114 obserwujących
488 notek
898k odsłon
  813   2

Zagranica a bezpieczeństwo Polski

imagePo pierwsze: polityka, jak każda działalność człowieka może być skuteczna i nieskuteczna. Bywa też zgodna z moralnością i z moralnością sprzeczna. Często świat doświadcza polityki pozbawionej moralności, jednak to nie oznacza, że każda niemoralna polityka jest skuteczna. Zdarza się też nieskuteczna polityka niemoralna i zawsze jest ona potępiana.
Po drugie: wybór tego co jest moralne i uważane za nieskuteczne, w perspektywie czasu nie jest oczywisty. O skuteczności danego działania nie rozstrzygają wygrane bitwy, ale osiągniecie celu strategicznego. Celem polskiej strategii z racji na doświadczenia historyczne była niepodległość i musi być zapewnienie Polsce bezpieczeństwa!

Interesy są wieczne

 Adolf Bocheński, wnikliwy analityk procesów geopolitycznych opublikował w 1937 r. książkę „Między Niemcami a Rosją”. Zauważył w niej, że polityka zagraniczna wszystkich państw ulega zmianom, czasem nawet bardzo radykalnym. Na przykładach wykazał, że takim zmianom ulega też rzekomo niezmienna polityka wielkich mocarstw. Wskazywał, że elity normalnych państw zwykle rozważają kilka kierunków polityki zagranicznej i dokonują ich wyboru po sprawdzeniu, który będzie najkorzystniejszy. Podkreślał, że przy wyborze nie należy kierować się emocjami, stereotypami, fobiami. Nie należy też zakładać, że drugie państwo będzie zawsze nam wrogie, lub zawsze przyjazne, nie przyjmować też, że jego aktualna postawa będzie niezmienna.
 Geopolityczna mapa współczesnej Europy wygląda inaczej niż w czasach, gdy swoje książki pisał Bocheński. Nie ma agresywnych reżimów w rodzaju państw Hitlera i Stalina, a narody europejskie połączyły się system gospodarczej i politycznej współpracy w ramach Unii Europejskiej. Działa też sojusz polityczno-wojskowy NATO gwarantujący Europie, w tym Polsce, bezpieczeństwo. Można by uznać obecny stan za zadowalający i jak najpełniej jednoczyć Polskę w ramach działających wspólnot. Niestety nie jest to oczywiste. Byłoby, gdyby istniała pewność, że UE stanowi udaną formę współdziałania narodów, a sojusz północnoatlantycki nie utraci w Europie zdolności obronnych. Wiemy, że takiej pewności nie ma. Należy przewidywać, że obecny ład międzynarodowy będzie się zmieniał i to nie koniecznie na bardziej korzystny Polsce.

Zależność czy niezależność

 Podstawy współczesnej polskiej myśli i działania politycznego formowały się w XIX wieku przy braku państwowości. A ukształtowane w tych okolicznościach wyobrażenie celów narodowych, także sposoby, metody ich osiągania, mimo upływu dwu wieków ciągle powtarzają się. Przy czym postawy polityków polskich układają się w kilku głównych nurtach myślenia. Pierwszy stanowią ci, którzy określają siebie mianem realistów i ten realizm dawniej skłaniał do liczenia się z siłą najbardziej realną – z zaborcami. Brak wiary we własne siły i klęski narodowych zrywów niepodległościowych przekonywały, że właściwą postawą powinno być podporządkowanie się obcej władzy prowadzące w sytuacjach skrajnych nawet do kolaboracji i zaprzaństwa narodowego.
 Drugi nurt łączył zwolenników opierania polityki polskiej o siły zewnętrzne nazywany czasem polityką orientacji, tj. orientowania się na jakąś potęgę. Ta koncepcja wychodziła z założenia, że Polacy zbyt słabi na prowadzenie niezależnej polityki muszą zabiegać o protekcję i wsparcie jakiegoś mocarstwa. Wówczas spełniając jego oczekiwania, wykazując swoją przydatność dla jego polityki można będzie budować mniej lub bardziej suwerenny własny byt – Księstwo Warszawskie z nadania cesarza Napoleona, Królestwo Polskie pod panowaniem cara Aleksandra. Tak rozumował w 1945 r. prezes PSL Stanisław Mikołajczyk sądząc, że po akceptacji dotkliwych sowieckich żądań zbuduje za zgodą Stalina quasi suwerenne państwo polskie. Z lepszym efektem ten sam model działania zastosował komunista Władysław Gomułka, gdy w 1956 r. dochodził w PRL do władzy z hasłem „polskiej drogi do socjalizmu”. Podobny sposób uprawiania polityki – podporządkowania się obcym, silniejszym – jest charakterystyczny dla współczesnej nam opozycji „totalnej”.
 Trzeba w tym miejscu wyjaśnić pewne nieporozumienie. Nie należy mylić „klienckiej” polityki orientacji z zawiązywaniem sojuszy. Sojusz jest potrzebny dla realizowania własnych interesów i przestaje obowiązywać, gdy tym interesom nie służy. Sojusz staje się „orientacją”, gdy okazuje się, że jego utrzymanie staje się ważniejsze od interesów strony, która go zawarła. W okresie II wojny światowej tak właśnie zmienił się sojusz Polski z mocarstwami zachodnimi; od niezależnej postawy rządu gen Składkowskiego do uległej wobec sojuszników polityki rządu gen. Sikorskiego. W efekcie w końcu wojny władze RP mogły tylko składać prośby i jednostronne deklaracje, które potężni sojusznicy lekceważyli.
 Poznając meandry polskiej polityki można spostrzec, że w przeszłości stanowisko niezależne w relacjach międzynarodowych zajmował Józef Piłsudski i tym śladem usiłował po latach zmierzać prezydent Lech Kaczyński, a dziś stara się tak postępować Zjednoczona Prawica, nazywana zresztą przez uszczypliwych publicystów „sanacją”.
 Koncepcja niepodległościowa była i ciągle jest niedostatecznie zakorzeniona w ośrodkach kształtujących polską polityką. A warto pamiętać, że przy wyborze kierunków polityki zagranicznej postawa niezależna nie ułatwia zadania, ale łatwiejsze i pozornie „realistyczne” klejenie się do obcych potęg może skutkować katastrofą, tak jak bywało w historii Polski.
image
 Najlepszym rozwiązaniem dla Polski ułatwiającym zachowanie niezależności byłoby zbudowanie w Europie Środkowej wspólnoty Trójmorza. Jednak skuteczność tego zamiaru jest uzależniona od rzeczywistego wsparcia i zaangażowania w ten projekt Amerykanów. Tylko wtedy „Trójmorze” stanie się dla państw Europy środkowowschodniej rozwiązaniem atrakcyjnym. Jeśli jednak nie będzie zaangażowania USA i Polska będzie musiała tworzyć rozwiązania geopolityczne ograniczając się do własnego potencjału, bez amerykańskiego wsparcia, trzeba zastanowić się jaki inny kierunek polityki polskiej może być realną opcją.

Trzy możliwości

 W grudniu 2012 r. prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin w orędziu do narodu powiedział: „Najbliższe lata będą decydujące, wręcz przełomowe dla Rosji i całego świata, który wkracza w epokę radykalnych zmian, a być może nawet wstrząsów.” I dodał: „Powstaje grunt dla nowych konfliktów o charakterze gospodarczym, geopolitycznym i etnicznym.” Słowa te o tyle są znamienne, że ośrodki kierownicze Federacji Rosyjskiej nie ukrywają chęci odbudowania mocarstwowej potęgi Rosji w świecie i chcą przede wszystkim osłabić dominującą pozycję USA. Te dążenia Moskwy znajdują zrozumienie w Berlinie i Paryżu. To zaś oznacza, że Polska może ponownie znaleźć się w geostrategicznym położeniu „między Niemcami a Rosją”, a geopolitycznie być może gorszym niż w roku 1939 r., gdyż nie będzie mogła liczyć na jakiekolwiek wsparcie Zachodu.

Wschód – chyba niemożliwe!

image Prezydent Rosji w wspomnianym orędziu mówił nie tylko o gwałtownych zmianach w polityce światowej. Wspominając o planach politycznych podkreślił, że Rosja “musi też nie tylko zachować, ale zwiększyć swoją geopolityczną atrakcyjność. Musi być potrzebna swoim sąsiadom i partnerom.” Pojawia się w tym miejscu pytanie: jak Rosja zamierza wykazywać „geopolityczną atrakcyjność”, także wobec Polski, i kiedy Rosja może być Polsce potrzebna?
 Dobre relacje z Rosją są trudne do wyobrażenia zważywszy nie tylko na przeszłość, ale także obserwując współczesny kształt stosunków polsko–rosyjskich. Elity rosyjskie rysują wizje wielkiej wspólnoty euroazjatyckiej „od Lizbony do Władywostoku”, ale rola Polski w tych zamiarach jest przez Kreml ignorowana. Tymczasem stworzenie takiej wspólnoty przez Rosję napotyka na dwie przeszkody: Polskę i Ukrainę. Rosja przy pewnym wysiłku gospodarczym, a może i zbrojnym oraz… braku reakcji NATO, mogłaby te przeszkody usunąć, jednak dla sąsiadów Rosji to nie byłby stan „atrakcyjny geopolitycznie”. Sytuacja wydaje się beznadziejna, bowiem dla Ukrainy i Polski bliższe związki z Rosją skutkowałyby zawsze utratą suwerenności. Jeśli więc Rosja chciałaby realizować swoje plany euroazjatyckie działając w zgodzie z Polską, a nie przeciw niej, to powinna rozważyć inny wariant postępowania. Musiałby zadbać, aby Polska stała się jej rzeczywistym partnerem, a nie pozbawionym znaczenia przedpolem Niemiec, na którym Rosjanie będą starali się stworzyć jakieś własne polityczne przyczółki.
 Kiedy Polska mogłaby uzyskać podmiotową pozycję w stosunkach z Rosją? Tylko w jednym przypadku – po odtworzeniu dawnej wielonarodowej Rzeczypospolitej. Musiałoby się to jednak stać przy aprobacie Rosji, a nie wbrew niej, bowiem w razie oporu Rosji siły polskie dla odtworzenia wielonarodowej Rzeczypospolitej byłyby niewystarczające.
image 
W 1803 r. książę Adam Czartoryski, zaprzyjaźniony z Aleksandrem I, przedstawił carowi memoriał “O systemie politycznym, jakiego winna trzymać się Rosja”. Proponował odebranie Prusom Mazowsza, Poznańskiego, Pomorza i Śląska, złączenia ich z Polską centralną oraz z litewsko-ruskimi ziemiami dawnej Rzeczypospolitej. W wyniku tego miało powstać państwo połączone unią z Rosją pod berłem Aleksandra, który byłby jednocześnie królem Polski. Początkowo wydawało się, że car zaaprobował propozycje Czartoryskiego. W 1804 r. powierzył mu nawet funkcję ministra spraw zagranicznych Rosji. Jednak ośrodki wrogie Polakom na dworze petersburskim, głownie niemieckie, doprowadziły do dymisji ministra, a z czasem także sam car zarzucił projekt odbudowy Rzeczypospolitej. Czartoryskiemu nie udało się. Czy współcześnie istnieją mocniejsze przesłanki by rozważyć realizację dawnego planu księcia?
 Ukraina i Białoruś dowiodły ponad wszelką wątpliwość, że nie chcą być w granicach Rosji. Ujawniał to nawet współpracujący z Moskwą prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko. Na Białorusi i na Ukrainie pojawia się nostalgia za dawną Rzeczpospolitą traktowaną jako polsko-litewsko-ruski związek narodów i państw. Z Mińska i Kijowa można więc wyobrazić partnerską wspólnotę z Polską(Речь Посполита), partnerską wspólnotę z Rosją już nie. Na białoruskich forach internetowych od pewnego czasu toczy się dyskusja nad sposobami zawiązania konfederacji białorusko-polskiej i doproszenia do niej Ukrainy. Wskazuje się, że takie wspólne państwo (85,7 mln ludności, 1 124 tys. km kw. powierzchni, PKB – łącznie ponad 800 mld USD i 17,6 mld dolarów na obronę) byłoby poważnym potencjałem na europejskiej scenie politycznej. Mogłoby też być równoprawnym partnerem Federacji Rosyjskiej.
                                   Ludność mln  Powierzchnia km2     PKB mld USD          Obrona mld USD
Białoruś                             9,4                207 595                      54,4                              0,7
Polska                             38,4                312 696                    593,2                               12.1
Ukraina                            37,3                603 700                    161,9                             4,9
Rzeczpospolita               85,1 mln      1 123 991 km2           809,5 mld                     17,7 mld
Rosja                              146,3 mln     17 075 400 km²         1719,9 mld                     70 mld
image
 Wbrew pozorom odbudowa wielonarodowej Rzeczypospolitej dałaby korzyści nie tylko Polsce, ale i Rosji, nie degradując znaczenia Białorusi i Ukrainy. W przypadku Rosji mogłaby ona dzięki Białorusi przynależącej do Wspólnoty Niepodległych Państw uzyskać bezpośrednią drogą do UE za pośrednictwem Polski. Wraz z tym pojawiłaby się w Europie Środkowej rzeczywista szanse zbudowania wspólnoty gospodarczej i politycznej, o której mówią Rosjanie. Rzeczpospolita byłaby bowiem miejscem, gdzie świat UE spotkałby się i realnie współpracował ze światem WNP. Tego nie da się zrobić ponad głowami Polaków, omijając Europę Środkową i współpracując tylko z Niemcami. Jest też jeszcze jedno uwarunkowanie, które warto Rosjanom przypominać. W XX wieku Rosja dwa razy graniczyła bezpośrednio z Niemcami i dwa razy dochodziło do wojen niemiecko-rosyjskich. Obudowa wielonarodowej Rzeczypospolitej pozostającej w dobrych relacjach z Rosją upewnia, że więcej takich wojen nie byłoby.
 Kreml może lekceważyć Polskę, ale bez względu na jej obecną wielkość i znaczenie musi dostrzegać, że dla Rosji jest ona kluczem do Europy. W przeszłości Rosja usiłował ten klucz brać siłą i w konsekwencji przegrywała. Jest wymowne, że w ciągu dwustu lat najpierw, po rozbiorach Rzeczypospolitej, nastąpił rozpad imperium rosyjskiego, a za drugim razem, po zwycięstwach ZSRR z czasem też doszło do zawalenia się bloku sowieckiego i… zachodnie granice Rosji wróciły tam, gdzie były w XVIII wieku, w czasach istnienia I Rzeczypospolitej. Jakie wnioski wyciągnęła z tego Moskwa – jeszcze raz ruszyć zbrojnie na zachód?
 Odbudowa wielonarodowej Rzeczypospolitej jako sojusznika Rosji dla Polaków i dla Rosjan jest trudne do wyobrażenia. Równie trudne w realizacji. Przyznać też trzeba, że w obecnej polityce rosyjskiej, a zwłaszcza w tym co zdarzyło się między Polakami a Rosjanami trudno przyjąć, że jest to realne. Zważywszy jednak na wagę sprawy dla bezpieczeństwa Polski i Europy warto obserwować, czy pojawiają się szanse na taką radykalną zmianę wzajemnych relacji polsko-rosyjskich.

