Republikaniec Republikaniec
292
BLOG

Śmierć ekspertów

Republikaniec Republikaniec Polityka Obserwuj notkę 7

Wśród lawinowej w naszej współczesnej kulturze inflacji pojęć, jednym z najbardziej zdewaluowanych staje się pojęcie "ekspert", którym wyrobnicy medialni szafują bez umiarkowania. Od tego, tamtego czy owego, okraszane coraz częściej fotką jakiegoś zupełnego nonejma. Szacowny niegdyś tytuł, przysługujący nielicznym, którzy pracowali nań latami, niedługo zejdzie do poziomu bliskiego uszczypliwej uwadze.

Obejrzeliście orędzie premiera Donalda Tuska? Doznanie z gatunku nieprzyjemnych, facet opowiadający co prawda oczekiwane banały, ale te latające by jakoś opanować drżenie ręce... Wcale się nie dziwię, ma wszelkie powody do zdenerwowania. Trudność w opanowaniu gestykulacji można u niego obserwować co namniej od paru miesięcy. Na dodatek  widoczne gołym okiem cięcia wyraźnie przygotowywanego, ale nieumiejętnie obrobionego materiału. Sam od razu zauważyłem dwa, a ktoś znający się na rzeczy wczoraj wymienił zdaje się koło dziesięciu.

Za to Expertka widzi inaczej. Wyszukiwarka wyrzuciła mi chyba w "Fakcie" wypowiedź "ekspertki od mowy ciała" Marzeny Jakiejśtam, rozpływającej się nad opanowaniem i władczymi gestami. Finito.

 Wbrew pozorom problem głębokiej natury, przekładający się niestety na rosnący brak społecznego zaufania do czegokolwiek poza najbliższym kręgiem bezpośredniej znajomości, niezwykle niebezpieczny symptom dezinegracji społeczeństw.

Jak mawiał Stefan Kisielewski, to nie jest kryzys, to rezultat. Równościowe "dyskursy" służące do ukrywania coraz głębszych nierówności w cywilizacji tzw. Zachodu zdewastowały systemy oświatowe w kierunku 'upowszechnienia wykształcenia". Ale wobec właściwej  rodzajowi ludzkiemu z natury nierówności intelektualnej, czyli brutalnie mówiąc prawidłowości, według której osoby o wysokich zdolnościach intelektualnych stanowią zawsze i wszędzie mniejszość populacji, upowszechnienie owo nie stało się upowszechnieniem kompetencji, a upowszechnieniem dyplomów. Umożliwionym prostym zabiegiem drastycznego obniżenia wymagań dla ich zdobycia.

Takim właśnie rezultatem jest ujawniona i obśmiewana niedawno Afera Pełnomocniczki, której clou była "konferencja naukowa". Na której hochsztaplerka w designerskich okularkach odczytywała skrót zeskrobanego przez kiepski wariant Autonomicznej Inteligencji "raportu", a gremium kolejnych udyplomowanych i utytułowanych, które samo siebie nazwało Akademią, w milczeniu odsiedziało bez cienia dyskusji ów bełkot w miłej nadziei na kończący imprezę bankiet & wizytę przy kasie.

W bagienku tym toną bez przyciągania szczególnej uwagi nawet osoby o jakim-takim dorobku, zwłaszcza tych, nie umiejących przy rzeczywistych kompetencjach zachować elementarnej uczciwości. Jak Marek Safian uzasadniający w lansadch trybunalskie hop-sztosy ekipy Tuska. Który tym samym, jak to wczoraj w Kanale Zero podsumował prof. Piotrowski. "wypisał się z grona ludzi poważnych". A przy czym tu uczciwość? A przy tym, że nie każdy pamięta, skąd nienawiść byłego prezesa TK do PiS-u. A stąd, że Lech Kaczyński jako prezydent Warszawy wyrzucił z pracy jego szanowną małżonkę, naonczas swoją wiceprezydent, za machlojkę mającą na celu umożliwienie deweloperom przejęcia znacznej cześci warszawskich ogródków działkowych. Który to ruch LK uniemożliwił deal zapewne wysoko ustawiający obecne i przyszłe pokolenia Safianów.

Wracając do Kisiela, ów rezultat niestety także jest kryzysem. Chyba musimy, by choć trochę ograniczyć jego skutki ukuć nowy termin, który będzie oddawał pojęcie "ekspert" w jego starym, właściwym znaczeniu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka