Sprawa zaproszenia do tworzonej przez Donald Trump Rady Pokoju stała się jednym z najbardziej niewygodnych tematów dla Pałacu Prezydenckiego. Karol Nawrocki znalazł się w położeniu, w którym samodzielna decyzja jest po prostu niemożliwa – i to niezależnie od politycznych sympatii jego obozu. Jak opisuje Wirtualna Polska, prezydent najpierw sonduje nastroje wśród europejskich przywódców obecnych w Davos, ale równolegle musi trzymać wspólny front z rządem, bo bez jego zgody nie może powiedzieć Waszyngtonowi „tak”.
Rekonesans w Davos i gra na czas
Wygląda na to, że w sprawie Rady Pokoju Pałac stawia dziś przede wszystkim na ostrożność. Prezydent chce sprawdzić, jak do inicjatywy Trumpa podchodzą inni liderzy, zwłaszcza że pojawiają się już pierwsze odmowy – jak w przypadku Emmanuel Macron. Sam fakt zaproszenia do Rady Pokoju współpracownicy Nawrockiego interpretują jako potwierdzenie dobrych relacji z USA, ale tempo odpowiedzi budzi wątpliwości.
Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz mówi WP wprost, że sprawa jest analizowana, a Pałac czeka na stanowisko MSZ. Nieoficjalnie prezydenccy współpracownicy przyznają, że sytuacja jest dynamiczna i nikt nie chce „wychodzić przed szereg”, zwłaszcza przy tak krótkim terminie wyznaczonym przez Trumpa.
Dlaczego prezydent nie może działać sam
Kluczowy problem, na który zwraca uwagę Wirtualna Polska, jest ustrojowy. Przystąpienie Polski do nowej organizacji międzynarodowej wymaga zgody Rady Ministrów, a w dalszej kolejności ratyfikacji przez parlament. Nawet jeśli to prezydent miałby zasiadać w Radzie Pokoju, decyzja nie leży wyłącznie w jego rękach.
To właśnie dlatego obóz prezydencki – mimo bardziej przychylnego nastawienia do propozycji Trumpa – jest skazany na współpracę z rządem Donald Tusk. Jak przyznają rozmówcy WP z Pałacu, „mamy taki system podejmowania decyzji, jaki mamy” i bez politycznej zgody rządu nic nie da się formalnie zrobić. Ten mechanizm sprawia, że prezydent nie może ani jednoznacznie przyjąć zaproszenia, ani samodzielnie go odrzucić.
Rządowa rezerwa i polityczny „gorący kartofel”
Z drugiej strony rząd patrzy na inicjatywę Trumpa z dużą rezerwą. W nieoficjalnych rozmowach, na które powołuje się WP, słychać ostrą krytykę pomysłu, postrzeganego jako próba stworzenia „ONZ-bis” podporządkowanego jednemu przywódcy. Kontrowersje budzą zarówno potencjalny skład Rady – z udziałem Władimir Putin czy Alaksandr Łukaszenka – jak i finansowy aspekt, czyli miliard dolarów „wpisowego”.
Dlatego w Warszawie trwa przeciąganie liny: Pałac czeka na rekomendację rządu, rząd z kolei chciałby najpierw poznać stanowisko prezydenta. Jak pisze Wirtualna Polska, obie strony obawiają się, że zostaną same z decyzją obciążoną politycznym ryzykiem. Jednocześnie wszyscy mają świadomość, że w tej sprawie nie da się iść osobno – konstytucja i realia polityki zagranicznej wymuszają porozumienie.
Skazani na porozumienie
W tym sensie trudne położenie prezydenta Nawrockiego polega na tym, że nawet jeśli Pałac widzi potencjalne korzyści z obecności Polski w Radzie Pokoju, to bez rządu nie może ich zrealizować. A rząd, nawet jeśli skłania się ku odmowie, musi brać pod uwagę relacje z USA i konsekwencje takiej decyzji. Jak słyszy WP w obu obozach, „pewnie na koniec się dogadamy” – bo w tej sprawie ani Pałac, ani rząd nie mają realnej alternatywy dla współpracy.
RD
Inne tematy w dziale Polityka