Powodów do napisania poniższej notki jest aż nadto: Śmigus Dyngus, Prima Aprilis, w Anglii Dzień Wszystkich Głupców i jeszcze Międzynarodowy Dzień Ptaka. Proszę mi tu bez metafor i podtekstów, chodzi o normalnego ptaka z piórami, takiego co czasem rodzi się sokołem a czasem nielotem. To akurat zdarza się nie tylko w ptasim życiu. O Wielkanocnym Poniedziałku pisał nie będę, ani o głupcach. Oni sami swoją codzienną znojną pracą, należycie dbają o swoje interesy i dają świadectwo swojego istnienia.
Z wyborem ptaka do notki nie miałem najmniejszego problemu, nie będzie to jednak bocian, którego bardzo lubię, a który niestety nie występuje na Wyspach. Bociany najlepiej oglądać w Żywkowie, byłem 20 lat temu i widziałem jakieś 87 bocianów na jednej stodole, wrażenie niezwykłe. Notka będzie o Robinie nie tylko dlatego, że to zwycięzca plebiscytu The Times na najpopularniejszego brytyjskiego ptaka, ale też dlatego, że Robin redbreast związany jest także z Wielkanocną tradycją.
Robin redbreast czyli rudzik to ptak siedzący, bardzo mocno, na gałęzi angielskiej kultury ludowej. Chociaż uważany jest za ptaka przynoszącego złe wieści [ Lud w Yorkshire i Norfolk uważa również, że ma niekorzystny wpływ na mleczność krów ] to ceni się go za przywiązanie do ludzkich siedzib, za odwagę i niezłomność. Zgodnie z ludowym przekazem Robin niósł ulgę w cierpieniu śpiewając umierającemu na krzyżu Jezusowi. Stąd czerwona pierś - krew Chrystusa.
Jest nasz rudzik też śmiałkiem nie lada, starczyło mu odwagi by, zgodnie z inną legendą, uwić gniazdo w maszcie, w którym kula armatnia akurat zrobiła dziurę, śmiertelnie raniąc przy okazji Admirała Nelsona. Nie jest jednak rudzik miłym gościem w walijskich kopalniach, podobno przynosi pecha od czasu kiedy uwił sobie gniazdko w szybie wentylacyjnym, doprowadzając do katastrofy. Dla Cyganów z Gloucestershire jest jednakże miłym gościem przynoszącym szczęście.
Związek Robina ze śmiercią zaczął się wraz z jego pojawieniem się w anonimowym poemacie The Children, w którym Robin zapewnia godny pochówek dzieciom porzuconym w lesie na nieuchronną smierć. Zanim Robin został Robinem [ zdrobnienie od francuskiego imienia Robert ] do XIV wieku nazywał się po prostu Ruddy, co w Old English znaczy to samo co po polsku. Pewnie pojawią się zarzuty, że jestem oportunistą i specjalnie wybrałem rudego ptaszka by być w zgodzie z modnym obecnie kolorem ginger. Nic podobnego, nie dlatego wybrałem rudzika. Gdybym wybrał kaczora Mallarda, pojawiłyby się insynuację, że podlizuję się wiadomo komu. Gdybym napisał o bernikli kanadyjskiej, której wszędzie pełno, mówiono by że w zawoalowany sposób zapraszam pana prezydenta i Palikota na polowanie. Już ja znam to wieczne, polskie kręcenie nosem na wszystko. Nie jestem fryzjerem-stylistą i kolor włosów premiera nie obchodzi mnie nic a nic, bardziej obchodzi mnie to gdzie są pieniądze moich rodaków.
Wróćmy jednak do Robina, legenda jaka do niego przylgnęła wyszła mu na zdrowie.
Dzięki legendzie uniknął zamykania w klatce, zamknięcie Robina w klatce uważane było za ciężki grzech.
A Robin Redbreast in a Cage
Puts all Heaven in a Rage
Ponieważ pojawienie się Robina zwiastowało kłopoty nikt przy zdrowych zmysłach nie odważył się podnieść ręki na tego drobnego, dzielnego ptaszka
Hunt a robin or a wran
Never prosper, boy nor man
Wran to nasz poczciwy strzyżyk, uważany za żonę Robina. O strzyżyku napiszę za rok, przy okazji następnego Miedzynarodowego Dnia Ptaka


Komentarze
Pokaż komentarze (128)