po wódce zawsze się jąkął i powtarzał 

- wwwyy, się nie możecie ze mną ró...równać, bo, bo w mojej rodzinie są jiy kakapitanowie, jiy majoro...rowie. Pochodził z północnego Mazowsza stąd ta spycyficzna wymowa " jiy " 

Przykleił się mimo tego do naszej robotniczej klatki, bowiem nigdy nie zostawał sam i zawsze ktoś go do domu odprowadził, jeśli tylko był w stanie. Lutek był wywrotny, stąd ksywa. Jako dziecko, podczas wakacyjnego pobytu u babki na wsi dokazywał w stodole " obrzmiałej zżętymi przez żeńców snopami pszenżyta " - jak napisałby poeta. Dokazywał i spadł z sąsieka, nic mu się nie stało, jak to dziecku. Doznał jedynie uszkodzenia błędnika, który działał zasadniczo bez zarzutu, jednak po niewielkiej dawce alkoholu zaczynał szaleć i Lutek - wywrotka zaczynał się wywracać. Dla osób nie znających Lutka, było to czymś zaskakującym i każdy od razu chciał biec do budki, by zadzwonić po pogotowie. Tylko po co ? Idzie Lutek normalnie, normalnie się jąka, cóż to jest jedno, dwa piwa ? ... i nagle bęc ! jak długi. Myśmy to wiedzieli, więc w klubie miał w rogu amerykankę z wysokimi podłokietnikami i załamanym siedziskiem, zawsze więc pił odchylony do tyłu i nigdy nie spadł. Sadzanie go na taborecie byłoby tym samym co posadzenie Gagarina okrakiem na rakiecie i wysłanie w kosmos. Spadłby od razu. Nie można było Lutka wysyłać do domu samego, bo będac całkowicie przytomny, wiedząc co się wydarzy za chwilę, szedł do swojego bloku na czworaka. Przy tym normalnie zamienił z kimś - kogo znał - dwa słowa, jeśli akurat mijał. Wszyscy na osiedlu do takiego widoku Lutka byli przyzwyczajeni. Obcy już nie. Kiedyś taksówkarz wiozący o zmroku moją żonę, widząc Lutka wracającego do domu, wykrzyknął

- Jezu ! niedźwiedź. 

No przecież piszę, że po alkoholu zachowywał się normalnie. Innym razem jacyś obcy ludzie zamontowali Lutka między latarnię, a kontener na śmieci. Sytuacja typowa. Idzie Lutek na sztywnych nogach, za nim dwóch przypadkowych przechodniów. Nagle Lutek bęc ! Faceci podbiegają zaniepkojeni

- Co się stało, wszystko w porządku, nic panu nie jest ? 

- Wszystko w po...po...porządku, pomóżcie mi wstaaać. 

Pomogli, wstał i tak trzy razy. Wreszcie wyczuli owocową woń wina za 19 złotych i wcisnęli Lutka dla jego bezpieczeństwa między wspomnianą latarnię, a kontener na śmieci. Uwolnił i odholował Lutka do domu dopiero wracający z pracy Mundek - szwagier Romana Wąsika, mieszkający w tej samej klatce co Lutek. 

Wypadło na mnie, zbieram się z ławki z zamiarem udania się do sklepu " Społem " 

Nagle pod blok z fasonem zajeżdża żółty Maluch z napisem " LOK. Nauka jazdy "

i z Malucha tarabani się nikt inny tylko Roman Wąsik. Okulary na nosie, więc nic nie widzi, rozgląda się oszołomiony. Pora była ciepła, sporo jeszcze lokatorów wisiało w oknach i wszyscy jak na komendę zawylii 

-Uuuuu ? Roman ! Roman ! 

Roman poprawił okulary, obraz bloku i lokatorów powrócił Już wiedziałem kto pójdzie do sklepu. Ważne wydarzenie w życiu, życiowy zwrot, zatem uczcić trzeba i urzędową butelkę kupić za swoje. 

Wykop Skomentuj61
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka