Obiecywałem sobie, że nie będę pisał o polityce i religiach, gdyż w kotle internetowym głosy zbyt łatwo grzęzną wołaniem w jakiejś puszczy, czy chociażby w okolicznych krzakach. Najwyraźniej było to jednak z mojej strony wańkowiczowskie 'chciejstwo'. Niech tam, są momenty, kiedy nie powinno się milczeć.
Ponieważ zarówno fenomen Madonny jak wszelakie religie traktuję wyłącznie jako zjawiska socjologiczne budowane na bazie emocji i różniące się tylko tym, że są to emocje leżące w bardzo różnych obszarach ludzkiej psychiki, trochę z rozbawieniem przyglądam się od lat przepychankom między 'niewiernymi fanami Madonny' i obrońcami wiary (uważanej przez wszystkie odłamy za jedynie słuszną) i jej symboliki. Stąd też ta dzisiejsza notka. W tym przypadku nawet trochę ze strachu, gdyż lekkie ciarki skrobnęły mnie po plecach, gdy przeczytałem "Apel o modlitwę w związku z antychrześcijańskim koncertem".
Tekst napisany zgodnie z najlepszymi tradycjami i w duchu 'walki z niewiernymi'. Autorzy głęboko przekonani o jedynie możliwej słuszności ich wiary w ważność "koronki, adoracji, różańca, Mszy św." dzielą Polaków (i innych, którzy mają czelność iść na koncert Madonny), na tych prawych, którzy się modlą i na tych NIEWIERNYCH, którzy godni są potępienia, może i czegoś więcej, jak wynika z propozycji końcowej tekstu, aby wszyscy "prawdziwi" wierni i patrioci modlili się o to, żeby koncert się nie odbył.
Nie jestem prawnikiem, ale do rozważenia poddaję prawnikom pytanie, czy zdanie z tekstu:
Intencja: aby nie doszło do koncertu, a jeżeli do niego dojdzie, to by Pan Bóg go przerwał – np. awaria prądu zawsze jest możliwa. Ostatecznie Pan Bóg może zrobić z naszą modlitwą co uzna za stosowne, ale prosić możemy.
spełnia kryteria paragrafu KK "podżeganie do czynu zabronionego", bo w moim mniemaniu spełnia. Wciąganie Boga do tego bardzo ziemskiego sporu jest tutaj tylko zasłoną dymną dla tegoż podżegania.
Tekst odezwy nie jest dobrą przysługą, ani dla wiary ani dla Polski, nawet nie tylko Polski, bo potępienie obejmuje przecież wszystkich widzów koncertów Madonny. Autorzy tekstu nie są już w stanie dostrzec prostej psychologicznej i przewrotnej reakcji myślących ludzi z humorem, która polega na tym, że im bardziej ktoś się jeży i pręży, gdy go połaskotać, tym bardziej będzie łaskotany. Słaba to musi być wiara, która się boi "…częstotliwości, ukrytego symbolizmu i obrazów…". Wiara, która sama stoi przecież na bazie ukrytego i jawnego symbolizmu i obrazów (te "częstotliwości" wymagają bliższego objaśnienia ze strony autorów), wiara powstała na gruncie miłości bliźniego i podobnych przesłań, wiara ta nawołuje do wyłączania prądu przez samego "Najwyższego". A jeśli "Najwyższy" nie ma uprawnień SEP i mu się coś stanie?
Kto sieje wiatr, ten nie zbiera ziaren.
Zróbmy mały i prosty eksperyment myślowy. Religie różnią się między sobą tylko lekko w szczegółach teologicznych, a za to mocno w radykalizmie głoszących je hierarchów i wyznawców.
Zamieńmy w dyskutowanym tekście odłam religii na bardziej radykalną, na przykład na szerzących się ostatnio od zachodu salafistów, reszta może pozostać tak jak jest, bo też nie odbiega daleko od 'kazań' tychże salafistów. Ugrupowanie tych radykałów rozdaje ostatnio na ulicach Niemiec Koran i łowi co bardziej wahliwe psychicznie osobniki do przejścia na islam i to na to mocno radykalne skrzydło. I niejednego osobnika już złowili. Złowieni zasilają często kadry terrorystów.
Tekst przedstawicieli, jak by na to nie patrzeć duchowieństwa katolickiego, naszpikowany jest mocnymi i barwnymi słowami i zwrotami, które mało się nadają do krzewienia miłości bliźniego. A miłować bliźniego przecież należy, nawet jeśli ten błądzi. Jak na mój gust (nie przepadam i nie słucham Madonny) to autorzy podejrzanie dokładnie znają ten materiał koncertowy, no ale to już ich sprawa.
---
"…koncert jest potężną dawką trucizny uderzającą w podświadomość za pomocą częstotliwości (???),(…)Gra świateł (czerwień i czerń), muzyka i taniec ociekający motywami pogańskich kultów (np. prostytucja sakralna). Krzyże noszone przez uczestników (różańce zawieszone na szyi) to kolejny element parodiowania…)
---
Czy autorzy tej odezwy zdają sobie sprawę, że takimi apelami o "wspólną modlitwę z wyłączaniem światła" najszybciej i najlepiej trafiają do ludzi labilnych, którzy są najbardziej podatni na prostą (prostacką) propagandę, że tym propagandowym językiem trafiają właśnie do podświadomości i świadomości tychże ludzi czekających na proste recepty, proste schematy MY i ONI, ale "racja musi być po naszej stronie". Oczywiście, że autorzy zdają sobie z tego sprawę. Więcej nawet, mam mocne podejrzenia, że to jest ich cel. Nie wierzę, żeby wykształceni ludzie piszący taką odezwę tego nie wiedzieli. Po wielu komentarzach widać, że grunt podatny jest szeroko rozłożony, a dzisiejsze szerokie możliwości komunikacji mogą spowodować, że fala wzburzonych "obrońców wiary i tradycji" wytworzy na swym szczycie czubek piany (lub kilku czubków), którzy wypiwszy kilka piw wyciągną z piwnicy jakiś F1, który się jeszcze niejeden pewnie ostał i pójdą bronić wiary. Na stadion ochrona ich nie wpuści, ale ochroniarz takiego "antychrześcijańskiego koncertu" to też wróg, przyjemnie zobaczyć jak leci rozerwany na strzępy. Przykłady ostatnio się po świecie mnożą.
Co powiedzą i zrobią autorzy odezwy
Ks. Andrzej Grefkowicz
o. Robert Więcek SJ
ks. Paweł Pająk
jeśli przez jakiegoś nawiedzonego oszołoma poleje się krew?
A póki co polecam dla rozluźnienia atmosfery poczytać teksty autorów:
Uta Ranke-Heinemann - pierwsza w historii kobieca habilitacja i profesura (1970) z teologii katolickiej. W r. 1987 biskup Essen Franz Hengsbach odebrał jej prawo nauczania teologii katolickiej za powątpiewanie w niepokalane poczęcie i inne dogmaty
Eugen Drewermann; ksiądz i teolog, wystąpił z kościoła w roku 2005.
Pozdrawiam


Komentarze
Pokaż komentarze (7)