Siukum Balala Siukum Balala
902
BLOG

Spotkanie z agentką Palmer ( 3 )

Siukum Balala Siukum Balala Rozmaitości Obserwuj notkę 157

Zwinnym, lamparcim skokiem sforsowałem barierkę oddzielająca stację paliw płynnych od baru McDonalds. Podszedłem do szklanych drzwi i pchnąłem do wewnątrz, nie ustępowały, naparłem bardziej zdecydowanie, ani drgną. Pomyślałem, że zaryglowali się w barze i pewnie zaraz zrobi się gorąco. Odruchowo wsunąłem dłoń do kieszeni prochowca. Glock był na swoim miejscu. W ostatniej chwili dostrzegłem czerwony, niewielki napis na drzwiach " ciągnij " Oczy już nie te. Pociągnąłem niezbyt mocno i bez przeszkód wszedłem do środka. W powieściach sensacyjnych bary do których wchodzą agenci wypełnia zwykle gwar rozmów, dym tytoniowy, zapach rozlewanego alkoholu, a w powieściach autorów krajowych także zapach bigosu. Tu nic takiego nie miało miejsca, co mnie trochę zaskoczyło. Bar był bardzo schludny, równo ustawione stoliki, a podłoga w żadnym miejscu nie wyszczerbiona. Na ścianach wisiały kolorowe obrazki malowane chyba przez dzieci z " zerówki " Tego się jednak nie czepiam. Jak karmią takie i obrazy eksponują - pomyślałem. Dyskretnie zlustrowałem całą salę. Żadna z obecnych w barze osób nie odpowiadała rysopisowi agentki Julki Palmer. Same ładne, młode dziewczyny. Niektóre przed licencjatem ( z zeszytami ) niektóre już po licencjacie ( bez zeszytow) było też sporo dzieci w wieku szkolnym, oraz dwóch mężczyzn w wieku poborowym. Zająłem miejsce w kącie sali, na stole położyłem pilotkę jako umówiony znak rozpoznawczy, a dla reszty jako znak, że stolik jest już zajęty. Postanowiłem podejść do kontuaru by zamówić coś do zjedzenia i przy okazji stworzyć wrażenie, że jestem zwykłym zjadaczem hamburgerów. Stanąłem w kolejce z rozwrzeszczanymi bachorami.

- Och ! przywołałbym ja was wszystkich do porządku, uspokoiłbym ja to stadko w trymiga - pomyślałem. Wystarczyłoby wyjąć pukawkę i ze 2-3 razy grzmotnąć w sufit. Pięknie spadałyby te regipsy na wasze rozwrzeczane łby. Szybko jednak odegnałem te swawolne myśli, waga sprawy była zbyt wielka by wdawać się teraz w jakąś niepotrzebną drakę. Cały czas biłem się jednak z myślami, czy nie wyciągnąć pukawki. Z natręctwa złych myśli wyrwał mnie miły głos :

- Słucham pana, czego pan sobie życzy ? - przyjaźnie uśmiechała się do mnie twarz młodej dziewczyny w czerwonej czapce z daszkiem. Już za niedługo miało okazać się, że ten uśmiech nie był wcale przyjazny.

- Zdaję się na panią, proszę coś doradzić - powiedziałem

- Mhmm, proponuję WieśMaca, Shakera i Colę - odrzekła dziewczyna

- Za Shakera dziękuję, dość mnie wytrzęsło na waszych miejskich wybojach. - Proszę dać w miejsce Shakera, Kanapkę Drwala. To na wypadek gdyby zaczęli do mnie rąbać - pomyślałem. - Ok, proponuję panu 2,5 l Colę w cenie 0,5 l, dziś ostatni dzień promocji. Oczywiście nie musi pan wszystkiego wypić za jednym razem, butelkę można zabrać na wynos bez kaucji - powiedziała dziewczyna w czerwonej czapce z daszkiem.

- Dziękuję uprzejmie - zapłaciłem i zabrałem tacę z żywnością. Przy stoliku pośrodku sali dwóch mężczyzn w wieku poborowym jadło na spółkę Cheesburgera. Z posępnych, sfrustrowanych min wywnioskowałem, że są to jacyś niscy rangą funkcjonariusze Bürgerplattform. Kiedy przechodziłem obok ich stolika, jeden z mężczyzn podstawił mi nogę. Zrobiłem gwałtowny wykrok do przodu następnie w tył, złapałem balans, przeciwwaga w postaci butelki z 2,5 l Colą zrobiła swoje, więc udało mi się nie upaść. W normalnych okolicznościach puściłbym wiąchę po rusku i na potwierdzenie dał w mordę. Teraz jednak nie mogłem się tak zachować, kaliber operacji, którą kierowałem wykluczał takie działanie. Bałem się dekonspiracji, a gdybym dodatkowo zaklął po rosyjsku, ludzie w barze mogliby wziąć mnie za Sturmbannführera Stirlitza. Dlatego też najuprzejmiej jak potrafiłem, z bardzo wyraźnym wschodniopruskim akcentem powiedziałem :

- Kein problem meine plattformische Freunde

" R " zmiękczyłem do granic możliwości. Chciałem by wzięli mnie za Waldburga ... i sądzę, że wzięli. Jeden z mężczyzn siedzących przy stoliku podniósł głowę i tępo spojrzał mi w oczy. Drugi - ten który podstawił mi nogę - wykorzystując zamieszanie chwycił Cheesburgera i ugryzł, choć to nie była jego kolej.

- Chamie wziąłeś gryza poza kolejką ! - krzyknął ten o tępym spojrzeniu. Oddaliłem się, spory o Cheesburgera w łonie Bürgerplattform naprawdę mało mnie w tej chwili interesowały. Usiadłem przy stoliku, agentka Palmer miała już ponad 3 kwadranse spóźnienia. To nie było zwyczajowe, tolerowane w naszym środowisku spóźnienie. Coś musi się wydarzyć, albo zaraz wyrzucę przez okno mojego poczciwego "Remingtona", nuda już zaczyna się wkradać na karty mojej powieści. Coś musi się wydarzyć, tylko co ?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (157)

Inne tematy w dziale Rozmaitości