Za "Wprost":
Rumuński plan modernizacji armii, finansowany z miliardowych pożyczek unijnego programu SAFE, napotkał na barierę. Minister Radu Miruță zapowiedział, że nie dopuści do sfinalizowania kluczowych kontraktów, jeśli producenci uzbrojenia nie wycofają się z nagłych podwyżek cen. Sprawa może trafić z powrotem pod obrady Rady Najwyższej Obrony Państwa (CSAT), co oznaczałoby całkowitą rewizję dotychczasowych planów zakupowych.
Rumuński spór dotyczy instrumentu Security Action for Europe (SAFE), w ramach którego Rumunia zabezpieczyła 16,68 mld euro na modernizację armii, co zaraz po Polsce czyni ją drugą z kluczowych beneficjentów tego instrumentu na wschodniej flance. Środki, przekazane w formie preferencyjnych pożyczek, miały sfinansować historyczną wymianę sprzętu, w tym systemów obrony powietrznej, śmigłowców i setek wozów bojowych. Skala finansowania stawia Rumunię w roli jednego z najważniejszych filarów obronnych wschodniej flanki NATO.
Podczas spotkania z dziennikarzami w czwartek 2 kwietnia, minister obrony narodowej i wicepremier Rumunii nie ukrywał irytacji postawą dostawców. Według relacji portalu HotNews.ro, szef resortu obrony wprost oskarżył zagraniczne koncerny o próbę wykorzystania presji czasu. Unijne ramy programu SAFE wymagają bowiem, aby umowy zostały sfinalizowane do końca maja 2026 roku.
– Nie akceptujemy cen napompowanych o 30% tylko dlatego, że podpisujemy umowy pod presją czasu. Jesteśmy gotowi płacić za jakość i zaangażowanie lokalnego przemysłu, ale nie za marże budowane na naszym pośpiechu – zadeklarował minister Miruță.
Jak podaje Defence Industry Europe, najtrudniejsza sytuacja dotyczy negocjacji z koncernem Rheinmetall w sprawie 298 bojowych wozów piechoty Lynx KF41. Choć oficjalnie wyceny są przedmiotem tajemnicy handlowej, nieoficjalne informacje wskazują, że koszt kontraktu wzrósł o setki milionów euro tuż przed planowanym terminem podpisania dokumentów.
Stanowisko ministra Miruțy, cytowane przez serwis News.ro, jest jednoznaczne i nie pozostawia złudzeń.
– Dopóki sprawuję funkcję ministra obrony, nie wydam zgody na podpisanie kontraktu o 30% droższego. Taka opcja po prostu nie istnieje. Albo producenci zaakceptują cenę początkową, albo ponownie zwołujemy posiedzenie CSAT (Rady Najwyższej Obrony Państwa) – podkreślił minister.
Groźba powrotu do CSAT jest sygnałem, który świadczy o dużym chaosie związanym ze wzrostem cen uzbrojenia. Rada, pod przewodnictwem prezydenta, zatwierdza strategiczne kierunki zakupów. Ponowne skierowanie tam dokumentów oznaczałoby de facto unieważnienie dotychczasowych postępów negocjacyjnych i konieczność wypracowania nowej strategii. W praktyce mogłoby to doprowadzić do niedotrzymania majowego terminu rozliczeń z Unią Europejską, co postawiłoby pod znakiem zapytania dostęp do części z 16 miliardów euro z programu SAFE.
W tle sporu o ceny toczy się równie walka o tzw. „rumunizację” zamówień. Rumuńskie Ministerstwo Obrony Narodowej podkreśla, że każdy wydany miliard z funduszu SAFE musi przekładać się na rozwój lokalnej bazy przemysłowej.
Bukareszt domaga się, aby znacząca część produkcji i serwisowania sprzętu odbywała się w rumuńskich zakładach, m.in. w Moreni. Minister Miruță zasugerował, że podwyżki cen oferowane przez dostawców nie idą w parze ze zwiększeniem offsetu czy transferu technologii, co resort uznaje za nieakceptowalne.
Wypowiedź rumuńskiego ministra obrony narodoweje może stać się punktem zwrotnym dla rynku zbrojeniowego w Europie Środkowej. Postawa Rumunii pokazuje, że państwa regionu, mimo pilnych potrzeb operacyjnych wynikających z sytuacji geopolitycznej, zaczynają stawiać twarde warunki ekonomiczne.
Jeśli dostawcy nie obniżą swoich oczekiwań finansowych do końca kwietnia, Rumunia może wejść na drogę renegocjacji całego planu SAFE. Teraz to po stronie zbrojeniowych gigantów leży decyzja, czy wolą urealnić marże, czy ryzykować całkowite zamrożenie kontraktów. Wybierając wariant „wszystko albo nic”. Jeśli Bukareszt rzeczywiście „wywróci stolik” i wróci do rozmów w ramach CSAT, stworzy precedens, który może odbić się czkawką koncernom w całym regionie.
30% z dnia na dzień. O ile polskie zamówienia w USA i Korei w latach 2022/23 były uzasadnione koniecznością natychmiastowego uzupełnienia i zastąpienia sprzetu wojskowego wysłanego w trybie pilnym na Ukrainę, dokonywania natychmiastowych zakupów w roku 2026 nie uzasadnia nic. Ani potrzeby wojska, w jakiomś stopniu już zabezpieczane, ani sytuacja polityczna. Rosja ugrzęzła, odbudowa jej sił potrwa. Ktoś ma po rumunskim przykładzie wątpliwości co do charakteru i zamysłu SAFE? To żadna tam budowa zdolności obronnych wschodniej flanki, to plan wieloletniego kredytowania i dotowania niemieckiego i francuskiego przemysłu zbrojeniowego przez naiwniaków ze wschodu Europy. Dla zamydlenia oczu może i krajowym producentom coś skapnie z pańskiego stołu. Bierzcie zaraz, szybko, w miesiąc, bo kochane europejskie pieniążki przepadną. Europejskie! A że oddać trzeba będzie z własnych, to już drobnym druczkiem na sto piątej stronie.
Stanowisko rumuńskiego ministra budzi jednak nadzieję na zmierzch neokolonialnego sposobu myślenia w krajach Nowej Unii. Jedną z największych szkód, jakie wyrządziła nam (w niczym nie umniejszając także niemałych korzyści z członkostwa) Unia Europejska jest eksterminacja dawnych zarządców i urzędników, którzy w latach 1990 -2005 w gminach, powiatach, województwach i ministerstwach mozolnie, ale skutecznie uczyli się, jak decydować o tym, co jest nam jako wspólnocie potrzebne. Od 2006 roku zastąpili ich "specjaliści od funduszów europejskich", którzy umieją tylko kombinować, na co możemy kochane pieniążki dostać. Zdecydowane odrzucenie przez Rumunów dyktatu ofertowego i cenowego Brukseli, która niczym ikoniczny Kur wie lepiej co w Bukareszcie mają/muszą kupić, może i powinno stać się dobrym przykładem.
Ale nie dla Donada Tuska, który długopisem Kosinaka z pewnościa zechce kupić za wskazaną cenę wszytkie stare hełmy po Wermachcie, byle tylko Św. Środki nie zostały niewykorzystane. Przez Tego, co trzeba.


Komentarze
Pokaż komentarze (26)