Gorące tematy:

107 obserwujących
453 notki
823k odsłony
12821 odsłon

Warszawa - semper invicta

Wykop Skomentuj228

"Naszym celem nie jest ratowanie czegokolwiek w Europie przed Sowietami. Najlepiej byłoby, gdyby Stalin zajął Europę do kanału La Manche, to wtedy będzie tam nareszcie spokój." 

Franklin Delano Roosevelt 

Plan [Powstania Warszawskiego] był rozumny i pod każdym względem politycznie moralny. Nieprawdą jest, że wybuchło przedwcześnie, że działała tu „zbrodnicza lekkomyślność generała Bora”. […] Mimo wszystko powstanie przyniosło nam ogromne korzyści polityczne. […] 

Józef Mackiewicz 

image

Powstanie Warszawskie potępiane przez Sowiety i ich kolaborantów w „Polsce Ludowej”, dziś dostaje negatywne oceny także ze strony niektórych publicystów prawicowych twierdzących, że do tego skłania ich realizm, rozsadek i… patriotyzm.

Słyszymy – dowódcy AK mogli uratować miasto, a wysłali „na front” nieuzbrojone wojsko (powstańców) i nie zapewnili bezpieczeństwa cywilom (mieszkańcom stolicy) – któż to widział zabierać ludność cywilną na front. A tak niewiele trzeba było – mówią ci mądrale – wystarczyło nie wywoływać powstania i ludzie by żyli, a stolica nie zostałaby zniszczona. 

Słyszymy – ci głupcy/zbrodniarze dowodzący AK chcieli pokazać Szkopom i Kacapom, jakimi są bohaterami i zafundowali Warszawie zagładę. Przy tym generałowie AK są pokazywani jak jacyś wyobcowani ze społeczeństwa, żyjący bezpiecznie, a narażający innych, Bogu ducha winnych ludzi na niemieckie kule i śmierć. 

Tymczasem dowódcy AK, tak jak wszyscy uczestnicy powstania, byli tak samo narażeni na śmierć, doświadczali tego też ich bliscy. Żona gen. Bora-Komorowskiego, będąca w 8 miesiącu ciąży, z dwuletnim imagesynem, cudem uniknęła śmierci, gdy udało jej się wymknąć Niemcom. Inni „sprawcy” wybuchu powstania; gen. Tadeusz Pełczyński został ciężko ranny i stracił w powstaniu syna – kapral podchorąży Krzysztof Pełczyński 1 sierpnia 1944 r. ciężko ranny podczas zdobywania koszar SS, 17 sierpnia zmarł w szpitalu polowym; syn gen. Leopolda Okulickiego Zbigniew, sierżant podchorąży 2 Korpusu zginął 8 lipca 1944 r. pod Ankoną we Włoszech, a sam generał aresztowany przez NKWD został zamordowany w więzieniu w Moskwie w 1946 r. 

Gen. Bór pytany, dlaczego nie powiedział żonie o terminie wybuchu powstania i nie wysłał jej poza Warszawę, odpowiedział: „Nie mogłem uprzedzić wszystkich kobiet w ciąży, jakie były w Warszawie, aby uciekały z miasta, więc nie mogłem robić wyjątku wobec żony”.

A gdyby nie było powstania 

Wspomnijmy lato 1944 roku – od wschodu nadciągają milionowe armie Stalina, nad Wisłą Niemcy przygotowują się do stawienia im oporu. Hitler nakazuje przekształcić Warszawę w twierdzę („Festung Warschau”) i bronić jej do upadłego, także gdyby znalazła się w okrążeniu. Trudno przyjąć, że taka obrona Warszawy przez Niemców i jej zdobywanie przez Sowietów nie spowodowałaby zniszczenia miasta i śmierci tysięcy jego mieszkańców. 

Wspomnijmy, że nim doszło do powstania, Niemcy już zgładzili w Warszawie 450 tys. jej mieszkańców, natomiast około 100 tys. wywieźli na roboty i do obozów koncentracyjnych. Uległo też zniszczeniu 30 proc. zabudowy miasta (skutek bombardowań w 1939 r. i zburzenia getta 1943 r.). 

Okupant zarządził 28 lipca 1944 r., aby mężczyźni pomiędzy 16-65 rokiem życia w liczbie 100 tys., następnie podniesiono tę liczbę do 200 tys., stawili się do budowy umocnień „Festung Warschau”. To wezwanie, mimo groźby karania śmiercią w razie odmowy, zostało zignorowane. Trudno przyjąć, że Niemcy nie zastosowaliby wobec tego żadnych środków represyjnych.

Niemcy wiedzieli, że w Warszawie w konspiracji funkcjonuje wielotysięczna Armia Krajowa. Trudno przypuścić, że podjęliby obronę „Festung Warschau", pozostawiając w mieście krnąbrną ludność i zakonspirowaną AK. Można chyba przyjąć, że wcześniej ludność by wysiedlono i wymordowano młodszą część, potencjalnych konspiratorów. Rzeź Woli dobitnie pokazuje, do czego Niemcy byli zdolni. Uwzględniając powyższe, można być pewnym, że w warunkach sierpnia 1944 r., nie dałoby się w Warszawie bezpiecznie „przeczekać” starcia Niemców z Rosjanami. 

image

Co by się stało z Warszawą bronioną przez Niemców? Mamy przykład Mińska, stolicy Białorusi. W 1944 r. w Mińsku nie było gen. Bora i polskiej Armii Krajowej. Nie było też żadnego powstania. Mieszkańcy Mińska nie podjęli żadnej walki, chowali się w piwnicach, czekając na nadejście Armii Czerwonej. Sowieci działaniami armii pancernych okrążyli Mińsk od północnego zachodu i zdobywali miasto od wschodu, walcząc z okrążoną w tym rejonie niemiecką 4 Armią. Zanim doszło do walk o Mińsk, był on kilkakrotnie bombardowany przez sowieckie lotnictwo (na przełomie czerwca i lipca 1944 r.). Bombardowania były bardzo niecelne i ucierpiało przede wszystkim samo miasto. W rezultacie działań wojennych zniszczeniu uległo 83 proc. zabudowy. Unicestwiono prawie wszystkie zabytki i zakłady przemysłowe. Przed wybuchem wojny Mińsk liczył 270 tys. ludności, wśród żywych pozostało tylko 70 tys. 

Wykop Skomentuj228
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura