Wróg Ludu
GazetaPolska
285 obserwujących
878 notek
1703k odsłony
  150   0

EUROPEJSKIE WALONKI

Zwolennicy PO i najbardziej postępowych części opozycji przeżywają mocny dysonans, słysząc o pieniądzach chowanych w nogach od stołu albo przenoszonych w reklamówkach z Biedronki. Związek sporej części elektoratu PO, a wcześniej Unii Wolności

czy Unii Demokratycznej, z ich liderami polegał na wpajanym im przekonaniu o cywilizacyjnej wyższości partii i ich liderów. Owszem, ważne były dla nich niektóre elementy programu, ale gdyby im się przyjrzeć, nawet one miały składać się na ogólny obraz Europejczyków lepiej rozumiejących świat i przez sam fakt swojego istnienia wznoszących odbiorców ku wyżynom rozwoju.

Czasem z tego Olimpu intelektualnego nieoczekiwanie dla odbiorców spadał zatęchły kalosz, rzucając podejrzenie, że może nie wszystko jest tam takie doskonałe, jak w „Wyborczej” piszą albo w TVN-ie pokazują. To jednak dawało się jakoś wyklepać zmasowaną propagandą wychowanych przez III RP dziennikarzy. Olimp runął w 2014 roku, kiedy najprawdopodobniej w wyniku walk koterii działających w obozie władzy pojawiły się „taśmy” pokazujące rzeczywisty sposób myślenia i funkcjonowania elit III RP. Podejrzewam, że nie było jednego źródła tych nagrań i część z nich dopasowano do historii z podsłuchującymi kelnerami. Odbiorcy wpadli w szok, bo nagle okazało się, że siewcy postępu to prymitywy załatwiające podejrzane geszefty, przy tym posługujące się knajackim językiem. Cios był bolesny, a władza zachowała się jak ranne zwierzę, atakując wściekle dziennikarzy i media, które sprawę ujawniły. Spektakularne wysłanie ABW do redakcji tygodnika „Wprost” po nagrania upewniło Polaków, że coś jest na rzeczy. Liderzy PO do dzisiaj mają po nim silną traumę i czują potrzebę zdezawuowania tamtych nagrań. Skoro nie można podważyć ich prawdziwości, to trzeba by przynajmniej skompromitować źródło, więc musi być rosyjskie. Oczywiście gdyby to była prawda, to fakt, że najważniejsi politycy obozu władzy, z nadzorcami służb włącznie, chodzili do jednej knajpy, w której Rosjanie zorganizowali im studio nagrań, i omawiali tam najbardziej poufne sprawy, też powinien być uznany za kosmiczną kompromitację. Służby podległe PO miały półtora roku, żeby to sprawdzić. Nic na ten temat nie znalazły, mimo że autora tych tekstów – Piotra Nisztora – poddano niewyobrażalnej inwigilacji. Sprawdzano go nawet do dziadków (przeczulenie na punkcie dziadków w tamtym obozie władzy jest zrozumiałe). Mimo braku dowodów Tusk postanowił wrócić do rosyjskiego tematu, sądząc, że odzyska w ten sposób poparcie. Bazował jedynie na zeznaniach Marcina W., który parę lat temu samego lidera PO oskarżył o przyjęcie łapówki. Przy okazji przywrócił ludziom obraz prymitywizmu elit III RP – pieniądze w reklamówkach z Biedronki i knajacki język komunikacji.

Siewcy europejskości nie różnią się specjalnie od swoich bolszewickich protoplastów, którzy w 1920 i 1939 roku z karabinami na sznurkach i w śmierdzących mundurach nieśli postęp i demokrację. Jak ktoś szuka rosyjskich śladów, to ten jest najbardziej wyczuwalny.


Tekst pochodzi z najnowszego tygodnika "Gazeta Polska" nr. 43; data: 26.10.2022.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka