IT i polityka
Myślenie ma przyszłość....
0 obserwujących
1 notka
686 odsłon
  662   0

Wolność słowa w Internecie

Dawno, dawno temu... czyli gdzieś tak około 2000 roku, jeśli ktoś chciał uruchomić swoją stronę w Internecie, zacząć budować sklep on-line czy stworzyć nową aplikację do komunikacji, musiał udać się do sklepu, kupić serwer lub serwery, znaleźć dla nich miejsce w swoim domu, biurze, znaleźć dostawcę łącz telekomunikacyjnych, zweryfikować czy wystarczy mu mocy od dostawcy prądu i wreszcie sprawdzić czy wybrane miejsce ma odpowiednie chłodzenie, żeby ten grzejący się sprzęt uruchomić.
W koleinym kroku trzeba było ściągnąć lub zdobyć w inny sposób Linuxa (RedHat już wtedy rządził) i go zainstalować, skonfigurować Apache'a, MySQLa wgrać tą swoją stronę czy aplikację napisaną w PHP i już można było zachwycać znajomych i rodzinę
Potem pojawiały się kolejne problemy. Użytkowników zaczynało być zbyt wielu ... to trzeba kupić nowe serwery, zainwestować w urządzenia, które rozłożą ten ruch równomiernie na te serwery. A to nielubiany sąsiad okazał się hackerem i podmienił wszystkie obrazki na stronie na zdjęcia Cindy Crawford i cała zabawa od początku bo backupu nie było (dobrze, że pierwszą wersję strony uruchomiłeś na domowym składaku, którego jeszcze nie wyrzuciłeś, więc było jej trochę mniej).
Te problemy zaczynały się mnożyć, zadań coraz więcej a tu Twój biznes internetowy ma przynosić zyski.

Wtedy to ktoś mądry wpadł na pomysł: po co masz uruchamiać wszystko u siebie, dbać o łącza,  prąd, klimatyzację? Postaw swoje serwery w tzw. profesjonalnych centrach kolokacji. Tak proszę Państwa zaczęła się CHMURA. Po co o tym piszę?
A to dlatego by wyjaśnić o co chodzi w aferze z cenzurą w Internecie.

W początkach Internetu, gdy jeszcze ta innowacja nie pędziła na złamanie karku kilka krajów zaczęło wprowadzać regulacje, które miały cywilizować tą sferę biznesu i ludzkiej aktywności. Wprowadzono między innymi zasadę "Net Neutrality", oznaczającą tyle, że operator nie może ingerować w żaden sposób w treści przesyłane jego łączami o ile nie wpływają na działanie tych łącz. Internet stał się w ten sposób zwykłą usługą dla ludności i firm, podobną do wodociągów, prądu, gazu czy kanalizacji.

Ale wróćmy to historii naszej strony WWW. W kolejnych latach pojawiały się nowe usługi obok kolokacji, które ułatwiały życie nowym firmom i inicjatywom internetowym. Pojawił się hosting, wirtualne serwery, a bliżej naszych czasów kontenery i Kubernetes i cała masa innych usług chmury obliczeniowej. Usługi takie powstały w pierwszej kolejności w wyniku prostej kalkulacji, wielkich wtedy firm takich jak Amazon: mamy okresu w roku gdy klientów jest mało, ale przychodzą święta (wtedy jeszcze Christmas), Black Friday i musimy mieć moc obliczeniową by w tym czasie nasze sklepy działała, czyli nasze super serwery warte gruby miliony przez większość czasu się nudzą. To może zamiast sprzedawać książki i filmy, sprzedawajmy również tą moc obliczeniowom. I tak powstał Amazon Web Services (w skrócie AWS). Potem poszli inni Microsoft, Google, Alibaba (ci goście od AliExpress) i inni. Liczą się jednak tylko ci czterej gracze.
Teraz gdy ktoś chce uruchomić aplikację, tworzy konto w takiej "chmurze", konfiguruje pod swoje potrzeby. Jak masz szczęście i trochę umiejętności to dla początkującej firmy takie wynajęcie zasobów może się udać nawet za darmo (bo te firmy taką opcje tez oferują), a gdy biznes urośnie, klienci zaczną płacić, to i regularne opłaty dla dostawcy infrastruktury nie będą problem.
Ale tu pojawia się "regulamin" ... cokolwiek by to nie było. I jeśli z jakiegokolwiek powodu twój biznes nie podoba się dostawcy chmury może być w ciągu 1 dnia wykopany. I ty wracasz do sytuacji z 2000 roku.

I teraz napiszę coś niepopularnego: Twitter czy FB miał prawo wyrzucić kogo chce ze swojego portalu. Z dwóch powodów: większość użytkowników nie płaci złamanego grosza, a TT zarabia na reklamach i handlu danymi na co każdy zalogowany tam się zgadza (ale kto czyta privacy policy i regulaminy) oraz oni dając usługę publikacji treści mogą określić w regulaminie dowolne zasady publikacji treści.
Ale TT powinien się w związku z tym liczyć z pojawieniem konkurencji, która ma inne regulaminy np. Parler czy Gab. I to jest właśnie piękno wolnego rynku!

Amazon, Apple i Google natomiast NIE mieli zgodnie z zasadą Net Neutrality prawa wyrzucić Parlel, bowiem wywalili za brak moderacji treści podczas gdy Parler płacił za procesory, pamięć, łącza itp.


My jako użytkownicy Internetu musimy jak najszybciej zmusić rządy do przyjęcie regulacji Net Neutrality dla dowolnych usług Internetowych. Zasada powinna być prosta: płacisz za usługę o określonych parametrach i jeśli płacisz oraz nie powodujesz zakłócenia działania tej usługi dla innych klientów oraz nie prowadzisz nielegalnej działalności to my nie mamy prawa wypowiedzieć Ci umowy.

Lubię to! Skomentuj40 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie