Z wielką radością przyjąłem informację o wypuszczeniu blogera Sowińca z Berezy Kartuskiej, podaną przez światowe agencje. Okazuje się, że wspólna presja naszej blogerskiej społeczności - i tych z prawa i tych z lewa - oraz Julki Palmer może spowodować skutek przez nas oczekiwany. Kiedy światowe serwisy zakomunikowały o niespodziewanej decyzji władz salonu24, przebywałem akurat w Edynburgu, gdzie na ręce szkockiego premiera Alexa Salmonda złożyłem obszerną informację o ogólnej sytuacji na salonie, oraz o szczególnej sytuacji blogera Sowińca. W szkockim parlamencie złożyłem również petycję w sprawie uwolnienia blogera. Nie byłem pewny na ile moje działania były skuteczne, więc aby wzmocnić ich efekt dołączyłem do manifestacji Ukraińców wykrzykujacych pod katedrą Św. Gilesa " Sława Ukrainu ", ukryty za filarem wykrzykiwałem " Uwolnić Sowińca " Po manifestacji, już w hotelu dowiedziałem się, że Sowiniec został zwolniony.
Nie hukniesz człowieku z grubej rury to nikt ciebie nie wysłucha.
Jak długo będzie cieszył się wolnością bloger Sowiniec ? Tego nie wie nikt, nawet on sam. Najlepszym wyjściem z sytuacji byłyby przedterminowe wybory do Senatu i pozbawienie senatorskiego mandatu naszego ulubieńca, drogiego JFL. Jeśli zostanie wybrany powtórnie i będzie dalej raczył nas swoją czerstwą politgramotą, następne zwinięcie Sowińca jest kwestią czasu.
Strzeż nas Panie przed neofitami - są gorsi od Lwa Trockiego - mawiała moja babka i miała rację.
Nie martwmy się jednak na zapas i cieszmy się z tego drobnego, wspólnego sukcesu. Nasz salonowy " marsz solny " można uznać za udany, pora więc zawiesić protest i wrócić do partyjnej roboty, zbyt długo trwał ten stan bezczynności. Pięć dni protestu, potem 11 - dniowa głodówka protestacyjna, schudłem 3 kg i wypadłem z rytmu pisania. Tylko o czym pisać ? Pisać krytycznie o działaniach - czy może raczej o braku działań rządu - dziś już się nie da. Dawne dobre czasy minęły, od kiedy pani minister potrząsneła tym drzewkiem obwieszonym nierobami. Sorry, ale pora brać się do roboty, mimo nie najlepszego klimatu, jaki ostatnio nam się trafia. Skutek natychmiastowy. Do pociągu unieruchomionego pod Olsztynem decydenci kolejowi, zamiast wysyłać skład ratunkowy, czy autobusy, wysłali po prostu taksówkarzy w sile 20 taksówek bojowych. Scena jak z bułgarskiego filmu. To się nazywa customer service, pewnie wkrótce poszerzą ofertę o dowóz alkoholu i przekąsek, a kto wie czy dla osób z zarezerwowaną kuszetką nie dowiozą dziewczyn na mroźną noc. Taksówkarze, zawsze byli i są frontem do klienta. Cóż może sprawić krucha kobieta z filuternym tatuażem między łopatkami, która wg red. Lisa ma również jaja. Tatuaż jak się okazuje może wiele, jaja - jak sądzę - jeszcze więcej. Miejmy jednak nadzieję, że tatuaże nie będą dla premiera kluczem, według którego będzie desygnował ludzi na stanowiska ministerialne. Nie byłbym zadowolony z ministra spraw wewnętrznych zwydzierganymi na ramionach dystynkcjami " majora "


Komentarze
Pokaż komentarze (129)