127 obserwujących
512 notek
977k odsłon
  3983   3

Semper Invicta (zawsze niezwyciężona)

image

"Naszym celem nie jest ratowanie czegokolwiek w Europie przed Sowietami. Najlepiej byłoby, gdyby Stalin zajął Europę do kanału La Manche, to wtedy będzie tam nareszcie spokój."

Franklin Delano Roosevelt

 W dziejach są zdarzenia, które mają istotne znaczenie dla przyszłości. Angielski dyplomata Edgar D’Abernon obserwując zmagania Polaków z najazdem bolszewickim w 1920 r. stwierdził, że bitwa warszawska była osiemnastą decydującą bitwą dla losów świata. Przegrana Polski skutkowałaby wejściem bolszewików do Niemiec i opanowaniem Europy. To oznaczałoby kres cywilizacji europejskiej. Rola Polski jako przedmurza broniącego Europy była w tym przypadku bezsporna i widoczna.

 Sięgając do historii staramy się odgadnąć zamiary stron, dociekamy, co ktoś zamierzał, na ile rozpoznał sytuację, wreszcie co osiągnął, rozpoznajemy jakie były następstwa zdarzeń. Spojrzenie po latach pozwala dostrzec skutki, których nie mogli przewidywać ludzie uczestniczący w danym zdarzeniu.

 W Polsce powstają opracowania paranaukowe, gdzie werwa publicystyczna wytyka głupotę i nieudolność polityków i wojskowych wspominając 1939 r., udział w II wojnie światowej i zwłaszcza Powstanie Warszawskie 1944 r. Bohaterstwo żołnierzy AK i poświęcenie tysięcy warszawiaków przeciwstawiających się złu irytuje uważających, że ze złem można układać się i należy współpracować z szubrawcami dla zachowania dóbr materialnych, a zwłaszcza życia. Pojawiają się dywagacje na temat realizmu w polityce (ma on skłaniać do kapitulowania przed silniejszym bandytą) i zapewnienia o szkodliwości respektowania moralności w polityce. Dla politycznej skuteczności – słyszymy często - trzeba odrzucać moralność, a nawet ulegać złu zapominając o czymś tak niepraktycznym jak honor. Sfera wartości i nakaz, aby dla ich obrony ryzykować życiem jest uznawane za głupstwo nie warte uwagi.

 Zdarzeniem mocno oddziałującym na świadomość narodową Polaków jest ciągle Powstanie Warszawskie 1944 r. Czy mogą mieć rację krytycy powstańczego zrywu, że poza gruzami stolicy i tysiącami zabitych, zamordowanych tak naprawdę nic więcej nie ma?

 Powstanie Warszawskie było czynem zbrojnym, który miał zapewnić utrzymanie przez Polskę niepodległości. Powstanie poniosło klęskę. Ale po upływie dziesięcioleci, widzimy współcześnie, że sprawa o którą walczyli Powstańcy zwyciężyła. Tej zależności nie mogą pojąć potępiający Powstanie, patrzący na nie tak, jakby pozostali w 1945 r. i z takiej tylko perspektywy oceniali powstańczy zryw.

 Przed laty francuski historyk Stephane Courtois ogłosił, że odwiedzając jedno z archiwów rosyjskich trafił na dokumenty wykazujące, że Powstanie Warszawskie przeszkodziło w przygotowanej i zaplanowanej operacji Armii Czerwonej, która w pościgu za Niemcami miała też dokonać podboju Francji we współpracy z tamtejszymi komunistami. Courtois jest historykiem komunizmu („Czarna księga komunizmu”). Waga jego informacji powinna mieć duże znaczenie dla oceny Powstania Warszawskiego. Szkoda, że nie została potwierdzona szczegółowymi badaniami, np. polskich historyków – być może dlatego, że archiwa rosyjskie są dla polskich historyków trudno dostępne. Spójrzmy jednak na Powstanie Warszawskie uwzględniając kontekst zasygnalizowany przez francuskiego historyka.

Europa sowiecka

image Walki w Warszawie wybuchły 1 sierpnia 1944 r. i trwały do 2 października. W tym czasie Sowieci rzeczywiście stanęli na linii Wisły. Lądowanie wojsk alianckich w Normandii, miało miejsce 6 czerwca 1944 r. W sierpniu trwała bitwa pod Falaise (7-go) i wyzwolono Paryż (25-go). We wrześniu miała miejsce nieudana aliancka operacja powietrzno-desantowa „Market-Garden”. A jeszcze w grudniu 1944 r. Niemcy podjęli kontrofensywę w Ardenach i zadali aliantom poważne straty powodując opóźnienie o siedem tygodni ataku aliantów na Niemcy. W tym czasie na terenach między Warszawą a Berlinem oraz pomiędzy Karpatami a Bałtykiem Niemcy nie miały sił by powstrzymać milionowe sowieckie armie z tysiącami czołgów i samolotów. Sowieci po uchwyceniu przyczółków na lewym brzegu Wisły z łatwością mogli przerzucać na zachód masy wojsk. Podjęta w tych warunkach ofensywa do listopada 1944 r. doszła by do Berlina. Stad do zachodnich krańców Niemiec byłoby tylko ok. 450-600 km, zajęcie całych Niemiec przez wojska sowieckie było realne. Forsowanie Renu, wkroczenie wojsk alianckich na teren Niemiec miało miejsce dopiero 7 - 24 marca 1945 r. Rosjanie mieliby więc dość czasu, gdyby nie półroczny postój na Wisłą, aby zająć całe Niemcy. Historyk Józef Szaniawski podawał, że marszałek Wasyl Czujkow, jeden z dowódców sowieckich w nieocenzurowanej wersji pamiętników napisał: ,,Wojnę można było zakończyć pół roku wcześniej - nie w maju 1945, ale do grudnia 1944, gdyby nie decyzja Stalina wstrzymująca I Front Białoruski w sierpniu 1944. (...) Moglibyśmy dojść dalej na Zachód, nie do Berlina i nad Łabę, ale aż do Renu. Los wojny potoczyłby się inaczej."

Lubię to! Skomentuj144 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura