15 TYSIĘCY EURO MIESIĘCZNIE
Artur Chodziński, były agent Centralnego Biura Antykorupcyjnego, miał otrzymywać od Przemysława Krala 15 tysięcy euro miesięcznie.
Za co?
Według ustaleń TVN24 miał między innymi przekazać Kralowi wrażliwe informacje dotyczące dziennikarza zajmującego się Zondacrypto.
Ale robi się ciekawiej.
Chodziński miał również zapewniać Krala, że posiada możliwości dotarcia tam, gdzie zwykły przedsiębiorca raczej nie puka do drzwi.
Do ludzi związanych z Biurem Bezpieczeństwa Narodowego.
Do Przemysława Czarnka.
Do inwestora z otoczenia Viktora Orbána.
Czy rzeczywiście wszystkie te możliwości miał?
Tego jeszcze nie wiemy.
Ale ktoś płacił 15 tysięcy euro miesięcznie za przekonanie, że takie drzwi można otwierać.
I to już jest interesująca informacja sama w sobie.
TAŚMY MIAŁY TRAFIĆ DO BBN
Jest jeszcze jeden szczegół.
Kral nagrał rozmowy z funkcjonariuszem ABW, który próbował nawiązywać nieoficjalne kontakty z ludźmi giełdy.
Chodziński miał deklarować, że pliki z tymi rozmowami przekaże komuś w BBN.
Czy przekazał?
Nie wiadomo.
Ale właśnie takie pytania pokazują, dlaczego Zondacrypto przestało być historią o upadłej giełdzie kryptowalutowej.
Tutaj coraz mniej chodzi o kryptowaluty.
Coraz bardziej o sieć kontaktów.
Kto znał kogo?
Kto komu otwierał drzwi?
Kto za to brał pieniądze?
I kto naprawdę miał dostęp do ludzi państwa, a kto tylko sprzedawał takie wrażenie?
KRAL WYBRAŁ PROKURATURĘ
Prokurator Ewa Wrzosek potwierdziła, że Przemysław Kral współpracuje ze śledczymi.
Powiedziała przy tym coś jeszcze.
Że może jedynie domniemywać, iż Kral, decydując się na współpracę, mniej obawiał się wymiaru sprawiedliwości niż swoich kolegów.
To jedno zdanie mówi o atmosferze tej sprawy więcej niż niejeden komunikat prokuratury.
Bo Kral nie jest przypadkowym świadkiem.
Jest podejrzanym.
Człowiekiem, który po zaginięciu Sylwestra Suszka stanął na czele Zondacrypto.
Jeżeli właśnie on uznał, że bezpieczniej będzie mówić niż milczeć, pytanie nie brzmi już tylko:
co wie Kral?
Pytanie brzmi:
kogo się boi?
PIESIEWICZ ZOSTAJE W ARESZCIE
W tym samym czasie zamknął się kolejny etap historii Radosława Piesiewicza.
14 września Sąd Okręgowy w Katowicach nie uwzględnił zażalenia jego obrony.
Były już prezes PKOl pozostaje w tymczasowym areszcie.
Tego samego dnia zarząd Polskiego Komitetu Olimpijskiego odwołał go ze stanowiska.
Jeszcze kilka tygodni temu był szefem jednej z najważniejszych instytucji polskiego sportu.
Dzisiaj siedzi w areszcie, a PKOl wybiera jego następcę.
Zarzuty są zarzutami, nie wyrokiem.
Ale tempo, w jakim rozsypuje się otoczenie tej sprawy, jest coraz trudniejsze do ignorowania.
PIĘCIU PODEJRZANYCH
Według najnowszego podsumowania śledztwa zarzuty dotyczą już pięciu osób.
Wszystkie trafiły do aresztu.
Klienci zgłosili setki milionów złotych strat.
Operator giełdy upadł.
Założyciel BitBay Sylwester Suszek zaginął w 2022 roku.
Jego następca współpracuje dziś z prokuraturą.
Były agent CBA pojawia się przy pieniądzach, kontaktach i próbach dojścia do ludzi państwa.
Prezes PKOl traci stanowisko i pozostaje za kratami.
A śledczy mówią o nowych okolicznościach i nowych przestępstwach.
Jeszcze ktoś uważa, że to tylko historia o kryptowalutach?
KTO BĘDZIE NASTĘPNY?
W poprzednim tekście pytałem, dlaczego państwo zaczęło działać dopiero wtedy, gdy giełda się zawaliła.
To pytanie pozostaje aktualne.
Ale pojawiło się drugie.
Być może ważniejsze.
Jak daleko sięgała sieć ludzi, którzy wokół Zondacrypto załatwiali kontakty, otwierali drzwi, przekazywali informacje albo twierdzili, że potrafią to zrobić?
Bo kiedy Kral milczał, mogliśmy oglądać tylko fragment tej układanki.
Teraz Kral mówi.
I nagle pojawiają się następne nazwiska, następne kontakty i następne drzwi.
7 września napisałem, że ta historia dopiero się rozpędza.
Tydzień później można dopisać:
to nie giełda zaczęła się rozpędzać.
Rozpędziło się śledztwo.
A skoro człowiek ze środka zaczął mówić, pozostaje jedno pytanie:
kto następny usłyszy pukanie do drzwi?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)