Grażynka musi udowodnić ZUS każdy brakujący miesiąc pracy.
Przy dokumentach z Ukrainy państwo często dostaje już gotową, urzędowo potwierdzoną historię.
Grażynkę sprawdza system. A kto sprawdza historię pod zagraniczną pieczątką?
Pani Grażynka znowu stoi za ladą.
Znamy ją już z „Paragonu kłamstw”. Dostawa przyjechała, więc Grażynka patrzyła. Liczyła. Sprawdzała.
Bo gdy na fakturze było dziesięć kartonów, a przyjechało dziewięć, nie mogła powiedzieć kierownikowi:
– Na papierze się zgadzało.
Papier papierem. Towar trzeba było policzyć.
Dzisiaj Grażynka ma już swoje lata. Przepracowała większość życia. Kiedy przyjdzie do ZUS po emeryturę, państwo zajrzy do jej historii. Jeżeli części danych zabraknie — zwłaszcza dotyczących starszych okresów — to ona będzie szukała świadectw, zaświadczeń o wynagrodzeniu i dokumentów z archiwów.
Bo przecież chodzi o publiczne pieniądze.
I bardzo dobrze.
Tylko że kilka okienek dalej zaczyna się świat, w którym polskie państwo korzysta z informacji potwierdzonych przez instytucję innego państwa.
I wtedy robi się ciekawie.
JEDEN ZUS. DWA RÓŻNE PYTANIA
Polska i Ukraina mają obowiązującą od 2014 roku umowę o zabezpieczeniu społecznym. Dzięki niej okresy ubezpieczenia z obu krajów mogą być sumowane przy ustalaniu prawa do określonych świadczeń.
Umowa jest wzajemna. Korzystać mogą z niej również Polacy, którzy pracowali na Ukrainie.
Nie oznacza ona też, że obywatel Ukrainy dostaje pełną polską emeryturę za jeden dzień pracy. Takie hasło byłoby zwyczajnie nieprawdziwe.
Trzeba rozdzielić dwie rzeczy.
Osoba urodzona po 31 grudnia 1948 roku może nabyć prawo do własnej polskiej emerytury nawet po bardzo krótkim okresie ubezpieczenia w Polsce. Jej podstawowa wysokość wynika jednak z kapitału i składek zapisanych w polskim systemie. Po jednym dniu pracy może to być świadczenie symboliczne.
Czym innym jest podwyższenie sumy świadczeń do poziomu polskiej emerytury minimalnej.
Jak wyjaśnia ZUS, osoba mieszkająca na stałe w Polsce, która pobiera świadczenie polskie i ukraińskie, może w określonych przypadkach otrzymać dopłatę do polskiego minimum. Przy nowej emeryturze wymagany staż wynosi 20 lat dla kobiety i 25 lat dla mężczyzny. Przy spełnianiu tego warunku mogą zostać uwzględnione okresy ukraińskie.
Najpierw sumuje się jednak świadczenie polskie i ukraińskie. ZUS pokrywa ewentualną różnicę między tą sumą a polskim minimum.
Od 1 marca 2026 roku minimalna emerytura wynosi 1978,49 zł brutto.
Pytanie nie brzmi więc tylko:
ile ktoś wpłacił do polskiego systemu?
Brzmi również:
jak potwierdzono dwadzieścia albo dwadzieścia pięć lat przepracowanych poza Polską?
PRZED 2004 ROKIEM ZACZYNA SIĘ PAPIER
Ukraiński Fundusz Emerytalny sam wyjaśnia, że staż po 1 stycznia 2004 roku jest ustalany na podstawie państwowego rejestru osób ubezpieczonych.
Istnieje cyfrowy ślad.
Wcześniejsze okresy to inna historia.
Podstawowym dokumentem jest książeczka pracy. Jeżeli jej nie ma albo znajdują się w niej błędy, mogą zostać wykorzystane zaświadczenia, wyciągi z dokumentacji, listy płac, umowy i materiały archiwalne.
A jeżeli dokumentów nie można uzyskać z powodu wojny, katastrofy albo innych nadzwyczajnych okoliczności?
Ukraiński Fundusz Emerytalny opisuje procedurę, w której okres pracy może zostać potwierdzony zeznaniami co najmniej dwóch świadków spełniających określone warunki.
Jak wygląda dalsza droga tej informacji?
Dla potrzeb polskiej emerytury ZUS uzyskuje od Funduszu Emerytalnego Ukrainy urzędowe zaświadczenie UA-PL 6, potwierdzające ukraińskie okresy ubezpieczenia.
Trzeba tu zaznaczyć coś ważnego.
Umowa nie nakazuje ZUS ślepego zaufania. Porozumienie administracyjne przewiduje wymianę dostępnych dokumentów i informacji, wzajemną pomoc oraz weryfikowanie określonych danych dotyczących wnioskodawcy i jego rodziny.
Polski ZUS ma więc instrumenty pozwalające zadawać pytania stronie ukraińskiej.
Z publicznie opisanej procedury nie wynika jednak, czy wraz z każdym zaświadczeniem UA-PL 6 ZUS otrzymuje materiał źródłowy, na podstawie którego okres został potwierdzony.
Czy widzi książeczkę pracy?
Czy widzi zaświadczenia z zakładów i archiwów?
Czy w przypadku okresu ustalonego na podstawie świadków otrzymuje protokoły ich przesłuchania?
Czy materiał źródłowy jest kontrolowany tylko wtedy, gdy pojawią się konkretne wątpliwości?
Ile takich dodatkowych kontroli przeprowadzono?
To nie jest oskarżenie.
To jest pytanie o głębokość kontroli.
Fałszywą kartkę można wykryć.
Znacznie trudniej wykryć nieprawdziwą informację, która zdążyła już znaleźć się w prawdziwym dokumencie urzędowym.
POSZLI DO ZUS. WRÓCILI BEZ UŚMIECHU
2 września 2026 roku posłowie Sławomir Mentzen i Ryszard Wilk przeprowadzili interwencję w ZUS.
Pytali między innymi o możliwość uzyskania polskiego świadczenia po bardzo krótkim okresie ubezpieczenia w Polsce oraz o zasiłki pogrzebowe związane ze śmiercią członków rodzin przebywających na Ukrainie.
Według relacji opublikowanej przez Konfederację oba mechanizmy zostały podczas spotkania potwierdzone.
Wilk podał również, powołując się na dane Ministerstwa Rodziny, że w samym lipcu dopłaty i wyrównania do minimalnych emerytur obywateli Ukrainy miały wynieść około 5 mln zł.
Ta kwota nie została dotychczas przedstawiona w publicznej tabeli ministerstwa ani potwierdzona w oficjalnej odpowiedzi.
3 września wpłynęła do Sejmu interpelacja nr 19597, której autor pyta dokładnie o te 5 mln zł, liczbę odbiorców oraz o to, jaka część wypłaty dotyczyła wcześniejszych okresów.
Do 12 września odpowiedzi nie było.
Dlatego 5 mln zł można dziś uczciwie opisywać jako informację podaną przez posła Wilka, a nie jako ostatecznie zweryfikowaną kwotę.
Nie należy też bezmyślnie mnożyć jej przez dwanaście i ogłaszać rocznego rachunku.
Ale istnieje wystarczający powód, aby państwo opublikowało pełne dane: liczbę świadczeniobiorców, wysokość bieżących dopłat, kwoty wyrównań wstecz oraz długość ich polskiego stażu.
7000 ZŁ. CZŁOWIEK ZMARŁ TYSIĄC KILOMETRÓW DALEJ
Od 1 stycznia 2026 roku zasiłek pogrzebowy wynosi 7000 zł.
Jeżeli członek rodziny osoby ubezpieczonej w Polsce umrze poza naszym krajem, świadczenie może zostać wypłacone również wtedy, gdy zmarły nigdy w Polsce nie pracował i nie opłacał tutaj składek.
Nie jest to specjalne świadczenie dla Ukraińców. Taka sama zasada dotyczy każdego ubezpieczonego w Polsce, niezależnie od obywatelstwa.
Wnioskodawca musi ponieść koszty pogrzebu, przedstawić wymagane dokumenty, zagraniczny akt zgonu oraz udowodnić pokrewieństwo. Jeżeli jest członkiem rodziny zmarłego, otrzymuje pełną kwotę 7000 zł niezależnie od faktycznej wysokości udokumentowanych kosztów.
Przepisy nie przewidują minimalnego okresu wcześniejszego ubezpieczenia w Polsce.
25 sierpnia 2026 roku do Sejmu wpłynęła interpelacja nr 19434, skierowana do ministra rodziny. Do resortu została przekazana 3 września. Do 12 września nie opublikowano odpowiedzi.
Posłowie zapytali o liczbę wypłat związanych ze śmiercią członków rodzin obywateli Ukrainy poza Polską, ich łączną wartość, sposób weryfikowania dokumentów oraz brak minimalnego okresu ubezpieczenia.
Jednak podobne pytania padły już wcześniej.
W listopadzie 2025 roku grupa posłów zapytała między innymi, jak ZUS weryfikuje akty zgonu wystawione za granicą i czy sprawdza, czy za ten sam pogrzeb świadczenie nie zostało wypłacone z innego tytułu.
Tym razem rząd odpowiedział.
RZĄD ODPOWIEDZIAŁ. I TU ROBI SIĘ CIEKAWIE
W odpowiedzi na interpelację nr 13694 Ministerstwo Rodziny wyjaśniło, że do wniosku składanego w ZUS dołącza się zagraniczny akt stanu cywilnego. Dokument zasadniczo powinien być przetłumaczony przez tłumacza przysięgłego, chyba że pochodzi z państwa objętego odpowiednią umową. ZUS może również zlecić tłumaczenie we własnym zakresie, jeżeli pojawią się wątpliwości.
Umowa polsko-ukraińska zwalnia dokumenty potrzebne do jej realizacji z uwierzytelniania przez władze dyplomatyczne i konsularne.
Brak apostille lub legalizacji nie oznacza automatycznie braku kontroli. Jest uproszczeniem wynikającym z umowy międzynarodowej.
Znacznie ciekawszy jest mechanizm dotyczący możliwego zbiegu świadczeń.
Ministerstwo napisało, że zasiłek przysługuje tylko z jednego tytułu, a wnioskodawca oświadcza, czy został on już wypłacony z innego tytułu, oraz potwierdza prawdziwość danych.
W odpowiedzi opisano porozumienie między ZUS i KRUS.
Nie wskazano natomiast wspólnego polsko-ukraińskiego rejestru ani zasady, według której ZUS w każdym przypadku zwraca się do instytucji ukraińskiej o potwierdzenie, że analogicznego świadczenia nie wypłacono w innym systemie.
Ministerstwo poinformowało jednocześnie, że nie zgłaszano mu nieprawidłowości dotyczących wypłacania zasiłków pogrzebowych ani procedury weryfikacji.
Trzeba też uczciwie pokazać skalę.
W latach 2018–2024 ZUS wypłacił osobom nieposiadającym polskiego obywatelstwa zasiłki pogrzebowe o łącznej wartości 37,35 mln zł. Dane dotyczą wszystkich cudzoziemców i nie mówią, ilu zmarłych pochowano poza Polską.
Z kolei według danych przytoczonych przez money.pl w latach 2021–2025 obywatele Ukrainy złożyli 36 wniosków o łącznej wartości 144 tys. zł.
Dane te nie oznaczają, że wszystkie te przypadki dotyczyły osób zmarłych na Ukrainie.
To nie jest finansowa lawina.
Nie ma więc podstaw, aby ogłaszać masowe wyłudzanie zasiłków przez Ukraińców.
Ale mała dotychczasowa skala nie odpowiada na pytanie o szczelność mechanizmu, zwłaszcza po podniesieniu świadczenia do 7000 zł.
800+. TU NAGLE DAŁO SIĘ SPRAWDZAĆ
Przy świadczeniu, które kiedyś nazywaliśmy 500+, a dziś wynosi 800+, państwo w 2026 roku postanowiło mechanizm dla obywateli Ukrainy uszczelnić.
Od 1 lutego obywatel Ukrainy ze statusem UKR musi złożyć nowy wniosek i spełnić warunek aktywności zawodowej. Dziecko co do zasady musi realizować obowiązek szkolny lub przedszkolny w polskiej placówce. Rodzic i dziecko muszą mieszkać w Polsce.
ZUS sprawdza aktywność na podstawie danych z systemów ubezpieczeniowych. Może kontrolować spełnianie warunków co miesiąc i wstrzymać wypłatę, jeżeli pojawią się wątpliwości.
Zmiany objęły około 150 tysięcy osób.
Czyli można.
Można powiedzieć:
chcesz publiczne pieniądze — pokaż, że spełniasz warunki.
Można porównywać rejestry.
Można sprawdzać szkołę.
Można kontrolować aktywność zawodową i miejsce zamieszkania.
Można wstrzymać wypłatę.
Skoro można przy 800+, obywatel ma prawo zapytać, jak głęboka kontrola działa przy emeryturach i zasiłkach opartych na dokumentach powstałych poza Polską.
NIE CHODZI O NARODOWOŚĆ
Ten tekst nie dowodzi, że tysiące Ukraińców oszukują ZUS.
Nie dowodzi, że po Polsce krążą fałszywe akty zgonu.
Nie dowodzi, że ukraińskie urzędy produkują fikcyjne staże.
Dostępne dane nie pokazują masowej skali takich nadużyć.
Bez dowodów podobne oskarżenia byłyby zwykłym pomówieniem.
Ale państwo nie powinno budować kontroli na założeniu, że skoro dokument ma pieczątkę, wszystkie pytania się kończą.
Przeciwnie.
Im trudniejsze warunki w kraju pochodzenia dokumentu, im więcej zniszczonych archiwów, terenów okupowanych i procedur zastępczych, tym ważniejsza staje się możliwość sprawdzenia materiału źródłowego.
To jest argument za pomaganiem ludziom.
Ale jednocześnie jest to argument za dokładną kontrolą publicznych pieniędzy.
Jedno drugiego nie wyklucza.
Pieniądze nie są Tuska.
Nie są ministra.
Nie są prezesa ZUS.
Są publiczne.
GRAŻYNKA ZNÓW LICZY
Wieczorem Grażynka zamyka kasę.
Stan musi się zgadzać.
Brakuje dwudziestu złotych?
Będzie szukanie.
Paragon po paragonie.
Transakcja po transakcji.
Bo nikt jej nie powie:
– Pani Grażyno, dwadzieścia złotych to przy budżecie sklepu niewielka kwota. Proszę się nie przejmować.
Nie.
Ma się zgadzać.
Tymczasem w systemie państwowym słyszymy o milionach wyrównań i mechanizmach opartych częściowo na danych pochodzących zza granicy.
Dlatego nie pytam, czy człowiek z Ukrainy zasługuje na pomoc.
Pytam o coś znacznie bardziej przyziemnego.
Czy Polska przed wypłatą pieniędzy potrafi sprawdzić nie tylko pieczątkę, ale również historię, którą ta pieczątka potwierdza?
Bo pani Grażynka musi rozliczyć każdą złotówkę.
Państwo też powinno.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)