Górnik - Legia. Piłkarze grają fatalnie, trener kopie ściankę. Podolski pokazał klasę

Zawodnik Górnika Zabrze Przemysław Wiśniewski (P) i Luquinhas (L) z Legii Warszawa. Fot. PAP/Andrzej Grygiel
Zawodnik Górnika Zabrze Przemysław Wiśniewski (P) i Luquinhas (L) z Legii Warszawa. Fot. PAP/Andrzej Grygiel
- Nie wiem, co jest… Musimy k... w drugiej połowie dać z siebie maksa – mówił przed kamerami Canal+ w przerwie meczu Górnik – Legia kapitan legionistów Artur Jędrzejczyk.

Kapitan wściekły i bezradny 

Kapitan i najlepiej zarabiający (około 240 tysięcy złotych miesięcznie) obrońca z ekipy z Łazienkowskiej stał ze spuszczoną głową. Wściekły, rozjuszony, ale jednocześnie zrezygnowany i bezradny. Tak jak cała Legia, która po 45. minutach przegrywała na Śląsku 0:2 i była jedną nogą w grobie, a drugą na skórce od banana.

W oczy piłkarzy ze stolicy zaglądało widmo dziesiątej ligowej porażki w tym sezonie i siódmej przegranej z rzędu. Goście byli w piekle. I o ile przy poprzednich przegranych przemknęło mi przez myśl, że niektórzy piłkarze sabotują mecze i mają gdzieś, czy drużyna wygrywa, czy przegrywa, że swoją beznadzieją postawą manifestują niechęć do trenerów – Czesława Michniewicza, bo chciał wprowadzić w zespole dyscyplinę, i jego następcy Marka Gołębiowskiego, gdyż traktują go jak gościa znikąd, który dopiero musi sobie zapracować na ich szacunek, to przyznaję – myliłem się.

Legioniści grają źle ze strachu

Legioniści nie grają źle, bo są nastawieni anty do kolejnych szkoleniowców, albo w drużynie ścierają się nieprzepadające za sobą grupki piłkarzy, którzy nie potrafią porozumieć się ani w szatni, ani na boisku. Nic z tych rzeczy. Legioniści grają źle ze strachu. Przed stratą gola, popełnieniem błędu, przed szyderą kibiców, przed tym, że w Polsce stali się pośmiewiskiem. Mają głowy tak pełne obaw i lęku, że te demony paraliżują ich w trakcie meczu. I właśnie tak to wyglądało w pierwszej połowie w Zabrzu. Dwa gongi, dwie szybko stracone bramki i Legii… nie było.

Można przypuszczać, że w przerwie piłkarze Legii wpędzili działaczy Górnika w koszty. Patrząc na minę odchodzącego po telewizyjnym wywiadzie Jędrzejczyka, można w ciemno założyć, że w szatni gości tynk leciał ze ścian, jak śnieg z nieba na Mikołajki. Pranie brudów musiało być głośne i… konstruktywne, bo w drugiej połowie graczom z Łazienkowskiej potrzeba było nieco ponad pół minuty, by odrobili dwubramkową stratę. W delegacji na Śląsk legioniści, po przerwie, pokazali, że progres w ich grze jest zauważalny i nie kucają przed rywalami, jak pensjonarki po głośniejszym klaśnięciu matki przełożonej.

Górnicy się cieszyli, trener kopał ściankę

Szkoda tylko, że przyjezdni w pogoni za zwycięskim golem zapomnieli, że piłka nożna polega nie tylko na atakowaniu, ale jej istotną składową jest defensywa i dostali trzecią bramkę. Kiedy górnicy się cieszyli, trener Gołębiewski ze złości kopał w ściankę boksu dla rezerwowych. Ciekawe tylko, czy wściekał się na beztroskę swoich obrońców, czy… na siebie za wystawienie do składu Juriego Ribeiro, Tomasa Pekharta i szczególnie Igora Charatina, który w niedzielę przez 45 minut pokonał na boisku mniejszą odległość, niż ja idąc z pokoju do kuchni po kawę… Fakt, że szkoleniowiec Legii przekombinował ze składem świadczy wyłącznie o braku jego rozeznania co do formy piłkarzy.

Podolski pokazał klasę

Omawiając mecz Górnik – Legia należy kilka słów poświęcić Lukasowi Podolskiemu. Mistrz świata z 2014 roku wreszcie zaliczył pierwsze trafienie w barwach Górnika i zamknął usta krytykom, którzy wypominali mu, że więcej czasu poświęca na pracę w jury niemieckiego „Mam talent”, niż na zgrywanie się z kolegami z zespołu. „Poldi” kilka razy pokazał, że mimo 36 lat na karku, to wciąż wielka piłkarska klasa.

Kończąc wątek Zabrza i Legii, to choć warszawianie znów dostali w czapę, jestem gotów przyjmować zakłady, że w czwartek w Lidze Europy nie przegrają w Anglii z Leicester City. Naiwność? Zobaczymy… Chętnych na podjęcie wyzwania i przyjęcie zakładu zapraszam do kontaktu z redakcją.

Co Skorża obiecał Amaralowi, czyli Ekstraklasa w pigułce

Legia w Ekstraklasie dołuje okrutnie, a jej największy rywal Lech Poznań po dwóch remisach z rzędu, w sobotę pokonał Piasta Gliwice 1:0 i umocnił się na pierwszym miejscu w tabeli. Gola na wagę trzech punktów zdobył Joao Amaral. W tym sezonie zdecydowanie najlepszy piłkarz naszej ligi. Przed rokiem Portugalczyk był wiecznie obrażony, niezadowolony i grał padlinę. W końcu wymusił na szefach Kolejorza wypożyczenie do Pacos Ferreira i wyjechał do ojczyzny. Do Poznania wrócił już inny zawodnik. Do końca nikt nie wie, co go tak odmieniło – portugalskie słońce, czy rozmowa z nowym trenerem Lecha Maciejem Skorżą.

Nie wiadomo również czego owa rozmowa dotyczyła. Gdyby Skorża zamiast dwóch synów miał córkę, można by żartować, że w zamian za doprowadzenie poznaniaków do mistrzostwa, obiecał Amaralowi ją za żonę i do tego dorzucił jeszcze solidny posag. W każdym razie szkoleniowiec Lecha idealnie „przeczytał” krnąbrnego Joao i do niego trafił. Może w wolnej chwili Skorża zechciałby udzielić lekcji zarządzania potencjałem ludzkim Gołębiewskiemu i właścicielowi Legii Dariuszowi Mioduskiemu?

Piotr Dobrowolski


Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport