SquareWrestler SquareWrestler
181
BLOG

ZAKUTE ŁBY — S2 #33. Trybunał na skróty. Kto wiedział o Berku?

SquareWrestler SquareWrestler Polityka Obserwuj notkę 10
Gdy plan Tuska z Trzaskowskim się nie powiódł, przebudowa Trybunału Konstytucyjnego napotkała przeszkodę: prezydenta, który nie zamierzał automatycznie odbierać wszystkich ślubowań. Potem przyszli Berek, ślubowanie bez Nawrockiego, konflikt ze Święczkowskim i działania prokuratury. A na koniec Pełczyńska-Nałęcz, która zakwestionowała kwalifikacje kandydata popartego przez własny obóz.

GDY PLAN TUSKA Z TRZASKOWSKIM SIĘ NIE POWIÓDŁ


1 czerwca 2025 roku Rafał Trzaskowski przegrał wybory prezydenckie z Karolem Nawrockim. Różnica wyniosła niecałe dwa punkty procentowe. Dla koalicji rządzącej oznaczało to dalsze funkcjonowanie z prezydentem spoza własnego obozu politycznego.


I właśnie w tym miejscu warto spojrzeć na późniejsze wydarzenia wokół Trybunału Konstytucyjnego.


Wyobraźmy sobie inny scenariusz. Trzaskowski wygrywa wybory, a większość sejmowa przystępuje do obsadzania kolejnych miejsc w TK. Sędziów nadal wybiera Sejm, ale ślubowanie odbiera prezydent. Politycznie sprzyjający rządowi gospodarz Pałacu Prezydenckiego mógłby znacząco ułatwić cały proces.


Czy taki właśnie był zamiar Tuska? Nie znamy dokumentu, który potwierdzałby wcześniejsze ustalenia dotyczące konkretnych nominacji. Jednak sekwencja wydarzeń pozwala postawić pytanie, czy zwycięstwo Trzaskowskiego miało również otworzyć drogę do sprawniejszej przebudowy Trybunału.


W rzeczywistości prezydentem został Nawrocki.


13 marca 2026 roku Sejm wybrał sześcioro sędziów TK. Prezydent 1 kwietnia odebrał ślubowanie od dwojga: Magdaleny Bentkowskiej i Dariusza Szostka. Pozostała czwórka nie otrzymała zaproszenia do Pałacu Prezydenckiego. 9 kwietnia złożyła ślubowanie w Sejmie, bez obecności głowy państwa.


Bogdan Święczkowski nie uznał tej formy za skuteczne objęcie urzędu.


We wrześniu pojawił się następny kandydat: Maciej Berek, dotychczasowy członek rządu Donalda Tuska.


W październiku scenariusz ślubowania bez prezydenta powtórzono.


Gdyby prezydentem był Trzaskowski, obecny konflikt mógłby wyglądać zupełnie inaczej. Nie oznacza to, że musiałby akceptować każdą kandydaturę. Pokazuje natomiast, jak ważne w całej układance okazało się stanowisko prezydenta.


CZTERY LATA W TEORII, KILKA TYGODNI W PRAKTYCE


W 2024 roku obóz rządzący przygotował reformę Trybunału Konstytucyjnego. Jednym z jej założeń była czteroletnia karencja dla byłych członków Rady Ministrów, parlamentarzystów i działaczy partyjnych ubiegających się o stanowisko sędziego TK.


Chodziło o ograniczenie bezpośredniego przenoszenia wpływów politycznych do instytucji kontrolującej zgodność prawa z konstytucją.


Ustawa nie weszła w życie. Andrzej Duda skierował ją do kontroli prewencyjnej, a Trybunał zakwestionował część jej przepisów. Oznacza to, że czteroletnia karencja nie obowiązywała podczas wyboru Berka we wrześniu 2026 roku.


Pozostało jednak pytanie o standardy, które wcześniej przedstawiano jako niezbędne do naprawy państwa.


Maciej Berek jeszcze w sierpniu był członkiem rządu Donalda Tuska. 4 września Sejm wybrał go na sędziego TK.


Wystarczyło kilka tygodni, by zasada czteroletniego dystansu od polityki, proponowana przez tę samą większość parlamentarną, przestała mieć znaczenie dla jej własnego kandydata.


Nie dowodzi to automatycznie nielegalności wyboru. Pokazuje natomiast sprzeczność między wcześniej deklarowanym standardem a polityczną praktyką.


DZIESIĘĆ LAT, KTÓRE TRZEBA POTWIERDZIĆ


Drugi problem jest znacznie bardziej konkretny. Ustawa wymaga od kandydata na sędziego TK kwalifikacji odpowiednich dla sędziego Sądu Najwyższego lub Naczelnego Sądu Administracyjnego. W przypadku Berka spór dotyczy przede wszystkim wymaganego okresu wykonywania zawodu radcy prawnego.


Berek przedstawił zaświadczenie Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie. Według ewidencji zgłaszał wykonywanie zawodu w latach 2006–2009 oraz ponownie od sierpnia 2012 roku. Sam utrzymuje, że wykonywał zawód przez ponad 17 lat.


Kancelaria Prezydenta zakwestionowała wystarczalność tej dokumentacji. Jej zastrzeżenia dotyczą tego, czy zgłoszone okresy można w całości uznać za rzeczywiste wykonywanie zawodu w rozumieniu przepisów.


I tu pojawia się podstawowe pytanie: skoro wątpliwości zgłoszono jeszcze przed głosowaniem, dlaczego nie doprowadzono do ich jednoznacznego wyjaśnienia?


Zaświadczenie o zgłoszonych okresach wykonywania zawodu jest dokumentem. Nie zastępuje jednak automatycznie pełnej weryfikacji konkretnych czynności zawodowych, jeżeli ich charakter został zakwestionowany. Z drugiej strony samo żądanie dodatkowych dokumentów nie przesądza, że kandydat nie spełnia wymogów.


Właśnie dlatego sprawa wymaga faktów, a nie politycznych zapewnień.


ŚLUBOWANIE WOBEC NIEOBECNEGO PREZYDENTA


14 października Maciej Berek złożył ślubowanie w Sejmie, posługując się formułą odnoszącą się do prezydenta RP. Karola Nawrockiego podczas uroczystości nie było.


Art. 4 ustawy o statusie sędziów TK przewiduje złożenie ślubowania wobec prezydenta. Strona prezydencka uważa, że bez jego obecności wymóg ten nie został spełniony. Zwolennicy alternatywnej formy powołują się natomiast na argument, że prezydent nie może bezterminowo blokować objęcia urzędu przez osobę wybraną przez Sejm.


Podobną możliwość w szczególnych okolicznościach wskazała Komisja Wenecka. Jej opinia nie zmienia jednak automatycznie treści polskiej ustawy, a prawna skuteczność ślubowania pozostaje przedmiotem sporu.


Berek udał się następnie do siedziby Trybunału. Prezes Bogdan Święczkowski nie dopuścił go do orzekania.


Spór, który powinien znaleźć rozwiązanie w procedurach prawnych, przeniósł się przed drzwi gabinetów i na korytarze Trybunału.


PREZES W DRZWIACH, PROKURATURA W AKCJI


Święczkowski przyznał, że zablokował Berkowi przejście do części sędziowskiej, zaprzeczając jednocześnie, by doszło do szarpaniny. Berek również mówił, że szarpaniny nie było, ale uznał zachowanie prezesa za fizyczne uniemożliwienie mu wejścia. Złożył zawiadomienie dotyczące naruszenia nietykalności.


16 października prokurator pojawił się w Trybunale w celu zabezpieczenia monitoringu i dokumentacji. 26 października Berek został przesłuchany jako pokrzywdzony.


27 października prokurator krajowy Dariusz Korneluk poinformował o planach przesłuchania prezydenta Karola Nawrockiego w charakterze świadka. W szerszym śledztwie dotyczącym niedopuszczenia osób wybranych do TK do orzekania zarzuty przedstawiono już dwóm pracownikom Trybunału. Nie oznacza to jednak udowodnienia im winy ani postawienia zarzutów prezesowi lub prezydentowi.


Tymczasem Donald Tusk 16 października publicznie mówił o konieczności „wysadzenia z siodła” Bogdana Święczkowskiego. Prezes TK pozostaje na stanowisku i podtrzymuje swoje stanowisko dotyczące ślubowań.


Powstaje pytanie, gdzie przebiega granica między egzekwowaniem prawa a politycznym naciskiem na instytucję, która powinna pozostawać niezależna.


ZGROMADZENIE OGÓLNE BEZ PREZESA?


Berek zapowiedział również, że Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK może odbyć się nawet bez jego zwołania przez Święczkowskiego. Szczegółowej konstrukcji prawnej takiego rozwiązania publicznie nie przedstawił.


Tymczasem obowiązujące przepisy określają zarówno sposób zwoływania zgromadzenia, jak i warunki podejmowania uchwał. Art. 8 przewiduje co do zasady obecność co najmniej dwóch trzecich sędziów i prezesa TK, z ustawowo wskazanym wyjątkiem.


Samo ogłoszenie posiedzenia nie wystarcza więc jeszcze do stwierdzenia, że będzie ono mogło podejmować skuteczne uchwały.


Nie wystarczy zapowiedzieć nowego porządku. Trzeba jeszcze wykazać jego podstawę prawną.


I WTEDY POJAWIAJĄ SIĘ TAŚMY


26 października media nagłośniły nagranie ujawnione przez wPolsce24, pochodzące według stacji z wewnętrznego spotkania Polski 2050. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz krytykowała na nim decyzję o poparciu Macieja Berka.


Zwróciła uwagę na przejście polityka bezpośrednio z rządu do instytucji, którą koalicja zapowiadała odpolitycznić. Padło też stwierdzenie, że kandydat nie spełniał wymogów formalnych.


Najważniejsza była jednak końcówka wypowiedzi:


„I to jest fakt. I poparliśmy to”.


To nie jest opinia anonimowego komentatora. To wypowiedź osoby, która przez znaczną część kadencji uczestniczyła w pracach obozu rządzącego.


Pełczyńska-Nałęcz nie przedstawiła na nagraniu szczegółowej dokumentacji potwierdzającej zarzut wobec Berka. Nie wskazała też, kto konkretnie znał zastrzeżenia przed głosowaniem i na jakiej podstawie je oceniał. Jej słowa stanowią jednak wystarczający powód, by domagać się publicznych wyjaśnień.


4 września jedenastu posłów Polski 2050 głosowało za Berkiem, jeden był przeciw, a trzech nie oddało głosu.


Czy posłowie znali zastrzeżenia dotyczące kwalifikacji? Czy przekazano im pełne wyjaśnienia? Czy ktokolwiek zażądał dodatkowego sprawdzenia dokumentów przed poparciem kandydatury?


To pytania, na które można odpowiedzieć, nie rozstrzygając z góry o legalności wyboru.


KTO RZĄDZI, A KTO ODPOWIADA?


Gdy przyjrzymy się całej chronologii, zobaczymy trzy etapy tego samego konfliktu.


Najpierw wybory prezydenckie, po których rządząca większość nie uzyskała politycznie sprzyjającego prezydenta. Później spór o możliwość obejmowania urzędów przez wybranych sędziów i skuteczność ślubowań składanych bez udziału głowy państwa. Wreszcie kandydatura Berka, której towarzyszą odrębne zastrzeżenia dotyczące kwalifikacji zawodowych.


Teraz dochodzi wypowiedź Pełczyńskiej-Nałęcz, która własnemu obozowi zarzuca poparcie kandydata niespełniającego — w jej ocenie — wymogów formalnych.


Nie zastępuje ona wyroku ani kontroli dokumentów. Zmienia jednak charakter pytań stawianych politykom.


Dotąd pytano, dlaczego prezydent nie odbiera ślubowania.


Teraz należy zapytać również tych, którzy dokonali wyboru:


Co wiedzieliście o kandydacie, zanim podnieśliście rękę za jego wyborem?


A jeśli polityczny plan przebudowy Trybunału zakładał współpracę z prezydentem wywodzącym się z własnego obozu, warto postawić jeszcze jedno pytanie: czy przewidziano zgodne z prawem rozwiązanie na wypadek, gdyby wybory wygrał ktoś inny?


Bo państwa prawa nie naprawia się samą deklaracją, że działa się w jego imieniu.


A standard, który obowiązuje tylko przeciwników politycznych, bardzo szybko przestaje być standardem.


Staje się wygodnym narzędziem.

Głos obywatela, który ma dość politycznego teatru i duopolu. Zadaję pytania o dokumenty, podpisy i interes publiczny tam, gdzie władza woli rzucać etykiety. Nie bronię polityków, sprawdzam ich. SquareWrestler | Zakute łby Publicystyka bez taryfy ulgowej. Fakty, dokumenty i niewygodne pytania. Zakute łby — Rap Manifest Gdy artykuły zaczynają mówić rytmem. https://suno.com/s/40w3LYtQeFAGsZd

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka