Nie wiadomo kiedy z kraju, którym powinny rządzić procedury i prawo, staliśmy się krajem-mrowiskiem, w którym nie dzieje się nic bez wyraźnego sygnału i zgody ze strony królowej-matki, czyli pana premiera. Ledwie wyjechał w swoje ukochane Dolomity a w kraju zgrzyta, sprawy zaczynają biec w kierunku niepożądanym.
Na kraj pozbawiony osłony premiera natychmiast rzuciła sie brytyjska gadzinówka The Sun, dyskredytując osiagnięcia ekipy PO z miasta Łodzi. Do obrony dobrego imienia włodarzy znad Łódki, już w poniedziałkowy poranek, przystępuje niezawodna Gazeta Wyborcza, widać takie są zadania prasy w Polsce. Dziennikarze Gazety pozbawieni duchowego wsparcia, ze strony premiera, nie wypadają jednak najlepiej. Czegóż możemy dowiedzieć się z tej swoistej " obrony Częstochowy " ? Ano tego, że brytyjska bulwarówka kłamie. Jak można podawać do publicznej informacji, że do 2035 roku ubędzie aż 1/4 Łodzian, kiedy do 2035 ubędzie ich zaledwie 1/5. Kłamstwo i manipulacja. Podpiera się również Gazeta autorytetem naukowym, w końcu zawodowcy. Dr Piotr Szukalski, socjolog z UŁ, twierdzi że Łodzian ubywa nie dlatego, iż wyjeżdżają tylko dlatego, że nie przyjeżdżają. Bo tak w ogóle to w mieście Łodzi jest klawo i ta Piotrkowska wcale nie taka pusta jak podaje The Sun, w sobotni wieczór ludzie tu normalnie piją. Wszystko jest w Łodzi na swoim miejscu, i Tuwim na ławeczce i filharmonia. Tylko ta średnia długości zycia, krótsza o całe 9 lat, niż w innych polskich aglomeracjach, jakoś niepokoi.Z " mowy obrończej " szefowie byli chyba niezadowoleni, bo wisiała parę chwil na SG gazeta. pl , po czym zniknęła w czeluściach Czerskiego Kombinatu Informacyjnego.
Mazowiecki inspektor budowlany, nie czując wymownego spojrzenia premiera, zachowuje się jak Rejtan i powiada, że po jego trupie samolot wyląduje w Modlinie. Robotnicy opukujący pas startowy zabawnymi młoteczkami, zastygli w związku z tym pozie przedziwnej, nie wiadomo więc czy to budowlańcy czy Pantomima Tomaszewskiego. Port lotniczy w Warszawie, o którym tak ciepło pisałem w ostatniej notce, również pracuje dziwnie. Zabrakło chyba komunikacji z Agencją Żeglugi Powietrznej i na pasie zostało 20 osób z walizkami. Panie narobią obcasikami dziur w pasie startowym, kółka walizek porysują i kolejne lotnisko do zamknięcia.
Znudzony Guy Fawkes polskiego dziennikarstwa red.Sekielski wniósł do polskiego parlamentu saletrę i wręczył ją pani Kopacz, którą ten fakt wstrząsnął. Dobrze, że nie wniósł nitrogliceryny, wstrzaśnięta nitrogliceryna robi dół na głębokosć co najmniej metra. Leszek Miller, człowiek mający zawsze pod ręką 6 bon-motów i wiedzący jak skończyć, widząc saletrę zachwiał się a wraz z nim - jak powiedział - zachwiało się jego poczucie bezpieczeństwa. Takie rzeczy dzieją się w kraju pod nieobecność premiera.
Panie Premierze, proszę wypoczywać szybko i wracać szybko, albowiem pan Graś do pilnowania tak dużego obiektu jak państwo polskie kompletnie się nie nadaje. No i do pana bedzie nalezal przywilej zacytowania Greka Zorby. Powiedzenie "ostatni gasi swiatlo" jest juz zgrane. Pijar nie znosi nudy i powtorzen.
PS. Jeżeli komuś nie podoba się treść tej notki proszę zwrócić się z pretensjami do mojej koleżanki Seleny. Ona wymysliła tytuł i kazała pisać. Ja jestem jak dziennikarz z Czerskiej, każą pisać głupoty, to piszę.


Komentarze
Pokaż komentarze (90)