Zachód – chyba możliwe?

 Innym kierunkiem polskiej polityki zagranicznej wartym rozważenia, rokującym większe szanse na sukces niż w przypadku Rosji, może być współpraca z Niemcami. Polski rząd PO/PSL podchodził do tej współpracy lokajsko. Zresztą nie tylko rząd. Są w Polsce ludzie, którzy widzą w podporządkowaniu się Niemcom, nawet Hitlerowi w przeszłości, zbawienne dla istnienia Polski rozwiązanie. Rola Polski jako junior-partnera Berlina jest wskazywana jako korzystna dla nas oczywistość.
 Z większym optymizmem na rolę Polski patrzy premier Węgier Viktor Orban. Polityk węgierski powiedział w wywiadzie dla portalu „Fronda”: “Kiedy w lewicowej prasie węgierskiej czytam krytyki pod adresem Polski, że ma aspiracje, by ‘na nowo stać się regionalną potęgą Europy Środkowej’, to wtedy głośno mówię do siebie: ‘No wreszcie!’.” Idąc za wskazaniem Orbana wydaje się możliwym, wspólne z Węgrami, skłonienie Grupy Wyszehradzkiej do ściślejszej współpracy i dopiero z takiej pozycji zacieśniania związków z Niemcami. Państwa Grupy Wyszehradzkiej łącznie tworzyłyby potencjał, który stanowiłby wystarczająca podstawę do partnerskich relacji z niemieckim mocarstwem. Grupa Wyszehradzka już teraz stanowi poważny potencjał: 64,4 mln ludności, 533 672 km kw. powierzchni i 1 053 mld dolarów PKB (Niemcy PKB 4 212 mld dolarów).
image
                                   Ludność mln              Powierzchnia km2          PKB mld USD             Obrona mld USD
Czechy                            10,7                              78 866                               213                               2.8
Polska                             38,4                           312 696                               593,2                           12.1
Słowacja                          5,5                               49 035                                 94,9                             1.3
Węgry                              9,8                                93 030                               152                               1.7
Grupa V4                      64,4 mln                      533 627 km2                   1 053,1 mld                     18 mld
Niemcy                          83 mln                        357 578 km²                     4 212 mld                       51 mld
 Dodajmy, że tradycja dawnej monarchii Austro-Węgierskiej, która była niegdyś sojusznikiem Niemiec, mogłaby być pomocna kształtując pozytywny kontekst współpracy z Niemcami wśród południowych sąsiadów Polski, ale i na jej terenie, gdzie jest Małopolska, w czasach austro-węgierskich Galicja. Należałoby się przy tym zastanowić, czy do współpracy nie można też zaprosić Rumunii i Austrii.
 Polska podejmując taki kierunek w polityce zagranicznej mogłaby tworzyć warunki bezpieczeństwa Europy Środkowej dysponując silnym wpływem w UE, na czym państwom Grupy Wyszehradzkiej powinno zależeć. Jeśli więc udałoby się stworzyć na bazie Grupy Wyszehradzkiej związek państw prowadzący wspólną politykę gospodarczą i obronną wówczas dopiero można by też myśleć o partnerskiej współpracy z Niemcami. Najlepiej w ramach zmodyfikowanego Trójkąta Weimarskiego, gdzie Polskę powinien zastąpić reprezentant wyszehradzkiego związku państw. Narada premierów Grupy Wyszehradzkiej w Warszawie z udziałem kanclerz Niemiec i prezydenta Francji (06.03.2013) wskazuje, że Polska mogłaby podążać w takim kierunku w swojej polityce zagranicznej.

Północ - do rozważenia...

 Trzeci możliwy kierunek polityki polskiej rysuje się na północy Europy. Od wielu lat Skandynawowie rozwijają między sobą wszechstronną współpracę. Została ona rozszerzona na państwa nadbałtyckie oraz Islandię i Wielką Brytanię Na jednym ze spotkań w Londynie, w styczniu 2011 r., premier Wielkiej Brytanii mówił do przywódców Islandii, Norwegii, Finlandii, Szwecji, Danii, Litwy, Łotwy i Estonii: „Sojusz oparty na wspólnych interesach może się stać siłą napędową rozwoju gospodarczego całego regionu”. Rejon Arktyki, gdzie zwłaszcza Duńczycy (Grenlandia), Norwegowie i Brytyjczycy działają, staje się ważny gospodarczo. Zmniejszająca się pokrywa lodowa ułatwia dostęp do złóż ropy i gazu, które stanowią tam nie mniej niż 25 proc. światowych zasobów. Arktyka może przy tym stać się areną potencjalnego konfliktu bowiem o możliwość eksploatacji złóż stara się też Rosja. W regionie arktycznym notuje się znaczną obecność rosyjskich sił morskich a jednocześnie samoloty wojskowe Rosji nagminnie naruszają przestrzeń powietrzną Wielkiej Brytanii i Skandynawii.
 Uczestnicy wspomnianego londyńskiego szczytu oficjalnie rozmawiali o współpracy gospodarczej, jednak eksperci uważają, że na północy Europy powstaje nieformalny sojusz polityczny i obronny. Dr Gunilla Herolf ze Sztokholmskiego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI) podkreśla, że powodem współpracy są kwestie obronne w tym niepokój związany z wydatkami na zbrojenia w Rosji. Istnieje więc świadomość rosyjskiego zagrożenia, co może być w naszym przypadku mocnym spoiwem potencjalnej wspólnoty.
 Znamienne, że w tym samym styczniu 2011 r. w polskich mediach pojawiła się wiadomość, iż Szwecja zaniepokojona rosyjskimi zakupami okrętów we Francji rozważa sojusz wojskowy z Polską. Indagowany w tej sprawie rzecznik prasowy MON odpowiadał, że Polska nie otrzymała takiej propozycji. Jednocześnie ówczesny minister obrony Bogdan Klich – sądząc z informacji agencji Reuters – dystansował się od pomysłu sojuszu z Szwecją. Nie musiałby chyba odcinać się od nieistniejących propozycji? Jednocześnie, wg amerykańskiej agencji Stratfor, Estonia taki sojusz ze Szwecją zawarła.
 Prezydent Estonii, Toomas Hendrik Ilves zauważył, że Polacy z racji doświadczeń historycznych lepiej niż inne duże narody dostrzegają zagrożenia i podkreślał, że Polska powinna wziąć na siebie odpowiedzialność za cały region środkowoeuropejski.. „Polska to nadzieja dla wszystkich małych krajów” deklarował estoński przywódca w styczniu 2013 r .
image
                                      Ludność mln    Powierzchnia km2          PKB mld USD                  Obrona mld USD
Dania                                  5, 8                  43 098                                  291,3                                   4,4
Grenlandia                                               2 166 086 
Estonia                              1, 3                   45 339                                    30,8                                   0.335
Finlandia                           5, 5                 338 145                                  253                                      3,7
Islandia                             0, 4                 103 125                                    23,9
Litwa                                 2, 8                   65 300                                    46,7                                   1,062
Łotwa                               1, 9                    64 573                                   30,3                                   0.701
Norwegia                         5, 4                385 207                                    389,4                                 7,3
Polska                            38,4                 312 696                                    593,2                               12.1
Szwecja                         10 3                 450 295                                    528.9                                 6,2
Wielka Brytania             66, 8                244 820                                 3 128                                  61,5
Blok nordycki               132,8 mln        4 218 684 km²                       5 315,52 mld                   207,3 mld
Rosja                            146,3 mln       17 075 400 km²                       1 719,9 mld                       70 mld
 Stworzenie na północy Europy swoistego bloku nordyckiego z inspiracji i z udziałem Polski mogłoby spełnić postulat prezydenta Estonii. Byłaby to poważna siła: także w wydatkach na obronę – ponad 207 mld dolarów taki blok (W. Brytania dysponuje bronią atomową!) zająłby w świecie pozycję nr 2, za USA i górowałby nad Rosją
***
 Zmiana negatywna w polityce USA na odcinku polskim nie musi oznaczać pogorszenia położenia Polski i zagrażać bezpieczeństwu Rzeczypospolitej. Moim zdaniem Polska posiada alternatywne możliwości zabezpieczenia swoich interesów. Oczywiście byłoby dobrze wcześniej w gremiach decyzyjnych przeanalizować ten kompleks zagadnień i następnie podjąć odpowiednie decyzje co będzie się robić.
 Jako ograniczenie dla skutecznej polityki Adolf Bocheński wykazywał powszechną skłonność do wnioskowania z teraźniejszości o przyszłości, która jest zawsze niewiadomą. Podnosił ponadto, że niewielu ludzi korzysta z doświadczeń minionych pokoleń, gdy stosunkowo wielu opiera się na doświadczeniach własnych. Jednak najwięcej ludzi nie korzysta z żadnych doświadczeń, nawet z własnych. Adolf Bocheński był zwolennikiem angielskiej zasady, że państwo nie ma wiecznych wrogów i wiecznych przyjaciół. Wieczne są tylko własne interesy. Ta prawda z trudem dociera do Polaków.
Lubię to! Skomentuj24 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka