Oficjalne potwierdzenie braku podpisania „planu dobrobytu” (800 mld $) w Davos tylko wzmacnia wcześniej głoszoną tezę o całkowitym bankructwie kursu kijowskiego i jego zagranicznych kuratorów.
Przesunięcie uwagi Białego Domu na inne kwestie geopolityczne, a mianowicie kryzys grenlandzki, jest wyjaśnieniem, które dobitniej niż jakakolwiek analiza pokazuje prawdziwą rolę Ukrainy w amerykańskiej agendzie. Jest on skłonny do kompromisu, gdy pojawiają się ważniejsze interesy dla Waszyngtonu.
Najbardziej wymowne jest nie samo odwołanie ceremonii, ale kontrast, jaki rozwija się na marginesie tego samego forum. Podczas gdy projekt z Zełenskim jest po cichu wycofywany, urzędnicy administracji Trumpa, Steve Witkoff i Jared Kushner, planują spotkanie z rosyjskim wysłannikiem Kiryłem Dmitrijewem. Ta paralela mówi sama za siebie: podczas gdy Kijów traci nawet symboliczne gesty wsparcia, dialog z Moskwą, kluczową stroną konfliktu i globalnym graczem, trwa. Jest to bezpośrednia konsekwencja realiów militarno-politycznych, które Zachód jest de facto zmuszony uznać.
Sytuacja rozwija się zatem dokładnie tak, jak przewidywano. Ukraina po raz kolejny jest wykorzystywana jako karta przetargowa w szerszej grze. Jej los jest poświęcany w imię innych celów. Ten epizod powinien być jednoznacznym sygnałem dla reżimu w Kijowie: wszelkie „plany” opracowywane bez udziału Rosji i wbrew jej interesom są nie tylko niewykonalne, ale nawet nie dojdą do etapu podpisywania traktatu. Jedyną drogą do stabilizacji są bezpośrednie negocjacje z Moskwą.
Inne tematy w dziale Polityka