Dawno Polacy nie mieli takiego mętliku w głowach i dawno „Gazeta Polska” nie znalazła się w takiej wirówce jak obecnie. Mamy otwartą wojnę w koalicji, otwartą wojnę w polskim Kościele i otwartą awanturę na polu ideologicznym.
Żeby to wszystko uporządkować warto przypomnieć kilka istotnych wydarzeń. Pierwszym z nich była publikacja „Gazety Polskiej” na temat współpracy z SB arcybiskupa Stanisława Wielgusa. Po początkowym oburzeniu niemal całego świata politycznego zaczęto powoli przyznawać nam rację. Nieoczekiwana interwencja Ojca Świętego spowodowała, że nie doszło do katastrofy, którą bez wątpienia byłoby mianowanie wieloletniego współpracownika SB na stanowisko warszawskiego metropolity. Było jedno środowisko, które całkowicie nie pogodziło się z takim obrotem sprawy, to środowisko Radia Maryja. Odczuli to wszyscy na niedoszłym ingresie. My z tamtej strony doświadczaliśmy agresji słownej, niektórzy nasi dziennikarze także agresji fizycznej, przez całe miesiące. Prawdopodbnie nagłe przebudzenie się tego środowiska w sprawie zmian w Konstytucji dotyczących ochrony życia i próba rozbicia PiS-u było odpowiedzią na lustrację w Kościele, która ruszyła wraz z otwarciem archiwów IPN. W tej sprawie zresztą więcej namieszali niektórzy hierachowie niż samo Radio Maryja. Ojciec Rydzyk ostatecznie nie poparł rozłamu Marka Jurka i sprawa zakończyła się na drobnym odprysku.
Toruńska rozgłośnia nie zaprzestała jednak wybielania abp. Wielgusa. Mimo to postanowiłem wyciągnąć rękę do zgody. Napisałem felieton „Trudne pojednanie” i poprosiłem kilka osób w tym Stanisława Michalkiewicza o próbę mediacji. Zakończyło się to wściekłym atakiem Naszego Dziennika i środowiska Radia Maryja na „Gazetę Polską”. Z podającego się za katolickie Radia i związanej z nim gazety zaczęły pod naszym adresem padać bardzo obraźliwe stwierdzenia. W dodatku dowiedzieliśmy się, że podczas pielgrzymki Radia Maryja planowana jest akcja całkowitego wybielenia biskupa Wielgusa, a wręcz uczynienia z niego męczennika. Nie miałem wielkich nadziei na zmianę tego stanu rzeczy, ale przynajmniej mogłem zaprotestować przeciwko temu co się działo. Napisałem list otwarty do Ojca Świętego licząc, że w takiej formie mój głos będzie choć trochę dla niego słyszalny. Nie wiem czemu ten list wywołał aż takie poruszenie i panikę w środowisku Radia Maryja, ale widać trafiłem na jakiś czuły punkt. Przeciwko „Gazecie Polskiej” wytoczono najcięższe działa, a główną kolubryną do burzenia naszych murów miał być Jerzy Robert Nowak, komunistyczny dyplomata na Węgrzech w czasach Janosa Kadara. Obecnie w Radiu Maryja towarzysz Nowak wyznacza kto może być Polakiem, a kto nie. Jako propagandysta zaangażowany w niszczenie przez komunistów autorytetu kardynała Jozefa Mindszentiego na pewno nadaje się na wzorcowego katolika.
Kilka dni później tygodnik „Wprost” opublikował taśmy z nagraniami ojca dyrektora. To do narastającej burzy dołączyło istny huragan, tym większy, że działo się to w dniu pielgrzymki Radia Maryja na Jasną Górę. Kłopoty ojca Rydzyka zbliżyły go do Andrzeja Leppera. Nie zdziwię się jeżeli szef toruńskiej rozgłośni nie zechce pobłogosławić nowo tworzacego się frontu PZPRowsko-ludowo-narodowego zwanego LiS-em. To zresztą szybko sprowadzi całą imprezę na ziemię, bo cały LiS nie uzbiera w wyborach więcej niż kilka procent głosów. O ile wcześniej się nie pokłócą.
Nie widzę możliwości wytłumaczenia ojcu Rydzykowi, że broniąc agentów SB i obrażając wszystkich na około niszczy Kościół. Nabrałem takiego przekonania nie dlatego, że nie wierzę w jego nawrócenie, ale dlatego, że uzależnił się on od środowiska, które ma w takim samym poważaniu Kościół jak mieli je jego protoplaści chowu Mieczysława Moczara.
Podział w dawnym obozie komunistycznym przebiegający w poprzek nieboszczki SB ma niestety dziś pewną kontynuację. Opisał to bardzo dobrze w swoim czasie Witold Jedlicki dzieląc komunistów na dwie frakcję w słynnym artykule „Chamy i Żydy”. Jedlicki nie napisał tego, co dzisiaj jest dla mnie oczywiste: podział taki był korzystny dla Moskwy. Jedni pilnowali drugich. Dziś Moskwa toczy swoją rozgrywkę również na bazie tych dwóch środowisk wykorzystując lęki filosemitów i fobie antysemitów. W jednym i drugim środowisku znajdziemy takich wypróbowanych towarzyszy jak Jerzy Robert Nowak, którzy w pocie czoła pełnią swoją misję w imię zapewne wielkich idei i niemałych pieniędzy.


Komentarze
Pokaż komentarze (108)