127 obserwujących
512 notek
979k odsłon
  3426   4

Zaczynają się schody

image

Spośród wielu anegdot z czasów II Rzeczypospolitej jedna opowiada o tym, jak Wieniawa-Długoszowski wychodził z warszawskiej „Adrii” z Adolfem Dymszą. Panowie byli w stanie mocno „wskazującym” i Wieniawa miał powiedzieć – Dodek, skończyły się żarty, zaczynają się schody.

*****

III Rzeczypospolita wybrała związek z Zachodem (NATO, UE) jako gwarancję swego bezpieczeństwa. Przy tym z racji na pozycję USA w światowym ładzie międzynarodowym, jaki uformował się po rozpadzie bloku sowieckiego Warszawa wybrała jako głównego strategicznego partnera Waszyngton. Tak postępowały wszystkie kolejne rządy III Rzeczypospolitej, nie tylko rząd PiS manifestujący silnie związki z USA w czasach prezydentury Donalda Trumpa. Można powiedzieć, że bez względu na to, kto stał na czele amerykańskiego mocarstwa, republikanin Busch, demokrata Obama, stosunek władz III Rzeczypospolitej do Ameryki był ten sam – podkreślano zawsze, że USA to najważniejszy sojusznik Polski, gwarant jej bezpieczeństwa.

Mamy w Białym Domu Joe Bidena i w Polsce kłopot – nie dlatego wcale, że obecny prezydent USA obraził się na Polskę bo prezydent Duda nie śpieszył się ze złożeniem hołdu. Mamy kłopot bowiem coraz więcej wskazuje, że kierownicy polityki zagranicznej USA inaczej widzą interesy USA, niż to było dotąd. Polska i region środkowoeuropejski nie wydają się im już tak ważne. Na plan pierwszy wysuwa się partnerstwo z Niemcami i Rosją, stąd zresztą zmiana polityki USA w kwestii Nord Stream 2. Wchodzą w fazę realizacyjną zabiegi państw takich jak Rosja dążących do zmiany ładu światowego na układ wielobiegunowy („koncert mocarstw”). To może oznaczać różne zagrożenia i wyzwania dla pozycji i statusu III Rzeczypospolitej jako państwa niepodległego i suwerennego.

imageWładze Rzeczypospolitej w znacznej mierze zaczęły to dostrzegać stąd mamy nie tylko zabiegi o dobre relacje z USA (co zdaje się zawodzić), ale próby budowania wspólnoty interesów politycznych i gospodarczych z sąsiadami (Grupa Wyszehradzka, projekt Trójmorze) i tworzenie związków stopujących poczynania Rosji: Trójkąt Lubelski – współpraca polsko-litewsko-ukraińska i „Trilog” Polska-Rumunia-Turcja dla zapewnienia bezpieczeństwa w rejonie Morza Czarnego. Inicjatyw polskich w regionie środkowowschodnim Europy jest zresztą więcej i wszystkie one wywołują negatywne emocje na Kremlu, co jest zrozumiałe, ale nie cieszą się też sympatią w Berlinie i Paryżu, co na pierwszy rzut oka może dziwić, ale… postawę Europy Zachodniej można tłumaczyć tym, że zwłaszcza Niemcy nie chcą, aby za ich wschodnią granicą wyrósł ośrodek siły kierowany przez Polaków, z którym trzeba będzie się liczyć. Jak dotąd polskie inicjatywy, zwłaszcza Trójmorze wspierali Amerykanie – jaki będzie los polskich wysiłków jeśli Polska straci amerykańskie wsparcie?

Zabierając głos w kwestiach polskiej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa narodowego od dawna podnosiłem, że bezpieczeństwa nie wolno uzależniać od zachowań czynników na które władze RP nie mają wpływu, nawet, jeśli tym niezależnym czynnikiem są Stany Zjednoczone. Moje poglądy w tych kwestiach ostatnio przypomniałem raz jeszcze w tekście „Interesy są wieczne” https://zyciestolicy.com.pl/felieton-prof-romualda-szeremietiewa-interesy-sa-wieczne/

Coraz częściej pojawiają się refleksje, czy aby Polska nie znalazła się znowu w fatalnym położeniu „między Niemcami a Rosją”, a skoro tak, to jaka powinna być nasza polityka. Z racji „europejskich” silnie brzmi opcja proniemiecka, która coraz głośniej woła: Polacy idziemy pod Niemca! Pojawiły się książki przekonywujące, że w przeszłości władze II Rzeczpospolitej popełniły ciężki błąd nie wiążąc się z Hitlerem. Na taki temat można spotkać opracowania próbujące z „rewizjonistycznych” pozycji uzasadnić przymierze z Hitlerem. Wniosek można wysnuć taki: skoro w 1939 r. warto było iść z kanclerzem Hitlerem, to cóż dopiero teraz z kanclerz Merkel. 

Istnieje jednak wśród Polaków dość powszechne przekonanie, że Niemcy i Rosja zawsze porozumieją się kosztem Polski więc o żadnych sojuszach z Niemcami mowy być nie może. To prawda potwierdzona historycznie, ale tylko częściowa prawda. Zdarzało się bowiem w przeszłości, że cele strategiczne Niemiec i Rosji wykluczały się. Dochodziło między nimi do konfliktów (dwie wojny światowe). Tyle, że z racji położenia naszego „między Niemcami a Rosją” te konflikty dewastowały Polskę.

Do niedawna wspólnym celem Niemiec i Rosji było usunięcie wpływów amerykańskich z Europy. Niemcy po rozpadzie Związku Sowieckiego i zjednoczeniu przestały bać się najazdu sowieckich czołgów, poczuły swoją siłę gospodarczą i uznały, że opieka USA jest im niepotrzebna. Rosja z kolei po okresie „smuty” za rządów prezydenta Jelcyna otrząsnęła się i włożyła znowu buty rosyjskiego imperializmu - postanowiła odzyskać mocarstwową pozycję nie dopuszczając do ekspansji amerykańskiej (NATO) u swych granic. Tymczasem jednym z państw, w którym Amerykanie mieli największe wpływy w Europie okazała się Polska. Wokół niej zaczęły grupować się kraje sąsiednie, nazwane przez sekretarza obrony Donalda Rumsfelda „Nową Europą”, zacieśniające swoje relacje z USA. To irytowało Rosjan, ale także Niemców. Niemiecki dziennik „Sueddeutsche Zeitung” podawał, że w kręgach politycznych Niemiec funkcjonuje pogardliwe powiedzenie o Polsce jako „trojańskim ośle” Ameryki. 

Lubię to! Skomentuj76 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka