bbc
bbc
Tymoteusz Bojczuk Tymoteusz Bojczuk
60
BLOG

Brytyjskie sklepy z narkotykami na głównych ulicach

Tymoteusz Bojczuk Tymoteusz Bojczuk Społeczeństwo Obserwuj notkę 12
Nie ma miłości na tym świecie. Ale są łatwo dostępne substancje twarde i miękkie. Ekstazyjne i tajemnicujące. Jest nawet gaz rozweselający, który może uszkadzać mózg. W pełni rozwinięty kapitalizm, prowadzony przez wybitnie uzdolnioną ludność kolorową. Reportaż autorstwa lewicowego BBC — BBC, które już porzuciło złudzenia.

""

Z pozoru to zwykłe osiedlowe mini-markety oferujące gazowane napoje, słodycze i artykuły pierwszej potrzeby. W rzeczywistości – prężnie działające punkty dystrybucji narkotyków kontrolowane przez zorganizowane grupy przestępcze. Najnowsze dziennikarskie śledztwo brytyjskiego nadawcy z użyciem ukrytej kamery obnaża brutalną prawdę o upadku tamtejszych ulic handlowych (High Streets), gdzie kokaina, marihuana i leki na receptę są sprzedawane równie łatwo jak puszka coli.

Dziennikarze BBC przeprowadzili prowokację w czterech sąsiadujących ze sobą miasteczkach w regionie West Midlands. To, co odkryli, przypomina sceny z gangsterskich filmów, a jedno z anonimowych źródeł w organach ścigania opisało sytuację na tamtejszych ulicach krótko: „bezprawie”. Legitymujący się uczciwi przedsiębiorcy skarżą się na zastraszanie przez gangi i bycie świadkami przemocy z użyciem noży i broni palnej.

Problem nie jest jednak lokalny. Według National Crime Agency (NCA) oraz brytyjskiej inspekcji handlowej (CTSI), zorganizowane grupy przestępcze w całym kraju przejmują witryny sklepowe, by zyskać przyczółek do handlu nielegalnymi substancjami. Od Bideford w hrabstwie Devon, przez Great Yarmouth w Norfolk, aż po Belfast w Irlandii Północnej – powiązano już ponad 70 sklepów z handlem m.in. heroiną i metamfetaminą.

„Mam zioło, koks, wszystko. Cokolwiek zechcesz”

W Cradley Heath, po doniesieniach sygnalisty o tym, że gangi narkotykowe wymknęły się spod kontroli na 300-metrowym odcinku głównej ulicy, dziennikarze pod przykrywką odwiedzili sklep o nazwie Cradley Market. Wystarczyło zaledwie kilka sekund, by mężczyzna za ladą sprzedał badaczowi 3,5 grama marihuany za 30 funtów. Transakcja odbyła się na zapleczu, tuż za półkami z pieluchami i napojami.

Gdy dziennikarz zapytał o kokainę, sprzedawca (przedstawiający się jako Akwa) wykonał jeden telefon. Kilka godzin później gram kokainy został dostarczony do sklepu i sprzedany za 95 funtów. Na tym jednak nie koniec – sprzedawca pokazał na telefonie zdjęcia dostępnych leków na receptę, w tym pregabaliny (leku stosowanego w leczeniu stanów lękowych i padaczki, którego nadużywanie prowadzi w UK do gwałtownego wzrostu zgonów), zachęcając do robienia zdjęć i polecania towaru znajomym.

Sklepy pod okiem „czujek” i gaz rozweselający dla dzieci

Sytuacja wygląda równie dramatycznie w sąsiednim Dudley. Kuldeep Maan, szef lokalnej inspekcji handlowej, przyznaje, że skala problemu jest najgorsza od 20 lat. W ciągu zaledwie 12 miesięcy zamknięto tam 39 sklepów za sprzedaż nielegalnych papierosów, ale podczas nalotów rutynowo znajdowano w nich marihuanę, kokainę, podrobione leki i podtlenek azotu (gaz rozweselający).

Zorganizowane grupy nie działają w próżni. Przed sklepami stoją tzw. „czujki” (spotters), wypatrujące ewentualnych nalotów policji. Ekipa BBC była nawet śledzona i fotografowana przez pracowników sklepów na Dudley High Street.

Dziennikarze obnażyli również przerażający proceder sprzedaży gazu rozweselającego, który jest niezwykle popularny wśród brytyjskiej młodzieży, a jego rekreacyjne wdychanie jest nielegalne i może powodować uszkodzenia mózgu. W centrum Dudley, w sklepie Dawood Grocery, dziennikarz poprosił o butle z gazem. Otrzymał reklamówkę z balonami (służącymi do wdychania) i polecenie, by poczekać na rogu ulicy. Kilka minut później zakapturzony mężczyzna bez słowa wymienił kanister z gazem na 25 funtów w gotówce. Okoliczni przedsiębiorcy potwierdzają, że regularnie widzą osoby wdychające gaz kupiony w tym właśnie miejscu.

W innym mieście, Brierley Hill, obsługa sklepu skierowała kupujących bezpośrednio do mieszkania na piętrze, gdzie z powodzeniem zakupiono marihuanę. Ekipa BBC musiała jednak w pewnym momencie wycofać się ze względów bezpieczeństwa, gdy w mieszkaniu pojawiły się dwa duże psy w typie pitbulla bez obroży i smyczy.

Co na to władze?

Kiedy sprawa wyszła na jaw (część nagranych sprzedawców po fakcie wszystkiemu zaprzeczyła), politycy zaczęli bić na alarm. Liam Byrne, poseł Partii Pracy i przewodniczący Komisji Biznesu i Handlu, wezwał rząd do pilnego działania. "Nie odbudujemy naszych High Streets, dopóki nie wytniemy tego raka, jakim jest zorganizowana przestępczość" – stwierdził stanowczo.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych (Home Office) oraz lokalna policja w West Midlands zapowiedziały podjęcie „najsurowszych możliwych działań”. Pytanie jednak, czy walka z przestępczością, która zdążyła już wrosnąć w tkankę miejską i ukryć się za witrynami sklepów spożywczych, nie została podjęta o kilka lat za późno. Brytyjskie ulice handlowe, niegdyś wizytówka tętniących życiem miast, dziś w wielu miejscach stają się strefami zdominowanymi przez gangi, w których kupno twardych narkotyków jest równie proste, co poranne wyjście po bułki i mleko.


https://www.bbc.com/news/articles/c62l429w2pko


#WielkaBrytania #narkotyki #przestępczość #BBC #reportaż #bezpieczeństwo #Europa #multikulti #upadekzachodu #kapitalizm #patologia #HighStreet #imigracja #społeczeństwo #świat #wiadomości #skandal #polityka #gangi

Zbieram mikroplastik. Już mam ok. 5 gramów w korze mózgowej. Dziękuję, cywilizacjo. Tymoteusz Bojczuk jest filozofem kultury i cywilizacji, himalaistą i podróżnikiem. Publikował eseje w „Aspektach”, „AlboAlbo”, „Ibidem” "Londynek.net" i „Pulsie”. Absolwent filozofii na Uniwersytecie Śląskim. Autor książki Element Wmówiony oraz Słownika psycholingwistycznego języka polskiego z komentarzem.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo