0 obserwujących
341 notek
82k odsłony
  233   0

My, bogacze

MAŁGORZATA FRANKIEWICZ Słowo Boże ma wymiar ponadczasowy, ale też powinno być przyjmowane z myślą o obecnej chwili. Toteż gdy dziś czytamy na temat pychy, trudno się oprzeć wrażeniu, że mowa o postawie, która cechuje wiele osób w odniesieniu do uchodźców, przybywających masowo do Europy, a na razie tylko w śladowych ilościach do Polski.

 

Teraz wy, bogacze, zapłaczcie wśród narzekań na utrapienia, jakie was czekają. (Jk 5, 1)

Głównymi bohaterami dzisiejszego czytania z Księgi Liczb są Eldad i Medad, których Bóg obdarzył zdolnością prorokowania, podobnie jak grupę innych siedemdziesięciu mężczyzn, tyle że nie w przeznaczonym do tego namiocie, a zwyczajnie w obozie. Może ci dwaj panowie byli chorzy, może mieli ważne zajęcia, a może po prostu zagapili się, zagadali i nie zdążyli na czas do namiotu. No i zrobił się kłopot. Zaraz ktoś doniósł Mojżeszowi, że są tacy, którzy korzystają z Bożych darów niezgodnie z ustalonymi regułami, trochę na własnych prawach. Padła nawet dyscyplinująca propozycja, aby Eldadowi i Medadowi tego zabronić. Mojżesz, który był w tej sprawie bezpośrednio zainteresowany, gdyż Bóg odebrał mu część jego mocy, aby innym pozwolić na prorokowanie, zachował jednak spokój. Wiedział, że nic w ten sposób nie stracił, a podzielił się z innymi czymś bardzo cennym.

Podobną sytuację opisuje pierwsza część dzisiejszego czytania z Ewangelii. Zaniepokojony Jan mówi Jezusowi o człowieku, który nie należy do grona apostołów, a jednak wypędza złe duchy. Ów człowiek czyni to w imię Jezusa, korzystając z Jego mocy podobnie, jak Eldad i Medad korzystali z mocy Mojżesza. Jezus jednak nie jest zazdrosny o swoje wyjątkowe zdolności i nie widzi potrzeby, aby je chronić jak tajemnicę firmową. Czynienie dobra bowiem jest zawsze nadrzędne, ważniejsze od ustanowionego prawa, zasad funkcjonowania takiej czy innej wspólnoty, a zwłaszcza od egoistycznych interesów. Taka właśnie nauka powtarza się wielokrotnie w różnych kontekstach na kartach Ewangelii.

Jozue, oburzając się na Eldada i Medada, nie wziął pod uwagę tego, że należeli do wezwanych. Apostołowie, zabraniając wyrzucania złych duchów człowiekowi spoza swojego grona, nie kierowali się zdaniem Jezusa, a najwyżej pewnym własnym wyobrażeniem o tym, co Mistrz mógłby sądzić w tej sprawie. To bardzo ważna wskazówka dla naszych ocen innych ludzi. Co my o nich wiemy? Bywa, że sporo, ale nigdy nie jest to wiedza dotycząca najistotniejszej sprawy – tego mianowicie, jakie Bóg ma wobec nich zamiary.

Człowiek zawsze bał się tego, co inne, dziwaczne, odbiegające od ustalonych zwyczajów i norm. Obecnie jednak skłonność do uniformizacji i do swoistego programowania poszczególnych osób wydaje się szczególnie silna. Ktoś odbiegający od społecznych stereotypów albo zachowujący się inaczej, niż mogliśmy przewidywać, budzi niechęć, a nawet lęk. Rośnie liczba rozmaitych zakazów, które mają coraz mocniej obwarowywać nasze poczucie bezpieczeństwa. Co z tymi, którzy nie mogą czy nie potrafią się przystosować, a przecież raz za razem wpychają się bezczelnie do naszego uładzonego świata, bo chcą po swojemu cieszyć się cudownym darem życia? Jeżeli wierzymy w Boga, to uważamy, że ma On wobec tych odmieńców jakieś plany, ale zajęci własnym dyskomfortem niewiele się przejmujemy Bożą wolą.

My, przyzwoici ludzie. My, dumni z tego, że jesteśmy chrześcijanami, katolikami, Europejczykami, Polakami, że mamy słuszne poglądy i wyznajemy jedynego prawdziwego Boga. Postępujemy uczciwie, zgodnie z obowiązującymi w naszym świecie zasadami i nikt nam nie może niczego zarzucić. Czy to nasza wina, że chcemy żyć wśród podobnych do nas przyzwoitych ludzi? Lecz właśnie w tym podsycanym dumą pragnieniu przypominamy bogaczy, do których zwraca się w swoim liście św. Jakub: Żyliście beztrosko na ziemi i wśród dostatków tuczyliście serca wasze w dniu rzezi (Jk 5, 5).

Kto jednak widzi swoje błędy?

Oczyść mnie z błędów, które są dla mnie skryte.

Nakazy Pana są radością serca.

Także od pychy broń swojego sługę,

by nie panowała nade mną.

Wtedy będę bez skazy

i wolny od wielkiego występku.

Ps 19 (18), 13 – 14)

*

Słowo Boże ma wymiar ponadczasowy, ale też powinno być przyjmowane z myślą o obecnej chwili. Toteż gdy dziś czytamy na temat pychy, trudno się oprzeć wrażeniu, że mowa o postawie, która cechuje wiele osób w odniesieniu do uchodźców, przybywających masowo do Europy, a na razie tylko w śladowych ilościach do Polski. Tak, to właśnie pycha - zadowolenie z własnego na ogół dość komfortowego położenia, przekonanie o własnej kulturowej wyższości, niedostatek wyobraźni, który nie pozwala dostrzec, że tylko szczęśliwym przypadkiem czy Bożym zrządzeniem nie jesteśmy na miejscu tych nieszczęśliwych ludzi. To pycha podsuwa argumenty, którymi tłumaczymy sobie, dlaczego należy powstrzymać najazd obcych, zakazując im wstępu na nasze terytorium. My, bogacze…

My, bogacze pragnący wierzyć, że nasze materialne bogactwo równa się duchowemu. Czy rzeczywiście tak jest?

Przeczytajmy jeszcze raz uważnie drugą część przeznaczonej na dzisiaj Ewangelii: „Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie” (Mk 9, 43 – 48).

W nas samych, w naszym myśleniu, w naszych przyzwyczajeniach, w naszej kulturze jest wiele elementów, które utrudniają nam drogę do Boga, zagrażają duchowemu rozwojowi i zbawieniu. Sama myśl o tym, że trzeba by się ich pozbyć, napełnia przerażeniem. Ten paniczny lęk przed utratą często tylko pozornych dóbr i wartości także widać dziś w zachowaniach wielu osób, które ludzi uciekających prze okrucieństwami wojny nazywają najeźdźcami albo w najlepszym razie powstrzymują się od wypowiadania jakichkolwiek opinii. Ale czy naprawdę mamy aż tak wiele do stracenia? Czy nie martwimy się o materialne dobra, które nas w gruncie rzeczy zniewalają albo o duchowe wartości, które już dawno przestaliśmy poważnie traktować?

Bóg, w którego wierzymy, ma swoje plany również wobec tych obcych przybyszów, którzy często Go wcale nie znają albo nawet są wobec Niego nastawieni wrogo. Może chce, aby jak Eldad i Medad przemówili dziś do nas Jego głosem… Może posyła ich do nas, aby wypędzili złe duchy, z którymi sami nie potrafimy sobie poradzić… Nie jest to na pewno przyjemna perspektywa, lecz Słowo Boże ma tę wspaniałą właściwość, że przypomina o rzeczach bardzo, bardzo trudnych, o których na ogół wolimy zapominać.

www.tezeusz.pl

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo