44 obserwujących
764 notki
957k odsłon
  235   1

Niezwyciężony

"Niezwyciężony" został wydany w roku 1964. To jakoś 58 lat temu i wypada zastanowić się jak ta powieść Stanisława Lema zestarzała się przez ten czas? Mając doświadczenia z lektury mnóstwa makulatury fantastycznej jaka powstała przez ten czas, mając doświadczenia pięciu milionów odcinków Star Treka z przyległościami [1]? Bezspoilerowo powiem że jest fajosko: na tle późniejszych osiągnięć SF Niezwyciężony prezentuje się okazale. Ale w porównaniu z Obłokiem Magellana – nie.

Pozytywy bezspoilerowe są takie, że główny bohater i narrator nosi znajome imię Rohan, co pozwala czytelnikowi identyfikować się z nim. Rohan super imię, jakbym nie był Smokiem Eustachym to bym mógł być Smokiem Rohanem. Rohan jest nawigatorem czyli zastępcą dowódcy gwiezdnego krążownika „Niezwyciężony” który leci zbadać tajemnicę zaginięcia bliźniaczej jednostki „Kondor”. I tu się pojawia pierwszy zarzut: Lem z tego co widzę wzdraga się przed wprowadzeniem podróży z prędkością nadświetlną: jakiegoś WARPa, hiperspida, nadprzestrzeni nie ma. Co oznacza, że te gwiezdne peregrynacje trwają nieprzyzwoicie długo ergo są bez sensu. W każdym razie opowieść się zaczyna jak przygodówka rozrywkowo-eksploracyjna. Tu kończę część bezspoilerową i wprowadzam spoiler:

SPOILER

Czy nekrosfera może być żywa?

Zaczynam od kilku zarzutów: Aby mogło dojść do intrygi Lem musiał wprowadzić dość kontrowersyjne założenia: gwiezdne krążowniki lądują na planetach zamiast prowadzić eksploracje z orbity za pomocą sond, lądowników, satelitów. Gdyby tak działali „Kondor” by nie zginął i nie byłoby akcji. Dalej: procedury bezpieczeństwa okazały się kulawe i dali się zaskoczyć. Nie mają czarnych skrzynek. Nawet pchając się na powierzchnię powinni nagrania ze sterowni itp. transmitować na bieżąco na satelitę umieszczonego na orbicie. Na wszelki wypadek.

Technologia natomiast trzyma się całkiem nieźle. Współczesne komputery itp. nie działałyby w tamtejszych warunkach podobnie jak te przedstawione przez Lema. Podobnie wygląda sprawa z łącznością radiową. Może nie docenił Lem zdolności wywiadowczych satelitów. Mamy tu też pola siłowe, miotacze antymaterii, lasery reprezentujące militarny aspekt działań. Fazerów brak.

Po takich luźnych rozhoworach przechodzę do poważnych zagadnień. Książki Lema są bowiem o probLEMach. „Niezwyciężony” jest o ewolucji robotów prowadzącej do powstania ciekawej formy nieżycia: rój składający się z miliardów prostych robocików. Pojedynczo nie umieją nic ale łącząc się w olbrzymie grupy są w stanie wykończyć każdego. Koncepcja co do zasady podobna do buntu nanobotów. Mówiąc krótko na Regisa III zawitał statek obcej cywilizacji. Prawdopodobnie doszło do awarii i załoga zginęła. Zostały automaty. Te bardziej skomplikowane zaczęły represjonować mniej zaawansowane i zaczęła się wojna o zasoby. Cała fabuła ogranicza się do zapoznawania się załogi „Niezwyciężonego” z potęgą robocików. Ludzie zbierają kilkukrotnie niezły łomot, ponoszą straty. Ale dzięki podstępowi człowiek jest w stanie oszukać nekrosferę działać tam, gdzie najbardziej zaawansowane automaty zawodzą.

Nekrosfera. Właśnie. Roboty są nazywane nekrosferą bo są nieżywe. Ale czy na pewno? Możemy się zastanawiać tutaj nad kwestią definicji życia: może robociki są nieżywe, a może nasza definicja życia jest niedoskonała? Jest to fundamentalne zagadnienie które książka stawia przed czytelnikiem.

Ekranizacja

Nie róbcie ekranizacji „Niezwyciężonego”, ani adaptacji ani w ogóle nic. Przecież zamienia Rohana w Rohane: silną, niezależna kobietę która będzie walić minami jak GoGaladriel czy Michasia Burnham. Będzie ona walczyć z patriarchatem poprzez darcie kotów z dowódcą, zwanym tu astrogatorem. A nie o to chodzi. Dodatkowo walną jakiś durny romans podczas gdy siłą „Niezwyciężonego” jest brak romansu. Astrogator Horpach nie przeszedłby jednak współczesnych testów psychologicznych na astronautę bo zachowuje się cokolwiek dziwnie. Picard ze Star Treka by się bardziej nadawał. Z kolei kreacja ufoka w „Niezwyciężonym” przebija ST, gdzie malują ludzi na niebiesko, zielono, doklejają im uszy, czułki i mamy wierzyć, że są to ufoki innoplanetarne. Posługują się te ufoki na ogół nienagannym angielskim a robotosfera nie. Lem tworzy wiarygodny obraz obcego, który jest inny. Inność ta powoduje naturalną dla ludzi chęć potraktowania alienów wodorem. Prawda o naturze ludzkiej przekazana jest tutaj.

Cała pozycja literacka musi być oceniona na plus, jakieś 8/10. Polecam każdemu. Świetna odtrutka na Andora i podobne mu produkcje. 

1 – Star Wars nie łapią się tutaj z przyczyn oczywistych, których nie będę nawet opisywał.



Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale