0 obserwujących
1 notka
156 odsłon
  132   0

Gra o Tron: szołbiznes a polityka

PCh
PCh
Z jednej strony wzgardzany, wyszydzany i przez to niedoceniany karzeł, żyjący w cieniu bardziej wyrazistego brata. Z drugiej - przedstawiciel Północy z niejasnym pochodzeniem. Jako król klęknął przed inną królową i abdykował, wbrew woli swego elektoratu, by zostać jednym z jej żołnierzy. Skończył za Murem... To serial czy nasza polityka?

Wokalistka opowiada o chorym dziecku, celebrytka wyznaje, że była bita przez któregoś tam partnera, muzyk zapowiada apostazję, aktor dokonuje coming outu, polityk rusza w tłum.

Co łączy te sytuacje? Marketing, jasna sprawa. Wokalistka za chwilę wyda nową płytę. W księgarniach pojawi się niebawem książka kucharska celebrytki. Muzyk zaczyna trasę promującą nowy album, film z udziałem odważnego aktora wchodzi na ekrany. I – oczywiście – za rok wybory, więc polityk przypomina sobie o elektoracie.

Nic nowego – powiesz, Drogi Czytelniku. Oczywiście. Ty to wiesz, ja to wiem. Gorzej, że i polityk, i celebrytka to wiedzą. Wiedzą też, że my to wiemy, ale bez żenady wchodzą w te koleiny, bo – nie ma co kryć – prowadzą one do celu, chociaż koła grzęzną z błocie.

Polityka i szołbiznes to całkiem podobne dziedziny otaczającej nas rzeczywistości – to też wiemy, wiedzą to również przedstawiciele obu tych środowisk. Obu? Pokuszę się o stwierdzenie, że to jedno środowisko: jego przedstawiciele grają swoje, ich sukces zależy od publiczności/elektoratu, przy czym – ciekawe – szybko odklejają się od rzeczywistości.

Odklejają się też od siebie, żyjąc w ułudzie uczestniczenia w elicie, podczas gdy prawdziwe „zasięgi” uzyskują dzięki wspomnianym już działaniom pod publiczkę. Populizm rządzi!

Jako – chcąc nie chcąc – odbiorca tego szoł-polit-biznesu zaobserwowałem ostatnio ciekawe zjawisko, jako żywo dowodzące przenikania się tych dziedzin. Otóż atakowany reklamami i dyskusjami na temat serialu „Ród smoka”, będącego prequelem „Gry o tron”, postanowiłem przypomnieć sobie 8 sezonów GoT, zanim zacznę oglądać nowość.

W czasie tego maratonu przypominałem sobie ogarniającą mnie złość, gdy kończył się jeden sezon i na następny czekać trzeba było mniej więcej rok. Gdy zbliżała się premiera kolejnego, zastanawiałem się, kto z kim tym razem wejdzie w alianse, kto kogo – oględnie mówiąc – wychędoży, kto odzyska twarz, a kto straci głowę itp. Teraz, podczas oglądania całej produkcji jednym ciągiem, pomyślałem sobie, że wiele z tych targających odbiorcami emocji można by uniknąć, gdyby od razu wyemitować całość opowieści.

Ale właśnie o te emocje chodzi, nieprawdaż? I tu pojawiły się oczywiste analogie do życia politycznego. Kolejne sezony serialu to nic innego jak scena polityczna po kolejnych wyborach, zmieniają się scenarzyści a aktorzy się starzeją, na forach internetowych widownia usiłuje przewidzieć zwroty akcji, a producenci liczą kasę.

Osiem sezonów, tysiące ofiar (6887 istnień ludzkich, 2 smoki), a kto okazuje się zwycięzcą? Wzgardzany, wyszydzany i przez to niedoceniany karzeł, żyjący w cieniu bardziej wyrazistego brata.
Kto przegrywa? Przedstawiciel Północy, któremu przeciwnicy wypominali niejasne pochodzenie. Swoją karierę zbudował dzięki Nocnej Zmianie... przepraszam, Nocnej Straży. Zabijał Dzikich, by potem wraz z nimi walczyć z Innymi. Jako król klęknął przed inną królową i abdykował, wbrew woli swego elektoratu, by zostać jednym z jej żołnierzy. Skończył za Murem...

Czy coś nam to przypomina?
Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo