#Państwo gotowe po fakcie. Tusk i Tygrysek przegrali z zegarkiem
Rosyjski pocisk był szybszy od decyzji.
Reporterzy byli szybsi od Żandarmerii Wojskowej.
Mieszkańcy usłyszeli syreny, ale nie dostali jasnej informacji, co właściwie mają robić.
Tylko komunikat o pełnej gotowości pojawił się bez opóźnienia.
Tak wygląda nieudolność ubrana w mundur sprawnego państwa.
O godzinie 3.40 polskie systemy wykryły niezidentyfikowany obiekt lecący na zachód już w naszej przestrzeni powietrznej. Do jego rozpoznania i przechwycenia skierowano F-16. Sześć minut później obiekt zniknął z radarów — przed jednoznaczną identyfikacją. Spadł pod Tarnawą-Kolonią. citeturn661178search1
Radar widział.
Samolot ruszył.
Pilot był gotowy.
Dowództwo obserwowało.
Tylko państwo nie zdążyło zdecydować, co zrobić.
Donald Tusk przyznał:
> „Żołnierze byli gotowi do zestrzelenia, na szczęście pocisk spadł szybciej, zanim podjęto decyzję o zestrzeleniu”.
To najważniejsze zdanie w całej sprawie. citeturn611685search2
Nie chodzi o rozkaz, którego nie zdążono wykonać.
Nie chodzi o spóźniony strzał.
**Decyzja nie zdążyła zapaść.**
A mimo to Kancelaria Premiera zatytułowała swój komunikat:
**„Wojsko w każdej chwili było gotowe do zestrzelenia pocisku”.**
Gotowe były elementy.
Niegotowy był system.
Bo system obrony nie jest gotowy wtedy, gdy radar wykrywa rakietę i samolot podrywa się z lotniska.
System jest gotowy wtedy, gdy potrafi przejść całą drogę:
wykryć,
rozpoznać,
ocenić zagrożenie,
podjąć decyzję,
otworzyć ogień
— zanim rakieta sama zakończy lot. citeturn661178search0turn661178search1
Tutaj było odwrotnie.
Rakieta była szybsza od identyfikacji.
Szybsza od procedur.
Szybsza od łańcucha decyzyjnego.
Władysław Kosiniak-Kamysz zapewnił później w Sejmie, że pocisk zostałby zestrzelony, gdyby zagrażał obszarom zamieszkanym. Tylko skąd przed uderzeniem miała pochodzić pewność, gdzie spadnie obiekt, którego nie zdążono nawet jednoznacznie zidentyfikować? citeturn661178search2turn661178search1
To nie jest pytanie do pilota.
Pilot wykonywał zadanie.
To nie jest zarzut wobec operatora radaru.
Radar zadziałał.
To jest pytanie do ludzi, którzy odpowiadają za całość.
Do premiera.
Do ministra obrony.
Do tych, którzy przez miesiące opowiadają o gotowości, procedurach i pełnej kontroli.
Bo gotowość nie jest prezentacją.
Gotowość nie jest konferencją prasową.
Gotowość nie jest komunikatem napisanym po wszystkim.
Gotowość sprawdza się w ciągu tych sześciu minut, kiedy nad krajem leci uzbrojony pocisk.
Na tym jednak nie kończy się obraz sprawnego państwa.
Po upadku pocisku policja i straż pożarna odnalazły oraz zabezpieczyły miejsce około godziny 5.11. Dziennikarze Polsat News dotarli przed godziną 6. Żandarmeria Wojskowa — według relacji reporterki stacji — pojawiła się około godziny 7. citeturn840799search0turn840799search2
Nie można więc uczciwie powiedzieć, że media były szybsze od wszystkich służb.
Policjanci i strażacy już tam byli.
Można jednak powiedzieć coś równie kompromitującego:
**reporterzy byli szybsi od wojskowej służby, która powinna uczestniczyć w zabezpieczeniu miejsca upadku prawdopodobnie rosyjskiego pocisku.**
Najpierw rakieta wyprzedziła procedury w powietrzu.
Potem reporterzy wyprzedzili Żandarmerię na ziemi.
A następnie politycy wyprzedzili wyniki śledztwa, ogłaszając, że wszystko działało szybko, sprawnie i prawidłowo.
Równie dobrze zadziałało informowanie obywateli.
Syreny uruchomiono w 17 powiatach. Alertu RCB nie wysłano. Wielu mieszkańców zostało obudzonych alarmem, ale bez jasnej informacji, jakie jest zagrożenie i co powinni zrobić. Dopiero po zdarzeniu RCB zapowiedziało wprowadzenie zasady wysyłania wiadomości po ustaniu niebezpieczeństwa. citeturn438106search1turn438106search2
Czyli znowu:
najpierw zdarzenie,
potem chaos,
następnie tłumaczenie,
na końcu zapowiedź poprawy procedur.
Donald Tusk odpowiada za działanie państwa i zarządzanie kryzysem.
Władysław Kosiniak-Kamysz odpowiada politycznie za system obrony, procedury i organizację reakcji wojska.
Nie mogą zasłaniać się tym, że każdy pojedynczy element był gotowy.
Jeżeli radar działał, pilot był gotowy, dowódca miał uprawnienia, a mimo to uzbrojony pocisk spadł na polskie terytorium przed podjęciem decyzji, to nie jest dowód sprawności całego systemu.
To jest dowód, że system nie zdążył.
Tusk i Tygrysek mogą dziś mówić o profesjonalizmie.
Mogą dziękować żołnierzom.
Mogą zapewniać o pełnej koordynacji.
Mogą tłumaczyć, że rakieta nie zagrażała zabudowaniom.
Ale miejsce upadku poznano dopiero wtedy, gdy pocisk już uderzył.
Nie zatrzymał go polski system obrony.
Nie zatrzymał go F-16.
Nie zatrzymała go decyzja państwa.
**Zatrzymała go polska ziemia.**
I tylko przypadkowi premier oraz minister obrony zawdzięczają, że dzisiaj tłumaczą się z krateru na polu.
A nie z ruin domu.
Rakieta była szybsza od decyzji.
Reporterzy byli szybsi od Żandarmerii.
Obywatele zostali z syreną bez instrukcji.
**Tylko propaganda sukcesu zdążyła na czas.**
Sprawdzaj nowe ustalenia o rakiecie i procedurach MON



Komentarze
Pokaż komentarze (5)