Mogherini miała otrzymać szczegółowe kryteria procedury przetargowej z wyprzedzeniem, co miało przełożyć się na uzyskanie nieuczciwej przewagi nad konkurencją, a w konsekwencji – doprowadzić do wygrania przetargu przez Kolegium Europejskie. Kryteria oceny stanowią informacje poufne, a tym bardziej zastrzeżone dla uczestników biorących udział w całym procesie Europejskich Służb Działań Zewnętrznych. Przeprowadzały one bowiem przetarg na 9-miesięczne szkolenia dla młodych europejskich dyplomatów, które – co najważniejsze – miały być w pełni finansowane przez Unię Europejską.
Była wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej nie jest jedyną grubą rybą europejskiego akwarium, która jest zamieszana w tę aferę. Kolejny urzędnik to były sekretarz generalny wspomnianego już ESDZ – Stefan Sannino. Oboje są już po wielogodzinnych przesłuchaniach, a zarzuty zostały postawione. Jeśli doniesienia okażą się prawdziwe, oskarżeni mogli próbować zdefraudować fundusze unijne, a uzyskanymi w ten sposób pieniędzmi zamierzali podzielić się między sobą. Żaden z nich jednak nie przyznaje się do winy. Wiadomo jedynie, że Federica Mogherini jest gotowa pójść na współpracę z prokuraturą. Ponadto, w nocy po przesłuchaniach podejrzani wyszli z aresztu za wpłaceniem kaucji, co tym bardziej może sugerować rozpoczęcie współpracy z wymiarem sprawiedliwości.
Jest to już kolejna afera w ciągu zaledwie ostatnich kilku lat. Zarzuty dotyczące prania brudnych pieniędzy usłyszał wcześniej były komisarz UE ds. sprawiedliwości Didier Reynders. Z kolei była wiceszefowa Parlamentu Europejskiego Eva Kaili może wkrótce usłyszeć wyrok sięgający nawet kilkunastu lat pozbawienia wolności. Wobec kilku innych wysokich rangą urzędników również złożono zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.
Czy ten skandal może wywołać trzęsienie ziemi na szczytach unijnych instytucji? Może czeka nas istna rewolucja władz europarlamentarnych? Wielce prawdopodobnym jest, iż nic bardziej mylnego. Nie zapominajmy o tym, że zarzuty to jeszcze nie wyrok, a co dopiero prawomocny. Wspomniane osoby raczej pracowały w instytucjach podległych Komisji Europejskiej, aniżeli stricte w niej samej (przynajmniej ostatnio). Oznacza to, że wymiana kadr w Parlamencie może wcale nie być konieczna. Dlatego wszelkie przejawy zaniepokojenia czy entuzjazmu warto ostudzić i spokojnie poczekać na rozwój wydarzeń.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)