Powołując się, jak to mam w zwyczaju, w wybitną jednostkę świata naukowego, prof. Antoniego Kępińskiego, który służył jako pilot RAF oraz więźień obozu koncentracyjnego, chciałbym poruszyć modus zła i dobra tkwiącego w człowieku. Jednak nie ze strony oprawcy, lecz ofiary.
Socjologia nie potrafi wyjaśnić dlaczego Niemcy dali się ponieść "fali nienawiści", jaką był faszyzm. Istnieją hipotezy, jednak nikt chyba do tej pory nie odpowiedział sobie na pytanie: " Dlaczego ludzie byli tacy nieludzcy w stosunku do drugiego człowieka?".
Ofiary obozów koncentracyjnych, jako ludzie różnych narodowości, mieli w sobie modus dobra lub zła. Ta pierwsza koncepcja dotyczyła czynów heroicznych, takich jak oddanie własnego życia za swojego przyjaciela niedoli, jak zrobił to Korczak czy o. Kolbe, oraz wielu innych mniej znanych jednostek. Czy chodzi tu o jakąś wewnętrzną siłę, silniejszą niż sama chęć przeżycia? Czy chodzi tu o aspekt religijny, ideologiczny, osób, które nie dały się złamać "czasom pogardy"? Tego nie wiem.
Co jednak z drugą kategorią ludzi, którzy, za wszelką cenę przeżycia, "kapowali" SS'manom na swoich przyjaciół, znajomych, po to tylko aby zyskać przychylność oprawców? SS miało tych ludzi w pogardzie, jednak korzystało z ich usług jako z dodatkowego źródła informacji o poczynaniach więźniów. Pytanie: jaka różnica i z czego ona wynikała, że ludzie ci, zachowywali się w tak odmienny sposób?
Nie mamy prawa osądzać tych, którzy upodlili własne człowieczeństwo a na czym najbardziej zależało Niemcom, gdyż sami nie doświadczyliśmy piekła holocaustu. Zastanawia mnie, dlaczego tak odmienną rolę reprezentowali ci ludzie, którzy byli przecież w tych samych warunkach, i żyli ze soba na codzień?


Komentarze
Pokaż komentarze