Magurski Park Narodowy wszedł niedawno w czwartą dekadę swojego istnienia. 194,39 km², z otuliną na kolejnych 229,69 km², na styku Podkarpacia, Małopolski i Słowacji. Przebieg granic Parku jest skomplikowany, istnieją liczne enklawy gruntów gminnych i prywatnych. Ochroniarsko gigantyczny sukces, wielka dziczejąca przestrzeń, od 80 lat rekolonizowana przez Matkę Naturę.Ekspansja rzadkich, w kilku wypadkach introdukowanych gatunków. Wielkie drapieżniki - niedźwiedź, ryś, wilk, ogromnie bogata ornitologia ze sztandarowym czarnym bocianem (jak się wie gdzie, to można w sezonie podjechać obejrzeć z gwarancją prawie jak w ZOO) i orlikiem krzykliwym. Nie gorzej w świecie roślinnym.
Jedyny gatunek ustępujący to ludzie. Od dawna, ale teraz coraz szybciej.
Gmina Krempna, na której terytorium leży 94% Parku ma 203,58 km², co stanowi prawie 25% terenu powiatu jasielskiego, do którego należy. W 1994 (czas decyzji o powstaniu Parku) zamieszkiwało ją 2885 ludzi. W 2020 już tylko 1976. Dziś (na koniec 2025) - 1750.
W 1939 żyło tu 12 tysięcy, w 90 % Łemków. Miejscowych Żydów wymordowali Niemcy w 1942. Bitwa dukielska 1944/45 zrujnowała doszczętnie wschodnią część terytorium. W 1945 większość pozbawionych dobytku ludzi dobrowolnie wyjechała do ZSRR, wielu opuściło także nie zniszczone gospodarstwa w zachodniej części - wpływy komunistyczne były tu znaczące jeszcze przed wojną. Potem Akcja "Wisła" dokończyła sprawę. Niebezpodstawnie, łemkowska sotnia UPA "Smyrnego" grasowała aż po gorlickie.
Na opuszczony teren napłynęło trochę ludzi z sąsiednich wsi, trochę osadników przyjechało z przeludnionych okolic Szczawnicy. Powstały PGR-y. Wstrząs roku 1990 był silny, ale skala nie dorównywała innym spegeeryzowanym regionom. Zaczęła się rozwijać prywatna hodowla bydła, produkcja drewna i węgla drzewnego.
W to wszystko wszedł Park. Budził nadzieję, obiecywano lokalsom złote góry. Pracę dla licznego personelu, rozwój turystyki, inwestycje w infrastrukturę. Początki były zachęcające, Park nie był zbyt widoczny, poza budową siedziby niewiele się działo. Kolejne obostrzenia wchodziły stopniowo, metodą salami. Dziś to proces już zakończony, z licznymi i egzekwownymi zakazami, strażą parkową i oszczędnie wyznaconymi szlakami turystycznymi. Skończyło się buszowanie w terenie, zbieranie grzybów i runa. Entuzjazm pierwszych lat ustąpił zniechęceniu. Zaprzyjaźniony leśniczy, który jeszcze przed Parkiem, gdzieś w 1992 pokazywał mi w wielkiej tajemnicy miejsce nad dopływem Wisłoki, gdzie pierwsze od stuleci żeremi założyły bobry sprowadzone z Białostockiego, z ogniem w oczach głosił idee ochroniarskie. Spotkałem go nie tak dawno. Nie chciał komentować. Dziś tysiące bobrów rozprzestrzeniły się od Sanu po Wisłę, sąsiad przepędza je z podwórka i regularnie rozwala tamę zalewającą gminną drogę. Niedźwiedź! kolejna sensacja. Pamiętam lokalną opowieść, jak do miejscowego przyjechał latem miastowy brat, przed powrotem zaopatrzając się w wiktuały - wędlinę, miód, sery. Po drodze zjechał w bok, do retorty, kupić worek węgla drzewnego na grilla- tak, to jeszcze nie były czasy w których można się zaopatrzyć na byle stacji benzynowej. Podjechał, idzie, a od ogniska podrywa się zarośnięty, ogorzały jegomość i biegnie w jego stronę z wrzaskiem, wymachując na dodatek siekierą. Miastowy w strachu w nogi, odwraca się, i widzi że z jego nie zamkniętego z powodu upału auta wystaje jakiś wielki,owlosiony zad. Misiek wziął torbę z wałówką w zęby i poszedł sobie. Pierwsze gawrowanie przybyszy ze Słowacji miało miejsce ponoć zimą 92/93. Wiosną 2026 misiek rozwala, jak słyszę, ule gdzieś w powiecie tarnowskim. Wilk, kolejna ekscytacja. Późną jesienią 1993 prowadziłem wizytację szkoły w Świątkowej. Podsumowanie po godzinach pracy, zakończyło się już po zmroku. W oknie, w oddalonym o paręset metrów lesie jakieś światełka. Co to, pytam? Wilcze oczy. Kurcze, już z 15 lat włóczyłem się po Beskidzie i Bieszczadach, jakieś tropy, jakieś ogryzione kości a tu... Teraz widuję je przynajmniej raz w miesiącu, w dzień, w całej okazałości - najczęściej z samochodu.
Szkoła,no właśnie. Zaglądam w stare papiery, w roku szkolnym 1994/95 w pięciu podstawówkach Gminy Krempna było prawie czterystu uczniów. Sprawdzam aktualia - pozostała jedna, w siedzibie gminy. Ze 106 uczniami. Jak długo? W tym (2026) roku USC zanotował 13 zgonów i jedne urodziny.
Cała gmina to jeśli nie Park, to otulina. Natura 2000. Nawet domek jednorodzinny czy letni to zgody wszystkich instytucji zwiazanych z ochroną środowiska. A tu albo orlik, albo traszka. Firma, produkcja czegokolwiek? Zapomnijcie. Gleby i klimat za kiepskie do uprawy, hodowlą zajmują się ostani Mohikanie. Wymogi jak nie unijne, to środowiskowe, utylizacja zimowego obornika pod kontrolą. Plus wilki. Jeszcze kilkanaście lat temu bacowie z Podhala paśli latem stada owiec na podleśnych łakach, w szałasch dostępne świeże, pyszne sery, żętyca na zawołanie. Dziś ani jednego. Park dla utrzymania łąk kosi mechanicznie. Turystyka minimalna, nie ma co się oszukiwać, jeśli ktoś nie jest nieuleczalnym pasjonatem lasu i zwierzyny, Beskid Niski to miejsce na jednorazową wycieczkę, bez powrotów. Atrakcji mało, szlaki turystyczne rzadkie i nudne, punktów widokowych na nich tyle co kot napłakał. Mało kto z zewnątrz wróci tu drugi raz.
Jedyni pracodawcy to Park, Urząd Gminy i podległe mu instytucje. 4 bodajże sklepy prywatne, z tuzin gospodarstw agroturystycznych, czynny w sezonie mały ośrodek wypoczynkowy. Do miasta (raczej miasteczka) powiatowego 35-50km. Nadzieje wiązane z połączeniem drogi wojewódzkiej 992 ze Słowacją się nie spełniły, ruchu transgranicznego nie ma. Obiecywana przez polityków od ćwierć wieku budowa zbiornika wodnego Katy-Myscowa ciągle w tym samym, czyli zerowym punkcie. Opórcz zupełnego uduszenia wsi Myscowa,dziś niemal wyludnionej. Młodzi stamtąd uciekają, pozostają jeszcze emeryci. I straż parkowa.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)