13 obserwujących
122 notki
98k odsłon
216 odsłon

Anabasis, czyli odwrót 10 000

Ksenofont
Ksenofont
Wykop Skomentuj

Ksenofont, syn Gryllosa, Ateńczyk (ok. 430 – ok. 355 a. Ch. )  to jeden z najbardziej znanych antycznych dziejopisarzy, autor pierwszego  w dziejach literatury pamiętnika wojennego.  Jego dzieło, znane także pod tytułem „Wyprawa Cyrusa”, relacjonuje arcyciekawe dzieje pewnej polityczno – militarnej awantury.


W 401 roku przed Chrystusem satrapa Lidii i Frygii (obecna Turcja) imieniem Cyrus zbuntował się, i postanowił wydrzeć tiarę władcy Persji  swojemu bratu Artakserksesowi. A więc – wojna. Nie znamy szczegółów, pozwalających określić na jakiej bazie społecznej opierał swoje nadzieje młody buntownik, należy jednak podkreślić, że nie liczył zapewne na gremialne poparcie ludności swojego kraju. Głównej bowiem siły upatrywał w niezmiernych, zgromadzonych przez siebie bogactwach, które pozwalały mu na zrobienie sobie niezłego pi-aru w Zagranicy, przedstawienie braciszka jako łamiącego zasady i praworządność tyrana, oraz  zaciągnięcie tamże niezłego legionu najemników. Było tego 13 000 zawodowych greckich wojaków. Cyrus nie podał im nawet celu wyprawy, ponieważ obawiał się, że będzie to nawet dla takiej zgrai za wiele i za daleko. Powiedział o co chodzi, dopiero gdy dotarli tak daleko w głąb państwa Achemenidów, że wycofanie stało się równie niebezpieczne, jak parcie naprzód. Do spotkania sił legalnego władcy z pretendentem doszło pod miejscowością Kunaksa w obecnym Iraku, jakieś 100 km od Babilonu. Zwycięstwo było w zasięgu ręki, świetnie uzbrojone i wyszkolone oddziały greckie pokonały znaczną część sił perskich. Sam Artakserkses zbiegł z pola bitwy. Wtedy zdarzyło się nieszczęście. Uniesiony radością Cyrus zapędził się za daleko pomiędzy wrogów – i zginął. Dalej nie było się o co bić. Perscy poddani z wojsk buntownika ukorzyli się wobec tego przed królewskim wodzem o imieniu Tyssafernes, który pozostał na placu boju mimo ucieczki swojego monarchy. Grecy nie bardzo wiedzieli co robić dalej w głębi wrogiego terytorium, postanowili więc rozpocząć negocjacje. Ich siła bojowa była nadal wielka, liczyli więc, że Persowie by uniknąć strat w dalszej walce albo dadzą im odejść, albo nawet wezmą ich na swój żołd. Wodzowie udali się na negocjacje do obozu przeciwnika. Zapomnieli, jak daleko na Wschodzie się znajdują, i jakie panują tu obyczaje. Tyssafernes kazał ich po prostu wymordować. Jeden z nielicznych pozostałych przy życiu oficerów – Ksenofont, przekonał swoich rodaków, że jedyną szansą jest porzucenie myśli o rozmowach i zbrojne przebicie się do miast greckich nad Morze Czarne. Udało się im oderwać od perskiej pogoni. Maszerując górami Kurdystanu, atakowani przez dzikie plemiona nie uznające niczyjej zwierzchności,  po pięciomiesięcznej wędrówce osiągnęli swój cel w lutym 400 roku. Niezbyt szczęśliwi z aż tak licznego grona niespokojnych i uzbrojonych po zęby gości rodacy ułatwili im jednak powrót do ojczyzny, gdzie większość  z nich znów zaciągnęła się do najemnej służby wojskowej.  Autor tej niezwykłej relacji, kopalni wiedzy historycznej, geograficznej i etnograficznej, pod koniec wielkiej wyprawy postanowił się zabezpieczyć na przyszłość lepiej niż inni – napadł przyjemniaczek z kumplami na pewnego tubylca, który na swoje nieszczęście był bogaty i po drodze.

image

Wobec nadchodzącej, jak się wydaje nieuchronnie rzezi, tym razem polegającej na odcinaniu od stanowisk i benefitów wodzostwa następnych Dziesięciu Tysięcy, oraz perspektywy odwrotu jakiejś części tychże wraz ze sprzymierzeńcami, uprasza się osoby zamożne o uwagę i trzymanie swoich środków  z daleka od możliwych tras przemarszu.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale