Za to niewątpliwie uwagę mediów mają szanse skupić na sobie kolejne odpryski hucpy, wywołanej z początkiem roku przez specjalizujące się w tego rodzaju kampaniach środowiska. Okazuje się, że na sławetnych taśmach odnaleziono niezbity dowód na antysemityzm premiera, co nie może dziwić z racji chociażby już samego faktu jego urzędowania w kraju tradycyjnych, zoologicznych antysemitników, który to swoisty casus belli już chyba ostatecznie skłonić musi - obnażonego tym sposobem jako bezkompromisowy wyznawca idei swego czasu podniesionej na wyżyny religii państwowej przez pewnego austriackiego malarza - Morawieckiego juniora do tak wyczekiwanej przez idącego przez wieś Grzesia dymisji. Okazuje się, że na tym samym nagraniu pan premier wykazał się również grzechami pobocznymi, a mianowicie antygermanizmem, antyamerykanizmem i antyanglizmem, a nawet antyszwajcaryzmem, ale na to jakoś żaden tamtejszy, czytywany przez owe wraże narody ichni „Times”, nie zwrócił jak dotąd uwagi, być może wychodząc z całkowicie słusznego założenia, że nasz czołowy antysemitnik, wyrażając się przy tej okazji o - zamieszkujących wskazany szereg państw - obrzydliwie bogatych nababach, tak czy inaczej obraził jeden i ten sam naród, żyjący wśród powyżej wymienionych nacji pod postacią uciemiężonej mniejszości, za to ujawniający się w podejrzanej nadreprezentacji wszędzie tam, gdzie można sobie na tym czy owym mniej lub bardziej słomianym przedsięwzięciu co nieco podżerować (nie mylić z podżyrowaniem, choć branża właściwie podobna).
I tutaj już drodzy Państwo żartów nie ma. Jako rzecze jedna z czołowych fourpijnych gazet, która rzecz raczyła podchwycić i nagłośnić, samo już połączenie nazwy zamieszkującej Pewne Państwo Położone w Palestynie (4P – a zatem z angielska Fourpia) nacji - jedynie w tejże malowniczej okolicy występującej w roli większości (choć i ta przewaga się kurczy - stąd rozpaczliwe wysiłki sprowadzenia nieco jewropejskich posiłków, zniechęconych do zamieszkiwania naszego niegościnnego kontynentu powtarzającymi się falami - tak przyjacielsko usposobionych do tejże grupy - „uchodźców”, a także urządzane cyklicznie zawody w strzelaniu do celu w okolicach Wielkiego Muru tudzież w innej spektakularnej konkurencji naprowadzania obiektów latających na cele położone po jego drugiej stronie) - z wizerunkiem „bogatego człowieka”, musi być poczytywane za bezprzykładną zbrodnię, stanowiąc zarazem niczym niesprowokowany atak na ów – równie przywiązany do składanych masowo w jego łonie ślubów ubóstwa, jak z samej swej natury miłujący pokój – narodek. A pozostaje jeszcze do rozpatrzenia śmiertelna zniewaga w postaci zrównania naszych wypróbowanych „braci i przyjaciół” do jakichś tam niekoszernych Szwajcarów, Niemców czy innych Anglosasów. I to jest prawdziwa afera, nie jakieś tam molestatorskie dyrdymały. Przynajmniej na naszym krajowym poletku jest okazja do odegrania się – choćby w tej skromnej formie – za te wszystkie niebywale ukrzywdzone zaoceaniczne schweinsteiny i inne mniej-zaoceaniczne polańskie. W kraju gdzie rozwiane na wietrze zostały kości zholocaustowanych uprzednio przodków, nie będzie nikomu jedna czy druga wywłoka wchodziła w paradę. Tutaj kwestia priorytetów oraz hierarchii afer większych i pomniejszych musi pozostać jasna i dla każdego oczywista, tak by przewaga – choć póki co jeszcze nie ta ilościowa – została zachowana, a miejscowy naród odpowiednio przetresowany. Ku chwale przyszłych Ziem Obiecanych, zaanonsowanych swego czasu przez miejscowych pisarzy i reżyserów. A i niezwykle namiętnie anonsowanych w chwili obecnej.
*https://www.salon24.pl/u/teutonick/896739,o-slasku-ale-i-o-europie-czyli-kwestia-roznic-w-standardach - polecam dyskusję pod notką





Komentarze
Pokaż komentarze