Niech duński dynamit wybuchnie na Wembley!

Duńscy piłkarze liczą na wsparcie swoich kibiców. Fot. PAP/EPA
Duńscy piłkarze liczą na wsparcie swoich kibiców. Fot. PAP/EPA
Znacie dowcip, który przed meczem z Anglią cieszy się w Danii ogromną popularnością? - „Dlaczego Na Wyspach Brytyjskich zostały same brzydkie kobiety? Bo te ładniejsze zabraliśmy ze sobą do Danii”. To nawiązanie do zwycięskiej inwazji Wikingów na Wyspy, do której doszło w XI wieku. Kibice „Duńskiego Dynamitu” liczą, że w środę na Wembley w Londynie nastąpi powtórka z historii i potomkowie dzielnych wilków morskich znów podbiją Anglię.

Duńczycy grają dla Eriksena

Mimo, że gospodarze są uprzywilejowani, bo piąty mecz na trwającym Euro 2020 zagrają u siebie, to ja stawiam na Danię! Nie wiem, może z powodu dramatu Christiana Eriksena, który w meczu z Finlandią doznał zawału serca i walczył o życie, może z powodu ofensywnej, efektownej i bezkompromisowej gry lub ze względu na mającego polskie korzenie Kaspera Schmeichela – drużyna Kaspera Hjulmanda podbiła moje serce. 

Zobacz:

Futbol wrócił do domu. Zostanie? Anglicy piszą historię

Łukasz Podolski. Tego o nim na pewno nie wiecie

Strasznie imponują mi lewy wahadłowy Joakim Maehle, w mojej ocenie cichy bohater mistrzostw oraz milczący, introwertyczny człowiek o kamiennej twarzy – napastnik Kasper Dolberg. Patrząc na obecną Danię, znajduję analogię z reprezentacją tego kraju z Euro w 1992 roku, kiedy zespół Richarda Mollera Nielsena musiał w trybie awaryjnym zastąpić w mistrzostwach Starego Kontynentu wykluczoną przez UEFA Jugosławię. Ściągnięci z urlopów zawodnicy na szwedzkich boiskach zrobili furorę i wygrali całą imprezę. Uważam, że potencjał obecnej kadry spod znaku czerwonej flagi z białym krzyżem, jest większy niż tamtej ekipy sprzed 29 lat. 

Anglia ma wiele atutów 

Oczywiście licząc na wybuch „ Duńskiego Dynamitu”, doceniam też Anglików. Wyspiarze grają niezwykle pragmatycznie. Dotąd nie stracili jeszcze na tym Euro bramki, a obrona która miała być pietą Achillesową drużyny Garetha Southgate'a, jest jej największym atutem. Za Anglikami może przemawiać fakt, że będą mieli wsparcie tysięcy gardeł na Wembley oraz to, że po kilku miesiącach strzeleckiej posuchy, skuteczność odzyskał kapitan i największy gwiazdor „Lwów” - Harry Kane.

Napastnik Tottenhamu ma na koncie trzy gole i by wyprzedzić prowadzących w klasyfikacji snajperów Cristiano Ronaldo i Czecha Patrika Schicka musi trafić jeszcze trzy razy. W jednym meczu może być mu trudno, ale przy założeniu, że Anglia awansuje do finału, jest to zadanie do wykonania.

Z perspektywy polskiego kibica chyba lepiej by było, gdyby turniej wygrali „Synowie Albionu”, najlepiej bez starty bramki. Bo wtedy moglibyśmy się chwalić, że ostatnim zawodnikiem, który pokonał Jordana Pickforda był pomocnik Biało – Czerwonych Jakub Moder, zdobywca gola w marcowym meczu eliminacji mistrzostw świata, który Anglicy wygrali 2:1.

Rozum podpowiada, że faworytami są gospodarze, serce krzyczy, że wygrają Duńczycy. Hmmm. Tak już mam, że w życiu zazwyczaj kieruję się emocjami, nie rozsądkiem. Dlatego w środę będę trzymał kciuki za Wikingów i cichutko zanucę: „Jesteśmy czerwoni. Jesteśmy biali. Jesteśmy duńskim dynamitem”! I niech Wembley zadrży w posadach po golach Dolberga i spółki! 

Piotr Dobrowolski

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport