0 obserwujących
21 notek
28k odsłon
  1049   0

Dlaczego nie będzie Budapesztu w Warszawie?

To fakt, jest analogia pomiędzy Węgrami 2010, a Polską 2013. Nieudolna i leniwa władza, która trwoni energię społeczną, postkomunistyczne kliki, oblepiające instytucje i spółki państwowe, liczne afery, korupcja, spróchniały wymiar sprawiedliwości, konająca służba zdrowia, fatalne szkolnictwo, gigantyczne podatkowe obciążenia rodzin, sekowanie narodowych symboli, niszczenie narodowej dumy, wiernopoddańcze hołdy składane zagranicznym instytucjom, wyprzedaż majątku narodowego, tłamszenie rodzimej przedsiębiorczości, zawłaszczenie mediów przez jedną opcję polityczną, pozbawienie obywateli marzeń o wielkim i silnym Państwie… Listę można ciągnąć w nieskończoność. 

Wszystko wskazuje na to, że podobieństwa te doprowadzą do podobnego rezultatu, czyli zwycięstwa w wyborach największej partii opozycyjnej. Coraz wyraźniej widać, że w Polsce, tak jak na Węgrzech, zmianę władzy poprzedzą wielkie uliczne protesty społeczne. Już zapowiada je Solidarność. I choć ich bezpośredni powód będzie inny, to jednak praprzyczyna ta sama - sprzeciw obywateli wobec aroganckiej i złodziejskiej władzy.

Siłą rzeczy do roli polskiego Fideszu aspiruje Prawo i Sprawiedliwość, partia najlepiej przygotowana do przejęcia władzy. Najlepiej, biorąc pod uwagę rodzimą konkurencję. Jeśliby jednak przyrównać PiS do Fideszu, nie wypada już tak dobrze. 

Po zwycięstwie Fideszu w 2010 roku, gdy Viktor Orban po raz drugi obejmował tekę premiera, doskonale wiedział, że aby zreformować kraj, musi działać szybko i skutecznie. Był do tego świetnie przygotowany, pracując systemowo przez 8 długich lat bycia w opozycji. Sięgnął przede wszystkim po kapitał społeczny. Zachęcał obywateli do tworzenia kręgów obywatelskich – tysięcy kilku, kilkunastoosobowych nieformalnych grupek, działających dla dobra lokalnej społeczności. Z czasem kręgi te, otrzymując organizacyjne wsparcie, stały się podstawą do tworzenia platform programowych, które opracowywały program dla Państwa we wszelkich możliwych dziedzinach. Fidesz, przejmując pełnię władzy, mógł stworzyć rząd, który działa jak automat. Efekt był piorunujący: zmiana konstytucji, 16 procentowy podatek liniowy dla obywateli, ulgi podatkowe dla rodzin z dziećmi, wsparcie dla małych i średnich firm, mnóstwo ustaw, które odmieniły Węgry, a obywatelom przywróciły poczucie godności i dumę narodową.

Śledząc marsz PiS-u po władzę, po 8 latach grzania opozycyjnej ławy, obserwując Jarosława Kaczyńskiego, który zapewne po raz drugi zostanie premierem, mam wątpliwości, czy partia i jej lider wiedzą co chcą osiągnąć. Odsunięcie od władzy nieudaczników z PO i PSL będzie sukcesem porównywalnym z odebraniem podpalaczowi zapałek. Jest konieczne, ale nie wystarczy. Trzeba mieć plan, rozpisany na powyborcze tygodnie i miesiące, na to jak ugasić pożar i odbudować to, co poprzednicy obrócili w ruinę. Każda dziedzina wymaga zmian, trudnych reform. Kiedy, jeśli nie teraz, przedstawiać Polakom alternatywę, narzucać tematy debaty publicznej, przekonywać do własnych rozwiązań, budzić z letargu, dawać nadzieję na lepsze jutro?

Niestety, PiS jest reaktywny, wyciszony, cały czas gdzieś w narożniku. Zamiast narzucać tematy publicznej debaty i domagać się od rządu zajęcia stanowiska, daje się pozycjonować w roli krytyka rządowych pomysłów. Zamiast promować silnego i zdeterminowanego do przejęcia rządów lidera, chowa go, stosując prymitywną taktykę: im prezesa mniej w mediach – tym lepiej dla sondaży.  Nie da się w ten sposób zbudować trwałego społecznego poparcia. Ograniczanie się do krytykowania rządu, zgromadzi wyłącznie niezadowolonych, a łaska frustratów na pstrym koniu jeździ.

Fidesz, idąc po władzę, przedstawiał bardzo jasną i precyzyjną wizję swych rządów. Dzięki temu, kontrast pomiędzy wypalonym i skompromitowanym rządem, a silną formacją, która ma konkretny plan wyprowadzenia kraju na prostą – był dla Węgrów doskonale widoczny. Koncepcja Fideszu zyskała gigantyczne poparcie społeczne. Był to atut nie do przecenienia nie tylko w kraju, ale również poza nim. Viktor Orban, który poprzez swoje zdecydowane reformy, stał się w Europie wrogiem publicznym numer jeden, w starciach z europejskimi instytucjami i nieprzychylnymi mediami, mógł liczyć na zdecydowane wsparcie obywateli. To było jego siłą i argumentem w rozmowach z liberalnymi władcami Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Najważniejszym zadaniem jakie stoi przed PiS i Jarosławem Kaczyńskim, jest przedstawienie Polakom pozytywnego programu dla kraju. Praca do wykonania jest ogromna: pokazanie wielkiej determinacji i woli walki, otwarcie się na nowe środowiska, skupianie mniejszych politycznych formacji, przekonanie do siebie świata biznesu, pozyskanie fachowców, szkolenie kadr… Do wyborów dwa lata. Mało, bardzo mało czasu.  

Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale