Asesorzy "ze sprawy Blidy", którzy zostali już prokuratorami, dowiedzieli się, że nie będą już pracować w Prokuraturze Okręgowej w Katowicach. Mijał roczny termin ich delegacji, a przełożeni nie wystąpili o przedłużenie. Młodzi prokuratorzy dowiedzieli się nieoficjalnie, że będą musieli wrócić do "rejonu".
Prokuratorzy są zaskoczeni i rozżaleni. - Spotkała ich kara za to, że byli zbyt szczerzy w czasie składania zeznań w prokuraturze w Łodzi, która bada okoliczności śmierci Barbary Blidy. To przestroga dla nas wszystkich, ciąg dalszy czystek w śląskiej prokuraturze - mówią koledzy trojga śledczych.
Rok temu w Prokuraturze Okręgowej w Katowicach powołano grupę, która zajmowała się sprawą „mafii węglowej". Szefem tego zespołu został Tomasz Balas, doświadczony prokurator. Wątek domniemanej korupcji Barbary Blidy i polityków SLD prowadziło troje podlegających Balasowi, którzy zostali delegowani do Prokuratury Okręgowej z prokuratur rejonowych: Sebastian Głuch, Małgorzata Kaczmarczyk-Suchan i Piotr Wolny. Balas już też nie pracuje w prokuraturze - kilka miesięcy temu przeszedł do IPN.
Młodzi śledczy zdawali sobie sprawę z wagi śledztwa, oczekiwań przełożonych i swego niedoświadczenia.
„Tomek Balas dostał wątki, które częściowo do niczego nie pasowały. Były to wątki gospodarcze. Każdy z nas pracował generalnie nad swoimi wątkami. W dużej mierze dokonywaliśmy sami czynności. ABW wykonywało te czynności, które nie byliśmy sami technicznie zdolni zrobić. Każdy referent ustalał to własnym zakresie. Dyskutowaliśmy to ze sobą. Wynikało to z faktu, że było czterech referentów, a nadto z braku doświadczenia np. mojego, bo ja przyszłam z prokuratury rejonowej - z dochodzeń" - zeznawała Kaczmarczyk-Suchan.
W czasie zatrzymywania przez ABW, w kwietniu ubiegłego roku, Barbara Blida była posłanka SLD popełniła samobójstwo. W prokuraturze miała usłyszeć zarzut pośredniczenia w przekazywaniu łapówek od Barbary Kmiecik prezesom spółek górniczych.
Dowodem na korupcję Blidy oraz udział w aferze polityków były zeznania Barbary Kmiecik i byłego posła lewicy Ryszarda Zająca. Zeznał o tym prokurator Balas, przesłuchiwany w prokuraturze w Łodzi:
„Piotr Wolny prowadził wątki dotyczące korupcji w sektorze górniczym, mam tutaj na myśli wręczanie korzyści majątkowych przez p. Barbarę Kmiecik członkom zarządu czy też przedstawicielom spółek węglowych. (...) Druga grupa zagadnień była związana z nieprawidłowościami w funkcjonowaniu szeroko pojętej Lewicy czy przedstawicieli SLD i tymi grupami zagadnień zajmował się Sebastian Głuch. Koleżanka Małgorzata Kaczmarczyk- Suchan miała w swoim umownym referacie sprawę dot. finansowania przez Barbarę Kmiecik domu należącego do pani Barbary Blidy, finansowanie jej wyjazdów zagranicznych, kwestie użyczania jej samochodu celem wyjazdu do Warszawy i obdarowywanie jej upominkami typu ubrania czy perfumy" - mówił prokurator Balas.
Wybór asesorów do prowadzenia tak ważnego śledztwa nie był przypadkowy. - Delegowanie asesorów, czyli młodych stażem prokuratorów z rejonu do prokuratury okręgowej jest często stosowaną praktyką. Od takiego „delegata" wymaga się bezdyskusyjnego wykonywania poleceń przełożonych. W przypadku jakiejś wpadki, zawsze ich przełożeni mogą się wytłumaczyć niedoświadczeniem podwładnego - mówi prokurator z wieloletnim stażem.
Nakaz zatrzymania Barbary Blidy przez ABW podpisał Balas. Był najbardziej doświadczonym śledczym z tego zespołu, jednak także miał rozterki, czy zatrzymywać Blidę, tak jak chcieli jego przełożeni. Najpierw był zwolennikiem doręczenia jej wezwania na przesłuchanie, ale w końcu podpisał decyzję o zatrzymaniu Blidy.
Kolejną osobą z grupy, która nie chciała zatrzymywać Blidy, była również Małgorzata Kaczmarczyk-Suchan. „Małgosia Kaczmarczyk-Suchan, która można, powiedzieć generalnie, przestraszyła się reakcji opinii publicznej na zatrzymanie Blidowej" - zeznawał Balas.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)