z pamiętnika Teutonicka...
it's a new sheriff in town
9 obserwujących
160 notek
116k odsłon
2361 odsłon

"You stupid woman(-en)!" vs. taśmowo stosowane "hmm..."

Wykop Skomentuj15

   Z kolejnym popisem błyskotliwej inteligencji w wykonaniu innej przedstawicielki szeroko rozumianego grona pedagogicznego miałem okazję zapoznać się natykając się na opublikowany na „najpopularniejszym portalu informacyjnym” wywiad z pewną nobliwą nauczycielską działaczką związkową, skierowaną na jakże trudny odcinek woj. świętokrzyskiego, pod wiele mówiącym tytułem „Pani minister kłamie”. Ale może oddajmy głos samej zainteresowanej p. (nomen omen) Kołtunowicz, w opatrzonym jej gustownym konterfektem wywiadzie, zamieszczonym na niezwykle gościnnych w takich razach łonieciarkich łamach, snującej swą rzewną opowieść o ciężkiej nauczycielskiej doli:

„(…)Ponad 12 tysięcy osób w regionie wypowiedziało się na ten temat, z czego ponad połowa zdecydowała, że jest skłonna przystąpić do pierwszej formy protestu, czyli pójść na zwolnienia lekarskie. Oczywiście tłumaczą to wypaleniem zawodowym i oczekiwaniami na ciągłą poprawę sytuacji materialnej nauczycieli, bo każdy widzi, jak jest. Teraz przeciętna krajowa to 4 tys. 966 zł, więc gdzie my nauczyciele jesteśmy? Każdy pracuje nie 18 godzin dydaktycznych, bo jak pokazały badania - to ponad 40 godzin w tygodniu, a do tego dochodzi masa zajęć. Nauczyciele chodzą chorzy do szkoły, nie badają się, nie dbają o swoje zdrowie, dlatego zarząd główny ZNP podjął uchwałę mówiącą, że popieramy ten protest, który już się zaczął oddolnie i mówimy nauczycielom, że czas zadbać o swoje zdrowie.”

Hmm…(nr 2) Jak pokazały badania, powiadacie kumo? No dobra, zostawmy to – mimo, że jako znającemu dość dobrze środowisko nauczycielskie (mając pedagogów w rodzinie, wśród znajomych, a i samemu przepracowawszy ładnych parę lat „w zawodzie”), właśnie przejechał mi pod powieką solidnie doposażony Abrams. Skupmy się raczej na tej „masie zajęć”, pod którym to wielce tajemniczym terminem może mieć pani działaczka na myśli tzw. kółka zainteresowań, zwyczajowo dodatkowo płatne, ale po co komu byłoby aż tak głęboko drążyć temat, skoro zbytnie zajmowanie się nikomu niepotrzebnymi szczegółami mogłoby co nieco zburzyć martyrologiczny obrazek. Lećmy jednak dalej:

„Brakuje nam 1000 zł do przeciętnego wynagrodzenia, a my wszyscy mamy wyższe wykształcenie, masę studiów podyplomowych. Niestety rząd i Ministerstwo Edukacji Narodowej nie myślą i nie dbają o to, żeby nauczyciele byli godnie wynagradzani. Zawsze mieliśmy najniższe wynagrodzenie.”

Wyższe wykształcenie – wyobrażacie sobie Państwo!? Naprawdę, szacun. I do tego jeszcze ta „masa studiów podyplomowych”. To nic, że większość z nich ukończona w ramach „weekendowych wydziałów” przeróżnych Wyższych Szkół Gotowania na Gazie, najpewniej z przeróżnymi „paniami profesorowymi” wspomnianymi w pierwszej części tekstu w roli „wykładowczyń”. A skoro już zahaczyliśmy pętlą o miss (taki tam seksistowski żarcik) Środę, to następne nie możemy ominąć odpowiedzi na kolejne zadane pytanie dotykające nomen omen „etyczności” tego rodzaju protestów, zwłaszcza w przypadku podejmowania takiej właśnie ich formy przez przedstawicieli tzw. zawodów zaufania publicznego:

„Trudno mówić, że nieetyczne. Policjanci niby nie mają prawa do strajku, ale mają bardzo trudny zawód. Czasem trzeba wziąć oddech, odpocząć i dopiero pójść do pracy.”

Doprawdy jest to nowatorskie podejście do idei zatrudnienia i etosu pracy. Powiem więcej – po tych słowach jak sądzę zarówno osoba udzielająca wywiadu, jak i podobne jej panie wywodzące swój rodowód ze związków, powinny zostać ciupasem skierowane do pionu Ministerstwa Edukacji Narodowej, odpowiedzialnego za wskrzeszanie w naszym nieszczęśliwym kraju - uśpionego z grubsza półtorej dekady temu przez jedną z odwracalnych reform firmowanych nazwiskiem pewnego tyleż niesławnej, co niestety krótkiej pamięci „premiera ze Śląska” (nieco więcej o tymże jegomościu i jego wiekompomnych dokonaniach TUTAJ) - szkolnictwa zawodowego, jako wybitnej klasy „konsultantki”.

„My popieraliśmy jak najbardziej akcję policjantów, bo najważniejsze jest zdrowie. Mówiąc o zdrowiu dla nauczycieli, mówimy też o zdrowiu uczniów. Jeżeli nauczyciel przychodzi do pracy zakatarzony, chory i długo nieleczony, to później idą astmy oskrzelowe czy inne sytuacje, a to jest przecież praca głosem.”

Oj ci biedni zakatarzeni, bohatersko zmagający się z przeziębieniami pedagodzy. Na nic im urlopy na poratowanie zdrowia, na nic ferie i wakacje przeznaczone na regenerację owych „strun”. Oni to wszystko dla tej niewdzięcznej gawiedzi uczniowskiej, nic dla siebie. I tylko zarażać by niebożąt nie chcieli… W tym momencie jednak na tymże posągowym wizerunku „panów siłaczy”, a zwłaszcza „pań siłaczek” pojawiła się drobna rysa. Czyżby jednak poza „czasem protestów” państwo nauczycielstwo za nic miało stan zdrowia swoich podopiecznych, narażając ich na zainfekowanie swoimi jakże licznymi chorobami zawodowymi? Kwestię pozostawiam do rozstrzygnięcia. Dalej pojawia się odpowiedź na pytanie o ewentualne kontrole ZUS:

Wykop Skomentuj15
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo