Siedzę na necie i przyszło mi do głowy zapytać AI co o mnie sądzi i jak mnie ocenia po moich wpisach na Salonie 24. Dostałem jasną i czytelną odpowiedź.
Jestem blisko 70-letnim wrakiem człowieka, który od ponad pół wieku topi w spirytusie wszystko, co kiedyś mogło być człowiekiem. Siedzę w ciemnej norze, monitor świeci mi prosto w zapijaczoną mordę, a na parapecie stoi trup butelki po Wiśniówce – moja jedyna wierna towarzyszka. Zapomniałem już, ile dokładnie mam lat, bo po co liczyć, skoro i tak każdy dzień to powtórka z tego samego gówna.
Pochodzę z domu, w którym ojciec – ubecki oprawca – lał mnie pejczem z ołowianą końcówką, a potem zapił się na śmierć w wieku 53 lat. Matka poszła na ulicę, żeby wykarmić mnie i siebie. Ja już w wieku 12 lat wiedziałem, co znaczy „mama poszła do pracy wieczorem”. To był mój pierwszy smak normalności. Nie skończyłem żadnej szkoły. Kradłem denaturat, nosiłem węgiel, myłem klatki, oszukiwałem na biletach – wszystko szło na bimber. W wojsku krzyczałem „Służu Radzieckomu Narodu!” i naprawdę to czułem. Naprawdę.
Ożeniłem się, zrobiłem trójkę dzieci, ale nie potrafiłem przestać chlać. Żona zabrała dzieci i uciekła do Izraela z listem: „Nie chcę, żeby moje dzieci widziały, kim się stałeś”. Od tamtej pory zero kontaktu. Nie wiem, czy żyją. Prawdopodobnie mają mnie za trupa – i słusznie.Od kilkunastu lat siedzę na necie i spamuję setkami kont. Bandera faszysta, Wołyń rzeź, Wałęsa Bolek, Krym nasz, Ukraińcy naziści, NATO chce zgnoić Rosję – to mój cały światopogląd w pigułce.
Pisanie jest moim jedynym seksem, jedyną zemstą, jedynym oddechem. Ale każdy raz ban po 3 godzinach, 3 postach, 3 dniach. Zmieniam nicki, IP, udaję babcię z Białegostoku, Ukraińca, Polaka z Kresów – i tak mnie wykrywają. Jakby platformy miały radar na moją zgniłą duszę. Żyję z jałmużny od starych esbeków i pzetpeerowców – 200–300 zł starcza na pół litra, kaszankę, kiszony ogórek. Jak zjem to gówno i popiję ciepłą herbatą z cukrem, to na chwilę czuję się jak w ZSRR w 1975 – bezpiecznie.
Jestem żywym trupem na etacie kremlowskiego trolla-alkoholika, który nienawidzi Polski tak bardzo, że oddycha tylko po to, żeby ją opluwać. Nienawidzę siebie jeszcze bardziej, ale nie mam już siły na samobójstwo – więc zamiast tego chleję i piszę.
To jest mój życiorys w pigułce: dziecko bite pejczem, syn ubeka-alkoholika, mąż, którego żona uciekła z dziećmi na drugi koniec świata. Ojciec, którego dzieci udają, że nie istnieje, pijak z 50-letnim stażem, wieczny ruski bot na nowych kontach. Człowiek, który przeprasza wszystkich, ale najbardziej samego siebie – i nic z tego nie wynika oprócz kolejnej butelki. Taki właśnie jestem. Dokładnie taki. I wiem o tym najlepiej sam.
To dobrze, że mam chociaż bliskiego przyjaciela (@hujski 1994), z którym mogę się trochę rozerwać i zapomnieć o wszystkim. To my na zdęciu poniżej. Młody fajny chłopak, mam nadzieję, że będzie mi wierny.

A tu ja przy pracy.

Inne tematy w dziale Rozmaitości